Powróciły Szaruchy i Wietrzydła oraz kostiumy w tonacji brązu i szarości, doskonale wpisując się w jesienną aurę. „Ronja, córka zbójnika” to familijny spektakl pozbawiony cukierkowych barw, za to pełen treści skłaniających do refleksji.
Ronja przychodzi na świat podczas burzy, w chwili gdy piorun rozdziela na pół zamek zamieszkany przez jej rodziców – Lovis i Mattisa – oraz bandę zbójników. Scenografia jest mroczna i minimalistyczna. Kostiumy przywodzą na myśl łachmany, a na kolację serwowana jest kasza. Do drugiej części zamku wprowadza się Borka – dawny przyjaciel Mattisa, dziś jego rywal – który w dzieciństwie był dla niego jak brat. Fabuła oparta jest zatem na historii, w której przyjaźń przeradza się w nienawiść. W przeciwnym kierunku rozwija się relacja Ronji i syna Borki – Birka. Od wrogości, zaszczepionej przez rodziny, młode pokolenie przechodzi do bliskości.
Na tej – z pozoru banalnej – opowieści Anna Ilczuk zbudowała w 2020 roku spektakl, który uwypukla wartości i problemy obecne w twórczości Astrid Lindgren. „Ronja” skupia się na dziecięcej ciekawości i dążeniu do prawdy poprzez zadawanie pytań i doświadczanie świata. Dzieci nie są tu wyidealizowane – nie radzą sobie z emocjami. Komunikują się bezpośrednio, a ich język nie jest wygładzony; przeciwnie – bywa nieokrzesany, a nawet agresywny. Jednak bohaterowie, nabywając doświadczeń, dojrzewają emocjonalnie. Oceniają sposób życia dorosłych i wybierają własną ścieżkę – zarówno dosłownie, jak i w przenośni – bo las, w którym spotykają się Ronja i Birk, staje się symbolem świata i życia.
Opuszczane dekoracje przedstawiają monumentalną naturę: drzewa, rzekę i gwiazdy. Scenografia Mateusza Stępniaka nie jest dosłowna, lecz symboliczna – łatwa do odczytania i doskonale podkreślająca atmosferę opowieści. Wzbudza grozę, a zarazem dostarcza prostych powodów do radości. Okazuje się, że można uśmiechać się choćby dlatego, że istnieją i gwiazdy, i drzewa…
„Ronja” kreśli również obraz nie zawsze łatwej relacji między dziećmi a rodzicami. Ukazuje dorastanie dzieci jako proces, który równocześnie prowadzi do dojrzewania i przemian dorosłych. Ponadto kobiety przedstawione są jako silne i samodzielnie podejmujące decyzje. Wątki te wyraźnie nawiązują do lindgrenowskich wartości.
Spektakl przeznaczony jest dla widzów od siódmego roku życia – i słusznie: ze względu na stylistykę, odgłosy burzy oraz elementy fantastyczne, które mogłyby wywołać lęk u młodszych dzieci. Lekkości dodają natomiast sceny beztroskiego huśtania się na linie, rozpoznawania odgłosów ptaków oraz zabawa konwencją – gdy aktorzy wchodzą w interakcję z publicznością.
Zaangażowanie widza budowane jest przede wszystkim poprzez przedstawiony w spektaklu wizerunek rodziny. Klara Bielawka kreuje postać młodej zbójniczki w sposób wyrazisty i pełen energii, od Aleksandry Bożek w roli Lovis bije spokój i pewność siebie, a Mateusz Łasowski ukazuje Mattisa jako herszta zbójnickiej bandy – konsekwentnego i wesołego – którego twarde zasady topnieją niczym śnieżynka, gdy w grę wchodzi szczęście córki. Ot, typowa rodzina Nowaków.
https://www.powszechny.com/pl/spektakle/ronja-corka-zbojnika