Wczorajszy koncert w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej był jednym z tych wieczorów, które przypominają, że opera nie jest tylko formą muzyczną, ale doświadczeniem niemal fizycznym – spotkaniem głosu, emocji i scenicznej obecności, które razem tworzą coś niepowtarzalnego.
Program w całości poświęcony Wagnerowi wymaga od wykonawców nie tylko doskonałej techniki, ale też ogromnej świadomości dramaturgicznej. I właśnie w tym wymiarze najmocniej zapisał się w pamięci występ Tomasza Koniecznego. Już od pierwszych fraz monologu Holendra było jasne, że mamy do czynienia z artystą wszechstronnym – takim, który nie tylko śpiewa, ale buduje postać od środka.
Konieczny zachwyca przede wszystkim barwą głosu – głęboką, nasyconą, a jednocześnie niezwykle plastyczną. Każda fraza była prowadzona z ogromną dbałością o sens i interpretacyjny kierunek, a przy tym z imponującą swobodą. Szczególne wrażenie robiła jego dykcja – krystaliczna, precyzyjna, pozwalająca śledzić tekst bez najmniejszego wysiłku, co w repertuarze wagnerowskim wcale nie jest oczywistością.
Jednak to, co wynosi jego interpretację na poziom wybitny, to aktorstwo. Nawet w formule koncertowej Konieczny potrafi stworzyć pełnokrwistą postać – napięcie, które buduje, jego gest, spojrzenie, sposób frazowania – wszystko to składa się na spójną, sugestywną kreację. W scenach z „Walkirii” było to szczególnie odczuwalne: dramat Wotana nie był jedynie opowiedziany, ale przeżyty i przekazany publiczności z niezwykłą siłą.
Duet z „Latającego Holendra” oraz fragmenty „Walkirii” pokazały także jego umiejętność współtworzenia napięcia scenicznego – słuchacz miał poczucie uczestniczenia w czymś większym niż koncertowy wybór fragmentów opery. To była narracja, która miała swój ciężar, oddech i konsekwencję.
Camilla Nylund zaprezentowała się jako doświadczona interpretatorka repertuaru wagnerowskiego, szczególnie w „Liebestod”, gdzie jej głos prowadził długie frazy z dużą kontrolą i muzykalnością. Był to moment o wyraźnie kontemplacyjnym charakterze, kontrastujący z dramatyzmem pozostałych części programu.
Orkiestra pod batutą Roberta Jindry spełniła swoją rolę, tworząc solidne tło dla solistów, choć to przede wszystkim głosy – a zwłaszcza jeden z nich – budowały dramaturgię wieczoru.
To był koncert, który zostawia w pamięci konkretne obrazy i emocje. I choć program obfitował w wielkie momenty Wagnerowskiego repertuaru, to ostatecznie był to wieczór jednego artysty – wieczór, w którym można było usłyszeć, jak wygląda operowe mistrzostwo w najczystszej postaci.
Właśnie takie wieczory przypominają, że opera – nawet w formie koncertowej – może być pełnoprawnym teatrem. Nie potrzebuje scenografii ani kostiumu, jeśli ma do dyspozycji artystę, który potrafi nadać muzyce wymiar dramatyczny i ludzki zarazem. Tomasz Konieczny należy dziś do tego rzadkiego grona śpiewaków, którzy nie tylko wykonują muzykę, ale ją ucieleśniają – i to właśnie czyni jego interpretacje tak poruszającymi.
Zdjęcie do tekstu dzięki uprzejmości KarpatiZarewicz.com
TW-ON