Wszystkie barwy Lalki Terlikowskiej

Slide
previous arrow
next arrow
Na afiszu

Wszystkie barwy Lalki Terlikowskiej

12 kwietnia był dniem szczególnie smutnym – ostatnim dla Elżbiety „Lalki” Terlikowskiej. Wyjątkowej artystki i nieprzeciętnego człowieka.

Opublikowano: 2026-04-14
fot. TdW

Studiowała na Wydziale Projektowania Form Przemysłowych w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych we Wrocławiu. Dyplom uzyskała w pracowni malarstwa prof. Józefa Hałasa.

Była scenografką i kostiumolożką, zajmowała się również grafiką użytkową oraz małą formą graficzną. Jako scenografka zadebiutowała w 1986 roku, projektując scenografię i kostiumy do „Nowego Wyzwolenia” według Witkacego, w reżyserii Jerzego Bielunasa w Operze Wrocławskiej.

Prace Terlikowskiej wpisują się w dyskurs współczesnej sztuki operującej kategoriami nieobecności, pamięci i śladu, często zawieszonej między materialnością a metaforą, prywatnym doświadczeniem a uniwersalnym kodem kulturowym. Są próbą uchwycenia tego, co wymyka się językowi – napięć nierozstrzygalnych, doświadczeń, które istnieją gdzieś pomiędzy. Jej wnikliwość polegała na tym, że nie próbowała ich upraszczać. Pozwalała im trwać, a w tej zgodzie na niejednoznaczność odnajdywała własny, niezwykle osobny język artystyczny. Każdy obiekt, kolaż, ornament funkcjonuje jak fragment większej narracji o tożsamości, człowieku i jego zagadkach, emocjach, rozedrganiach. Niedokończone tyły, wystające nici, asymetrie nie były błędami, lecz strategiami odsłaniania. Artystka stosowała estetykę świadomego niedomknięcia – formy, która nie ukrywa procesu, lecz go eksponuje.

Elżbieta Terlikowska, nazywana przez bliskich „Lalką”, wyróżniała się wyrazistą osobowością i szczególnym wyczuciem narracji. Jej sposób opowiadania – barwny, sugestywny – łączył rejestr poetycki z dosadnością. Ta umiejętność operowania językiem znajdowała swoje odzwierciedlenie również w jej praktyce artystycznej. Artystka przyznawała, że w momentach obniżonego nastroju sięgała po melancholijne standardy jazzowe i nostalgiczne interpretacje mistrzów, niejako potęgując stan wewnętrzny. Myślę, że ten gest można odczytać jako strategię pogłębiania doświadczenia, które następnie znajdowało swoją sublimację w twórczych poszukiwaniach.

Jej wnikliwość była intuicyjna, wyrastała z głębokiego doświadczenia bycia w świecie. Metafizyczny lęk i subtelny urok, kruchość i intensywność, piękno i jego delikatne pęknięcie – artystka potrafiła to wszystko poukładać, nie w sensie uporządkowania, lecz raczej utrzymania w stanie równowagi. W niejednoznaczności ujawniała się prawda doświadczenia. W tym splocie jakości obecny był wymiar autobiograficzny. To autobiografia rozproszona, wpisana w wybory formalne, w sposób budowania przestrzeni, w tonację barwną. Można ją wyczuć, ale nie da się jej jednoznacznie odczytać. Każda rzecz była dla niej jednocześnie tym, czym jest, i czymś więcej. Miała w sobie potencjał przekraczania, wychodzenia poza medium, poza kategorię. I być może to właśnie stanowi o istocie jej sztuki: nieustanne przesuwanie granicy, ciągłe poszukiwania.

„Samotność pudru” w Muzeum Teatru we Wrocławiu – ostatnia wystawa, którą miałem przyjemność obejrzeć w towarzystwie artystki. Byłem na wernisażu i mocno odczuwałem jego atmosferę. Na otwarcie przyszły tłumy ludzi, aby obejrzeć 27 wielkoformatowych prac. Lalka, jedna z największych postaci artystycznego świata Wrocławia, była od wielu lat zafascynowana Wschodem. Tym razem opowiadała nam o japońskich kobietach – nie zawsze subtelnych jak struktura kwiatu wiśni, raczej demonicznych, niepokornych, świadomych przemijania, potrafiących stawić czoła światu. Oblicza kobiet multiplikowały samotność i zagubienie mimo bogatych, orientalnych ozdób. Artystka nadała swoim pracom nowe warstwy znaczeniowe, przekraczała normy kanonicznego piękna, pokazała wizerunki kobiet z zakrytymi oczami, oczami pozbawionymi koloru i blasku. Życiowe miraże widoczne były w czarnym tuszu spływającym po policzkach. Sztuka w jej ujęciu ujawniała swój szczególny, ambiwalentny wymiar: jednocześnie łączyła i izolowała, otwierała i wycofywała. Był to triumf paradoksu – napięcia, które nie domaga się rozstrzygnięcia, lecz stanowi podstawowy warunek znaczenia.

Kategorie:


Cytat Dnia

„[...] tekst Shakespeare’a jest jak ludzkie kolano: dopóki nikt przy nim nie majstruje, człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy, jak precyzyjnie został skonstruowany. Wystarczy jednak wyciąć kilka pozornie zbędnych elementów, żeby nadal dało się chodzić, ale już nie całkiem normalnie”

Tomasz Domagała o „Makbecie”, reż. Paweł Ziemilski; Festiwal Szekspirowski.pl, 27.07.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL