W setną rocznicę urodzin reżysera warto wrócić do dzieła szczególnego – filmu, który jest świadectwem spotkania dwóch wielkich osobowości polskiej kultury. „Umarła klasa. Seans Tadeusza Kantora” pozostaje jednym z najważniejszych zapisów teatru XX wieku.
Sfilmowana w 1976 roku inscenizacja legendarnego spektaklu Teatru Cricot 2 nie została przez Wajdę przetworzona na język kina narracyjnego. Reżyser świadomie rezygnuje z ingerencji. Chciał utrwalić rytm przedstawienia, jego plastyczną strukturę, precyzyjną orkiestrację ruchu aktorów i dźwięku, powracający walc, pauzy i powtórzenia.
Wierność wizji Kantora staje się tu kluczowa. Wajda nie narzuca własnej interpretacji filmowej. Jego celem jest utrwalenie fenomenu Teatru Śmierci – seansu, w którym dorośli bohaterowie powracają do szkolnych ławek ze swoimi manekinami dzieciństwa. To powrót bolesny: do miejsca formowania, ale i przemocy, pamięci i jej deformacji.
„Klasa” – u Kantora i w zapisie Wajdy – jest miejscem metafizycznym, obszarem konfrontacji z przemijaniem, pamięcią i traumą historii. W tych ławkach nie siedzą uczniowie, lecz widma. Film Wajdy nie oswaja tego doświadczenia. Przeciwnie – pozwala mu wybrzmieć w całej swojej niepokojącej intensywności.
Choć „Umarła klasa” jest najbardziej bezpośrednim i oczywistym łącznikiem nazwisk Wajdy i Kantora, motyw szkoły, edukacji i formowania jednostki powraca w twórczości reżysera także w innych kontekstach. W „Lekcji polskiego”, filmowym portrecie Tadeusza Konwickiego, edukacja staje się polem pamięci i tożsamości. W „Katyniu” inteligencja, profesorowie i nauczyciele akademiccy należą do pierwszych ofiar systemu, który unicestwia nie tylko ludzi, lecz także porządek wartości i ciągłość kultury.
Dlatego seans „Umarłej klasy” w Roku Andrzeja Wajdy to przypomnienie o artyście, który rozumiał wagę pamięci i odpowiedzialność zapisu.
„To spektakl nadmiaru i braku – za dużo tutaj ozdobników i za mało treści. Całość jest nierówna, przeestetyzowana i bełkotliwa, wątki się rwą, a publicystyka odziana w historyczny kostium irytuje. Dla mnie to niestety ciężkostrawne widowisko, choć może po prostu nie dorosłem do tej sztuki”
Jarosław Ciszek o spektaklu „Między nogami Leny, czyli »Zaśnięcie Najświętszej Marii Panny« według Caravaggia”, reż. Agata Duda-Gracz; Kulturalny Konferansjer.pl, 26.01.2026