To spektakl, który nie próbuje opowiadać Mrożka na nowo ani wpisywać go w bieżące spory. Sprawdza za to, co zostaje z tego tekstu, gdy prowadzi się go bez nadmiaru reżyserskich pomysłów, których sam Mrożek nie znosił.
Sławiński, jako reżyser dobrze czujący się w konwencji komediowej, idzie w tę stronę świadomie i wydobywa z „Tanga” to, co w nim komiczne, momentami zbliżając się do farsy, ale nie tracąc kontroli nad całością.
Przedstawienie opiera się na warstwie plastycznej i symbolicznej. Na scenie pojawia się postać śmierci z polską flagą, a Eleonora (Małgorzata Machowska) i Eugenia (w tej roli Anna Demczuk) wnoszą chorągiew, występując jako dzieci kwiaty. Do tego dochodzi Stomil przebrany za księdza, robiący selfie. To symboliczne nawiązanie do naszych czasów.
Pierwsza część spektaklu ma klarowną formę i wyraźnie nawiązuje do końcówki lat sześćdziesiątych oraz kultury hipisowskiej. Widać to w kostiumach, prezentacji postaci, ale także w scenografii, w której pojawiają się kolorowe obrazy i elementy przywołujące estetykę tamtego czasu. Jednym z czytelnych znaków tego odniesienia jest piosenka „Imagine” Johna Lennona, przywołująca myślenie o świecie pozbawionym granic i zasad.
W tej rzeczywistości funkcjonują bohaterowie, którzy nie widzą potrzeby jej porządkowania, bo uznają ją za naturalną. Najpełniej widać to u Stomila (Marek Kępiński), który chodzi po domu w piżamie, z zawieszoną na szyi biżuterią, jakby zatrzymał się w tamtym czasie i nie miał ochoty na zmianę schematów.
Na tym tle pojawia się Artur (Maciej Kokot), który próbuje przywrócić zasady i odbudować porządek, ale jego działania nie znajdują poklasku u reszty. Nie dlatego, że spotykają się z wyraźnym sprzeciwem, ale dlatego, że trafiają na świat, który przestał traktować porządek jako wartość.
Druga część przynosi zmianę scenografii. Ściany stają się białe, przestrzeń zostaje oczyszczona, nad kominkiem wiszą skrzyżowane szable i w tym momencie wchodzimy w świat, który można odczytać jako próbę przywrócenia ładu.
Ten podział na dwie części odpowiada dwóm sposobom myślenia, które w dramacie Mrożka zostają skonfrontowane: z jednej strony dążeniu do wolności i zniesienia ograniczeń, z drugiej — potrzebie zachowania porządku i tradycji. Każda z tych postaw ma w sobie coś z idealizmu, ale obie okazują się niewystarczające.
W tym miejscu najważniejsza staje się postać Edka (w tej roli przekonujący Stanisław Twaróg). Nie jest ani ideologiem, ani uczestnikiem sporu, lecz kimś, kto potrafi się do każdej sytuacji dostosować i ją wykorzystać. Sprawia wrażenie pogodnego, nieszkodliwego, ale w odpowiednim momencie staje się bezwzględny. Nie buduje żadnej wizji świata, lecz przejmuje sytuację.
Finał, w którym Edek tańczy tango z Eugeniuszem, a w tle słychać nadlatujące samoloty, zmienia odbiór całego spektaklu. Wprowadza kontekst zagrożenia i pokazuje, że kryzys sprzyja pojawianiu się silnych postaci, które przejmują władzę.
Dramat Mrożka z 1964 r. bez trudu daje się dziś czytać w kontekście współczesnych sporów między myśleniem wywodzącym się z awangardy i kontrkultury a próbą przywrócenia tradycji. Rzeszowska inscenizacja ukazuje jednak ten konflikt nie jako równorzędną debatę, lecz jako proces rozstrzygany nie przez argument, ale przez siłę.
Teatr im. Wandy Siemaszkowej