Trzecia część koncentruje się na In-Hye. To ona staje się narratorką ostatniego etapu historii. Opowiada o siostrze, która przestaje jeść, przestaje mówić i stopniowo znika z życia. Porażająca jest scena sztucznego dokarmiania — moment, w którym instytucja przejmuje pełną kontrolę nad ciałem bohaterki.
Spektakl wyróżnia się kilkoma elementami działającymi na jego korzyść. Pierwszym z nich jest muzyka (Rafał Mazur). Wprowadzenie gry na żywo oraz wykorzystanie tradycyjnego koreańskiego instrumentu geomungo nadaje przedstawieniu wyraźną strukturę. W pierwszej i trzeciej części muzyka powstaje w improwizacji, w reakcji na działania aktorów.
Drugim istotnym elementem są kostiumy i scenografia — konsekwentne, z czytelnymi odniesieniami do tradycji południowokoreańskiej. Trzecim wyróżnikiem jest ruch sceniczny oraz znakomita choreografia Anny Obszańskiej. Ruch staje się równorzędnym środkiem narracji, szczególnie tam, gdzie język przestaje działać.
Na osobne podkreślenie zasługuje aktorstwo kobiece. Podział jednej roli na trzy aktorki nie osłabia postaci, lecz ją pogłębia. Każda z wykonawczyń wnosi inną jakość. Monolog Dominiki Bednarczyk o zabiciu psa pozostaje jednym z najmocniejszych punktów spektaklu. Druga odsłona bohaterki niepokoi, trzecia poraża ciszą. Całość układa się w przedstawienie wyraźnie kobiece — opowieść o przemocy, podporządkowaniu i próbie ucieczki.
I tu pojawia się problem zasadniczy. Ten spektakl nie opowiada o odmowie jedzenia mięsa. Nie jest manifestem dietetycznym. Dotyczy reakcji na świat przemocy — reakcji rozumianej jako wycofanie i zanik. Proponuje akceptację postawy, w której wobec zła nie podejmuje się działania.
W tym miejscu rodzi się moja niezgoda. Wierzę w człowieka. Wierzę w sprawczość. Wierzę w odpowiedzialność. Ta inscenizacja wpisuje się w klimat późnej nowoczesności, w której człowiek bywa traktowany jak projekt do dowolnego kształtowania, pozbawiony zobowiązań wobec zbiorowości, opartych na sposobach bycia, a nie na wspólnym działaniu. Konflikt zostaje wypłukany. Kultura i religia odsunięte. W miejsce relacji pojawia się potrzeba rozpłynięcia się w żywiołach, które nie wymagają odpowiedzialności. „Wegetarianka” Miśkiewicza przedstawia człowieka rezygnującego z własnego istnienia. Nie potrafię zaakceptować takiej wizji.
Państwu jednak radzę: idźcie, zobaczcie, przeżyjcie to przedstawienie. Być może odnajdziecie w nim coś, czego ja nie przyjmuję. Być może ta wersja człowieczeństwa okaże się wam bliższa.
https://teatrwkrakowie.pl/spektakl/wegetarianka