Slide
previous arrow
next arrow
A ja chcę być męski - Teatr dla Wszystkich

A ja chcę być męski

Na afiszu

A ja chcę być męski

O spektaklu “Niemęski” w reż. Darii Kubisiak w Narodowym Starym Teatrze w Krakowie pisze Szymon Białobrzeski.

Opublikowano: 2026-04-19
fot. Magda Hueckel
Ocena recenzenta/tki: (5/10) – średni

A ja chcę być męski. Czyli jaki? Chcę być stoicki, decyzyjny, wrażliwy, silny, oddany, mężny, skłonny do zdrowej rywalizacji. Bardzo często mi nie wychodzi, ale tak chcę. I choć spektakl mi tego nie broni, to też moje chcenia sprawnie ignoruje. Zamiast tego próbuje zaoferować mi alternatywę – niemęskość.

Po obejrzeniu spektaklu „Niemęski” postanowiłem zerknąć do broszurki. Natrafiłem tam na tekst Joanny Krakowskiej – „Niemęski to komplement”. Wypowiedź zwiastuje obopólną korzyść kobiet i mężczyzn, walkę o równość płci, całość ubogacona jest drobnymi uwagami historycznymi – „Aż dziw bierze, że kobiety, ledwie tylko zdobyły miejsce dla siebie i stworzyły warunki dla własnych wypowiedzi, natychmiast postanowiły się tymi zdobyczami podzielić i odstąpić swój czas sceniczny mężczyznom (…)”. Wypowiedzi o łaskawym „pozyskiwaniu mężczyzn dla sprawy” pojawiają się kilkukrotnie, żeby nie powiedzieć, że stopniowo budują pierwszą połowę tekstu. W drugiej jego części autorka pisze o – skądinąd słusznym – wyzwoleniu się z patriarchalnej potrzeby dominacji i nieświadomego uwikłania w role płciowe. Ma na to jednak konkretny sposób – wspomnianą już kilkukrotnie niemęskość.

Jej model kreowany jest na scenie poprzez czterech mężczyzn granych przez Krzysztofa Stawowego, Stanisława Linowskiego, Grzegorza Mielczarka i Oskara Malinowskiego. Na scenie obecny jest również Aleksander Wnuk, ale odpowiada głównie za warstwę muzyczną. Każdy z czterech bohaterów reprezentuje zupełnie inny temperament. Wydają się być naprawdę miłymi ludźmi, tylko trochę zagubionymi – czują, że męskość wymyka im się z rąk, tracą testosteron, chęć walki. Do tego dochodzą resentymenty związane ze złymi wzorcami, chociażby ojcem, który lekceważy matkę swoim spojrzeniem i władczą postawą. Zdesperowani zaczynają dekonstruować męskość, ubogacając ten proces o moralizatorskie wypowiedzi reżyserki i osobiste świadectwa.

Sama dekonstrukcja najmniej przypadła mi do gustu. Wydaje mi się, że – podobnie jak Krakowska – także reżyserka spektaklu patrzy na męskość z przekąsem. Dlatego tak często panowie w parodystyczny sposób strzelają z palców, udając kowbojów, ale rzadko kiedy próbują z tymi kowbojami naprawdę „porozmawiać”. Do tego wygłaszają manifesty o złu dokonanym przez niedocenionych mężczyzn i proszą kobiety, by ich doceniały, nawet jeśli to docenienie po części zbudowane jest na kłamstwie. Parodiują męskie spotkania przy piwie, cenzurując padające na nich przekleństwa. Trudno się to ogląda. Tak, archetypy pokroju kowboja niosły za sobą przemoc i mizoginię, mężczyźni rozpętywali wojny, a alkoholizm nie jest najlepszym sposobem na socjalizację. Nie zmienia to jednak faktu, że sceny nie rozumieją siły męskich figur, idei czy wspólnot. Naśmiewają się ze starych wzorców, zamiast oczyścić je z narosłych przez lata patologii i ukazać w nowej odsłonie.

Panowie wypowiadają się o swoich korzeniach w sposób ironiczny, zdystansowany, jak gdyby wstydzili się tego, że są mężczyznami. Dotykają kwestii ideologicznych, ale nie próbują budować osobistego etosu – opartego na silnym przekonaniu o własnej wartości. Zatrzymują się przy klatce z napisem „miły, nieszkodliwy samiec”.

Dużo lepiej niż grupowe wypowiedzi wypadają osobiste monologi mężczyzn – opowieści o emocjach, które wytrącały ich z pełnionych ról społecznych i płciowych. Czasami brakuje tym wypowiedziom wyrazistszej puenty czy powagi, która pozwoliłaby na szczere wyznanie, jednak aktorzy dają radę. Dobrze udaje im się podkreślić moment zatrzymania i refleksji nad sobą – punkt, który może pojawić się w życiu każdego mężczyzny.

Za szczególnie wartościową uznaję opowieść ostatnią – zagraną bardzo przekonująco przez Mielczarka. To pozornie komediowy wątek o mężczyźnie, który zauważa zaloty ze strony swojego przyjaciela i nie umie ich odeprzeć. Co gorsza, z czasem zaczynają mu się one podobać, co wytrąca go z równowagi. Aktor prezentuje niebywałe wyczucie tempa – zaczyna od historii wyraźnie napisanej w sposób kabaretowy, podkreślający męskie zaparcie w okazywaniu czułości przyjacielowi. Potrafi jednak wydobyć z tej komedii uniwersalny lęk przed bliskością, niezrozumieniem i odrzuceniem roli zatwardziałego ojca rodziny. Choć sam tekst nie jest wyraźnie lepszy od poprzednich monologów, ciało Mielczarka dopisuje własną puentę, okraszoną jedną łzą (dosłownie). Aktor nadaje wagę męskiemu cierpieniu, nie bagatelizuje go, ale indywidualizuje. To jedna z nielicznych scen, która ma odwagę potraktować problem bohatera poważnie i zmierzyć się z jego wewnętrznymi trudnościami. Wciąż nie daje odpowiedzi, nie buduje tytułowego „niemęskiego”, ale dyskutuje z tym, co męskie – z czymś, co rosło w mężczyźnie przez lata. Zadaje pytania: czym owo „męskie” właściwie jest? Czy aby nie pomyliło tożsamości z chaosem? Prawdy z lękiem?

Jeśli chodzi o zamysł formalny, spektakl jest poprawny, ale niezaskakujący. Scenografia i rekwizyty nawiązują w dość dosłowny sposób do męskiej „jaskini”, traktując jako atrakcje to, że ktoś podciągnie się na drążku czy sprawi, że z pistoletu poleje się woda. Brakuje ikonografii, do której odwołują się mężczyźni w gestach i słowach – urozmaiciłaby przestrzeń. Bardzo pozytywnie zaskakuje natomiast muzyka, uzyskiwana – jak się wydaje – za pomocą bębna oceanicznego, cymbałków i dzwonków wietrznych, która skutecznie wprowadza widza w stan kojącej medytacji.

Jacek Masłowski ukuł frazę trafnie obrazującą męską naturę – czasem czuły, czasem barbarzyńca. „Niemęski” egzorcyzmuje stronę barbarzyńską, ironizuje na jej temat, ale zbyt rzadko pomaga ją oswoić. Bohaterowie nie chcą już walczyć o swoją męskość, natomiast propozycja niemęskości do końca pozostaje dla nich niejasna. Dużo lepiej udaje się reżyserce pokazać emocjonalne kalectwo, jakim została dotknięta męskość – szczególnie w ostatnim monologu, kiedy porzuca pozycję autorytetu na rzecz intymnego doświadczenia bohatera. Gdyby w tym kierunku poprowadzony został cały spektakl, reżyserka mogłaby stworzyć komedię na miarę rewelacyjnego „Nakręć ze mną porno”.

NST

Kategorie:


Cytat Dnia

„Reżyserka bardzo umiejętnie wykorzystuje też ciekawe obiekty i nietypowe lalki czy fluorescencyjne materiały, świecące w ciemności”

Przemek Gulda o „Fauście”, reż. Judyta Berłowska; Instagram/guldapoleca, 15.04.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL