Odeszła Urszula Kozioł. Poetka uważności, dramatopisarka milczenia
Są twórcy, którzy nie potrzebują reflektorów, by zostać zapamiętani. Ich głos nie musi dominować, by wybrzmieć — wystarczy, że trwa. Urszula Kozioł, poetka, eseistka, dramatopisarka, należała właśnie do takich postaci. Jej odejście to moment cichego zawieszenia — jakby na chwilę ustał rytm, którym mówi się do wewnątrz – pisze Wiesław Kowalski.
Choć kojarzona głównie z poezją, Kozioł była również obecna w teatrze — nie jako klasyczna dramatopisarka, ale jako twórczyni scenariuszy wewnętrznych. Jej teksty nie domagały się sceny, lecz oferowały jej nowe możliwości. W sztukach takich jak Gonitwy czy Trzy śmierci nie chodziło o akcję, lecz o stan — o egzystencjalne napięcie, które nie potrzebuje fabuły, by oddziaływać. To teatr, który mówi szeptem, a mimo to — a może właśnie dlatego — trafia głębiej.
W czasach, gdy scena zdominowana była przez formę i ekspresję, ona proponowała uważność i skupienie. Jej dramaty były trudne do zaszufladkowania: balansowały między poezją a medytacją, bardziej przeżywane niż przedstawiane. Wymagały aktora gotowego nie tyle grać, co być — z pełną świadomością słowa, pauzy, obecności.
Kozioł nie była autorką teatralnych bestsellerów, ale może właśnie dlatego jej twórczość pozostaje tak aktualna. W epoce powrotu do kameralności, do ciała i głosu jako nośników prawdy — jej teksty brzmią jak zaproszenie do rozmowy. Intymnej, wymagającej, szczerej.
Z perspektywy dzisiejszego teatru — dokumentalnego, osobistego, pozbawionego masek — Urszula Kozioł jawi się jako twórczyni, która wyprzedziła swój czas. Pisała o przemijaniu, o kobiecym doświadczeniu, o relacji z językiem i światem, zanim te tematy stały się modne. Ale nie była aktywistką. Była poetką życia w najprostszych formach — i to czyniło ją wyjątkową.
Dla polskiej sceny literackiej i teatralnej to ogromna strata. Odeszła autorka, która nie szukała aplauzu, lecz sensu. Jej słowa nie miały budować iluzji, lecz odsłaniać rzeczywistość — czasem okrutną, czasem kruchą, zawsze prawdziwą.
Dziś milknie jej głos, ale pozostaje echo. A to często więcej niż dźwięk.
Fot. źródło: Wikipedia