Wojna jest zjawiskiem totalnym. Obejmuje każdy zakamarek owianej nią rzeczywistości. Dotyka wszystkich – ludzi i zwierzęta. O ile człowiek może walczyć, o tyle pies może jedynie bezsilnie szczekać.
Spektakl duetu Greta Oto odwraca porządek, do którego zdążyliśmy się w ostatnim czasie „przyzwyczaić”. Pokazuje wojnę toczącą się za naszą wschodnią granicą z perspektywy czworonogów, które z dnia na dzień zostają same. Znalezione pomiędzy gruzami zwierzęta trafiają do „Ostatniej iskry nadziei”, prowadzonej przez Liudkę.
Życie kobiety odmierza pojawiający się regularnie dźwięk telefonu – po drugiej stronie słuchawki czekają wiadomości z frontu. Schronisko, w którym przebywają bezpańskie psy, jest nie tylko azylem, gdzie właścicielka doprowadza do ładu porzucone zwierzęta, ale też miejscem, w którym sprzedaje się je nowym właścicielom. I tu kończy się pozorna sielanka.
Klienci schroniska to istny gabinet osobliwości. Potencjalni nabywcy nie budzą zaufania – traktują zwierzęta przedmiotowo, niczym zabawki mające odciągnąć myśli od wszechobecnej wojny. Część z nich, dobrze ubrana, przypomina albo przygłupich influencerów, albo pozbawionych empatii rozkapryszonych buców. Może to zbyt daleko idące skojarzenia, ale los scenicznych psów przypomina historie porwanych ukraińskich dzieci, wywiezionych w głąb Rosji. Bezbronne, pozbawione rodziny, być może odpowiednio „wytresowane” przez bogaczy z nie wiadomo skąd, zapomną o swoim dawnym życiu.
Im dłużej trwa spektakl, tym bardziej możemy się przekonać, że psy – poza oczywistą sferą dosłowności, czyli tragedią setek tysięcy zwierząt pozbawionych dachu nad głową i opieki – symbolizują ludzi. Każdy kogoś traci, wszyscy dotknięci dramatem wojny stają się w pewien sposób „bezpańscy”. Świetnie choreograficznie zainscenizowane celebrowanie jedzenia psich „smaczków” przywodzi na myśl głodzonych przez Żydów Palestyńczyków. Wojna – czy to za naszą miedzą, czy tysiące kilometrów stąd – jest zawsze taka sama. Nie ma w sobie nic romantycznego.
Oszczędna w środkach przestrzeń spektaklu opiera się na rekwizytach-symbolach, takich jak: lodówka (oczywiście pusta), telefon, telewizor ze śnieżącym ekranem, stół i krzesła. Przy stole można dobić targu, do lodówki obsesyjnie zaglądać, a na telefon nieustannie czekać. Liudka, będąca w centrum wydarzeń, jest postacią, której nie da się jednoznacznie osądzić. Choć pomaga zwierzętom, jednocześnie wie, komu je sprzedaje. Sprzedać musi – by przetrwać wojnę. Nie ważmy się osądzać decyzji ludzi postawionych w sytuacji granicznej. Obyśmy sami nigdy nie musieli takich podejmować.
„Psy i ludzie” duetu Greta Oto to spektakl prosty w strukturze i głęboki w treści. Warto śledzić poczynania Anity Szymańskiej i Wiktora Stypy – wydaje się, że dopiero uwalniają swój potencjał.
https://www.laznianowa.pl/