Są takie historie, przy których człowiek najpierw sprawdza datę publikacji, potem źródło, a na końcu zaczyna się zastanawiać, czy przypadkiem nie trafił na dobrze przygotowany materiał satyryczny. Problem w tym, że tym razem wszystko jest prawdziwe.
Dokument istnieje i został złożony do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego z pieczątką i harmonogramem realizacji zadań. A jego bohaterem jest Jaś Kapela.
Tak, ten Jaś Kapela
Poeta, publicysta, aktywista, internetowy prowokator, uczestnik freak fightów, bohater niezliczonych awantur w mediach społecznościowych, człowiek, który od lat funkcjonuje bardziej jako zjawisko internetowe niż postać realnie związana z teatrem muzycznym. Dla jednych lewicowy performer współczesnej kultury. Dla innych po prostu sprytny zawodowy troll polskiego internetu. Sam o sobie mówi jako o twórcy zaangażowanym społecznie. Krytycy od lat odpowiadają, że jego działalność znacznie częściej przypomina prowokację medialną niż działalność literacką.
I właśnie ten człowiek otrzymał ministerialne stypendium na stworzenie libretta oraz piosenek do musicalu o „sojuszu lewicy laickiej z Kościołem i zakazaniu aborcji”.
Projekt od początku wywoływał ogromne emocje. Nie dlatego, że polski teatr nie zna tematów politycznych. Wręcz przeciwnie. Polski teatr od dawna żywi się polityką, religią, wojną kulturową i społecznymi konfliktami. Problem polegał na czymś innym. W ogromnej części opinii publicznej pojawiło się pytanie: czy państwo naprawdę powinno finansować człowieka, którego największym talentem wydaje się umiejętność wywoływania internetowych awantur?
Medialna wrzawa jako modus operandi
Sprawa natychmiast stała się pożywką dla mediów społecznościowych. Krzysztof Stanowski i Kanał Zero wielokrotnie wykorzystywali historię Kapeli jako przykład absurdów współczesnego systemu grantowego. W sieci pojawiały się ironiczne komentarze, że państwo polskie finansuje już nie kulturę, ale polityczny performance internetowy. Dla jednych była to kompromitacja Ministerstwa Kultury. Dla innych dowód na to, że współczesna kultura dawno przestała odróżniać sztukę od prowokacji.
A potem pojawiło się rozliczenie projektu…
I tutaj ta historia wchodzi na poziom, którego nie wymyśliłby nawet najlepszy scenarzysta politycznej komedii.
Nasza redakcja otrzymała formularz sprawozdania z realizacji stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego – formalny dokument urzędowy. Napisany językiem współczesnej biurokracji kulturalnej. I właśnie dlatego jest on tak zabawny.
Jaś Kapela nie trolluje wprost – wręcz przeciwnie – pisze dokładnie tak, jak powinien pisać idealny beneficjent współczesnego systemu grantowego.
Czytamy więc o „researchu nad konwencją musicalu”, „analizie klasycznych i współczesnych realizacji gatunku”, „pogłębionych lekturach”, „rozwoju zaplecza intelektualnego projektu”.
Brzmi poważnie. Bardzo poważnie.
Kapela informuje ministerstwo, że analizował m.in. słynne musicale: „Kabaret”, „Hair”, „Nędzników”, „Księgę Mormona” oraz „Heathers”. Zresztą czego tam nie ma… pisze o rozmowach z autorami i uczestnikami wydarzeń historycznych. O inspiracjach literackich. O konflikcie światopoglądowym. O religijnym fundamentalizmie. O prawach kobiet. O krytycznej refleksji nad polską historią najnowszą.
I naprawdę trzeba uczciwie przyznać: język tego dokumentu jest perfekcyjny.
To jest dokładnie ten rodzaj języka, który współczesne instytucje kultury uwielbiają najbardziej. Wszystko się zgadza. Są procesy badawcze. Jest analiza społeczna. Jest krytyczny namysł nad rzeczywistością. Jest „wyrazisty głos w sporze o wolność wyboru”. Jest „komediowa forma” dla tematu aborcji. Jest „publicystyczna satyra”. Jest „atrakcyjna forma rozrywki”.
I nagle przychodzi moment, w którym cały ten majestat zaczyna się rozpadać. Rubryka dotycząca sposobu upowszechniania efektów projektu.
Tutaj państwo polskie, a dokładnie Ministra Marta Cienkowska dowiaduje się, że jeden z utworów został nagrany i opublikowany na TikToku.
Nie premiera teatralna. Nie czytanie performatywne. Nie warsztaty muzyczne. Nie prezentacja fragmentów libretta. Po prostu – TikTok.
Dalej jest jeszcze ciekawiej.
Kapela informuje, że kilka napisanych piosenek zostało udostępnionych redakcji „Super Expressu”. Nie udało się jednak wyegzekwować informacji o ministerialnym dofinansowaniu projektu, choć — jak zapewnia autor — będzie podejmował dalsze próby w tym zakresie.
Ale najlepsze dopiero nadchodzi.
Bo każdy, kto kiedykolwiek rozliczał publiczne pieniądze, doskonale zna świętą zasadę polskiej biurokracji kulturalnej: logo musi być.
Można zrobić słaby spektakl. Można nie mieć publiczności.
Można nie mieć premiery. Można nie mieć producenta.
Ale logo programu ministerialnego musi się zgadzać.
I wtedy pojawia się pytanie numer 12.
„Wzmianka o stypendium w postaci logo Stypendium Ministra KiDN oraz zapisu ‘Zrealizowano w ramach stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa’ została umieszczona na:”
Odpowiedź Jana Kapeli brzmi:
„Na razie jeszcze nigdzie”.
Oto jedno zdanie, które podsumowuje całą historię współczesnego systemu grantowego lepiej niż tysiąc debat o finansowaniu kultury, na który wydano 60 tys. zł.
I właśnie wtedy cała ta historia staje się czymś więcej niż tylko internetową aferą.
Bo problem nie polega wyłącznie na Jasiu Kapeli. On jest tutaj raczej idealnym produktem systemu. Człowiekiem, który perfekcyjnie nauczył się języka współczesnej instytucjonalnej kultury, i to wykorzystał. Języka, w którym praktycznie wszystko można opisać jako „ważny projekt społeczny”, „artystyczną interwencję” albo „krytyczny głos w debacie publicznej”.
Być może największym talentem Kapeli nie jest ani poezja, ani musical, ani nawet prowokacja. Największym talentem okazuje się umiejętność pisania projektów.
I trzeba przyznać uczciwie: trudno o bardziej bezczelnie eleganckie rozliczenie publicznych pieniędzy.
Dokument źródłowy:
„Formularz sprawozdania z realizacji stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego” autorstwa Jana Kapeli, przekazany redakcji Teatr dla Wszystkich.