Przez kilka najbliższych dni widzowie we Wrocławiu będą mogli uczestniczyć w spektaklach, czytaniach performatywnych, dyskusjach i spotkaniach poświęconych rzeczywistości oglądanej przez pryzmat konkretnych ludzkich doświadczeń. Tegoroczny program po raz kolejny pokazuje, że teatr dokumentalny nie jest już jedynie jednym z nurtów współczesnej sceny. Stał się ważnym sposobem opowiadania o świecie, który coraz bardziej wymyka się prostym diagnozom.
Sama nazwa festiwalu brzmi dziś niemal prowokacyjnie. Bo czy w świecie, który coraz częściej podważa istnienie faktów, można jeszcze budować teatr oparty właśnie na nich?
Jeszcze kilkanaście lat temu teatr dokumentalny był w Polsce zjawiskiem raczej niszowym. Istniał gdzieś obok głównego nurtu, traktowany przez część środowiska jako forma publicystyki przebranej za sztukę. Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Żyjemy w rzeczywistości przesyconej narracjami, komentarzami, opiniami i emocjami. Paradoksalnie właśnie dlatego coraz bardziej potrzebujemy miejsc, w których ktoś próbuje wsłuchać się w rzeczywiste doświadczenia ludzi, zamiast natychmiast je interpretować.
Od początku działalności programu Teatr na Faktach Instytutu Grotowskiego nie chodziło jednak o prostą rekonstrukcję wydarzeń. Nie o sceniczne reportaże ani o ilustrowanie gazetowych artykułów. Teatr dokumentalny, jaki rozwija się we Wrocławiu, wyrasta z przekonania, że fakty są dopiero początkiem opowieści. Ważniejsze od samego zdarzenia jest pytanie, kto je przeżył, jak je zapamiętał i dlaczego jego głos tak rzadko przebija się do publicznej debaty.
Kiedy rok temu rozmawiałem z Jakubem Tabiszem, dyrektorem festiwalu, mówił o teatrze, który słucha. Teatrze oddającym głos tym, którzy zwykle pozostają niewidoczni lub niesłyszani. Dziś, gdy patrzę na program kolejnej edycji „Poziomu Zero”, mam wrażenie, że właśnie ta idea pozostaje jego najważniejszym fundamentem.
Tegoroczna edycja po raz kolejny pokazuje, że Teatr na Faktach nie jest zamkniętą estetyką ani zestawem gotowych metod. To raczej sposób myślenia o teatrze jako przestrzeni spotkania z doświadczeniem drugiego człowieka. W programie znalazły się zarówno prezentacje spektakli, jak i czytania performatywne, dyskusje oraz działania warsztatowe. Dzięki temu festiwal pozostaje nie tylko miejscem prezentacji gotowych projektów, ale również laboratorium rozmowy o tym, jak opowiadać rzeczywistość poprzez teatr.
Nieprzypadkowo w programie pojawiają się historie osób funkcjonujących na obrzeżach dominujących narracji, ludzi zmagających się z wykluczeniem, samotnością, stereotypami czy społeczną niewidzialnością. Nie są to tematy modne. To tematy potrzebne. Bo teatr dokumentalny nie zajmuje się tym, o czym najgłośniej. Zajmuje się tym, czego najczęściej nie chcemy albo nie potrafimy usłyszeć.
Szczególnie interesujące wydaje się to, że współczesny teatr na faktach coraz częściej odchodzi od reporterskiej pewności siebie. Dawniej dokument kojarzył się z ujawnianiem prawdy. Dzisiaj twórcy coraz częściej pokazują ograniczenia samego procesu dokumentowania. Wiedzą, że każde świadectwo jest subiektywne, każda pamięć niepełna, a każda opowieść naznaczona perspektywą osoby, która ją snuje. Nie oznacza to jednak rezygnacji z prawdy. Wręcz przeciwnie. Oznacza większą uczciwość wobec jej złożoności.
W czasach mediów społecznościowych, kiedy każdy może być nadawcą własnej narracji, a granica między informacją a opinią coraz bardziej się zaciera, teatr na faktach nabiera nowego znaczenia. Nie konkuruje z mediami. Nie ściga się z internetem na szybkość reakcji. Oferuje coś znacznie rzadszego – czas potrzebny na wysłuchanie drugiego człowieka.
Dlatego tak ważne wydaje mi się hasło „Poziom Zero”. Nie jako miejsce, z którego można ogłosić jedyną obowiązującą wersję rzeczywistości, lecz jako punkt wyjścia do rozmowy. Przestrzeń, w której spotykają się doświadczenia, a nie ideologie. Ludzie, a nie tezy.
Może właśnie dlatego teatr dokumentalny okazuje się dziś jedną z najbardziej potrzebnych form sztuki. Nie dlatego, że dostarcza odpowiedzi. Dlatego, że przypomina o wartości zadawania pytań. Nie obiecuje obiektywizmu. Proponuje uważność. Nie rozstrzyga sporów. Stwarza warunki do ich wysłuchania.
W świecie coraz bardziej podzielonym przez algorytmy, polityczne podziały i medialne bańki jest to zadanie zaskakująco radykalne.
Bo być może teatr na faktach nie zaczyna się od faktów.
Zaczyna się od ludzi.
I właśnie dlatego wciąż pozostaje potrzebny.
Instytut Grotowskiego