Autobiografia Barbry Streisand to książka, która nie próbuje się nikomu przypodobać – i właśnie w tym tkwi jej siła. To rozbudowana opowieść o artystce, która przez dekady nie tylko uczestniczyła w historii amerykańskiej kultury, ale w dużej mierze ją współtworzyła. Pisze z pozycji osoby, która była nie tylko wykonawczynią, ale też współdecydowała o kształcie własnych projektów, często idąc pod prąd obowiązującym schematom. Nie jest to więc klasyczna, uporządkowana biografia, lecz raczej szeroka, subiektywna narracja, w której doświadczenie zawodowe i osobiste przenikają się bez wyraźnych granic.
W tle tej opowieści stale obecna jest także silna świadomość własnej drogi artystycznej. Streisand pokazuje siebie jako osobę konsekwentną, wymagającą wobec siebie i otoczenia, niegodzącą się na kompromisy, które ograniczałyby jej wizję twórczą. Ten rys nie dominuje jednak w formie deklaracji, lecz wynika z samego przebiegu opowieści – z opisów decyzji zawodowych, sporów o kształt projektów czy walki o możliwość realizacji własnych pomysłów.
Z perspektywy teatru szczególnie interesujące są fragmenty związane z Broadwayem i sceną muzyczną, które stanowią fundament jej kariery. To właśnie tam Streisand uczyła się dyscypliny scenicznej i bezpośredniego kontaktu z widzem – doświadczenia charakterystycznego dla teatru, gdzie nie ma możliwości powtórki ujęcia. Opisy pracy w środowisku teatralnym pokazują intensywność tego etapu: rytm spektakli, presję występów na żywo oraz konieczność precyzyjnego operowania głosem i emocją w czasie rzeczywistym. Widać też, jak Broadway staje się dla niej przestrzenią przejściową – miejscem, które jednocześnie ją kształtuje i wypycha dalej, w stronę filmu i reżyserii.
Warto jednak zrezygnować z oceny „nierówności” książki – bo to nie jest tekst, który składa się z wyraźnie odseparowanych fragmentów lepszych i słabszych. Raczej z obszernych, różnie intensywnych sekwencji, które razem tworzą spójny, choć nie zawsze równy rytm opowieści. To książka, która nie dąży do perfekcyjnej kompozycji, tylko do maksymalnej pełni doświadczenia.
Warto jednak odnotować, że taka konstrukcja opowieści dobrze koresponduje z opinią Tomasza Raczka, który podkreślał jej autentyczność i brak koniunkturalnego wygładzania wizerunku – Streisand nie tworzy tu legendy na zamówienie, lecz własną, wielowątkową i momentami niewygodną wersję siebie.
Ostatecznie to książka obszerna i wymagająca, ale trudna do zignorowania. Fascynuje rozmachem, dostępem do kulis pracy artystycznej i skalą doświadczeń zawodowych. Jednocześnie wymaga od czytelnika zgody na narrację subiektywną, rozległą i pozbawioną klasycznej selekcji dramaturgicznej. To raczej wielogłosowa opowieść artystki niż uporządkowana autobiografia – i jako taka działa najpełniej.
Wydawnictwo Marginesy