W świecie, w którym jedno zdanie potrafi uruchomić lawinę, a niewinny gest zmienić się w dowód winy, „Ellen Babić” w reżyserii Patryka Warchoła w Teatrze Wybrzeże staje się czymś więcej niż teatralną opowieścią – jest wiwisekcją języka, emocji i społecznego mechanizmu osądu.
To teatr nieprzyjemny. Ciężki od ciągłego napięcia i poczucia podglądactwa. Taki, który zamiast ukojenia przynosi dyskomfort i zostawia widza z wątpliwościami: komu i w co można wierzyć. I choć rozpoczyna się jak małżeńska farsa, nie jest lekką rozrywką na weekendowy wieczór. Za to dzięki wciągającej intrydze, inteligentnym dialogom i doskonałemu aktorstwu przynosi intelektualną ucztę, z której wychodzi się niezwykle usatysfakcjonowanym.
Marius von Mayenburg od lat uchodzi za jednego z najważniejszych współczesnych niemieckich dramatopisarzy – mistrza scenicznych mikrosytuacji, które w mgnieniu oka przeradzają się w moralne katastrofy. Jego dramaty rzadko operują wielką akcją; zamiast tego wchodzą głęboko w relacje międzyludzkie, pokazując, jak cienka bywa granica między troską a przemocą, odpowiedzialnością a manipulacją.
„Ellen Babić” to tekst skonstruowany jak psychologiczny thriller: kameralny, oparty na dialogu, stopniowo rozszczelniający rzeczywistość bohaterów. Mayenburg bierze na warsztat język współczesnych debat o przemocy, odpowiedzialności i władzy – i pokazuje, jak łatwo słowa mogą stać się narzędziem destrukcji.
Od pierwszych chwil jasne jest, że nie ma tu miejsca na komfort. Trafiamy do mieszkania Astrid (Dorota Androsz) i Klary (Maria Kresa) – pary, która od kilkunastu lat buduje, jak się wydaje, stabilny i spełniony związek. Astrid pracuje jako nauczycielka, Klara jest stolarką. Co istotne – kiedyś była także jej uczennicą. Zanim jednak zdążymy nacieszyć się obrazem tej mieszczańsko-intymnej sielanki, atmosfera zaczyna gęstnieć. Rozpoczyna się kłótnia, która szybko nabiera tempa, a jej prawdziwy powód dopiero za chwilę stanie w drzwiach. Jest nim Wolfram (Piotr Łukawski) – dyrektor szkoły, w której uczy Astrid i do której uczęszczała Klara. Przybywa z delikatną sprawą, zbyt poważną, by omawiać ją w szkolnym gabinecie. Dotyczy jednej z uczennic Astrid – tytułowej Ellen Babić.
Patryk Warchoł, młody reżyser, który w Teatrze Wybrzeże pracował wcześniej jako konsultant dramaturgiczny przy produkcjach Michała Siegoczyńskiego „Romeo i Julia is not dead” oraz „Potop”, nie próbuje uciekać od dyskomfortu, jaki niesie daramat. Wręcz przeciwnie – zagęszcza go. Spektakl rozgrywa się w ciasnej, niemal dusznej przestrzeni (scenografia i muzyka Nikodema Słomczyńskiego), będącej salonem bohaterek. Ciekawa konstrukcja scenograficzna wraz z zagęszczeniem akcji zaczyna przypominać zamykającą się księgę – jakby bohaterowie stopniowo tracili wpływ na kreowanie narracji na swój temat.
To spektakl, który mógłby zostać wystawiony na zupełnie nagich deskach – bez scenografii, bez muzyki – i wciąż wypadałby bardzo efektownie. Najważniejsze są tu bowiem tekst i aktorstwo. Warchoł reżyseruje świadomie i oszczędnie, bez efekciarstwa (z jednym wyjątkiem: taniec z piłą działa jak kontrolowane pęknięcie w realistycznej strukturze przedstawienia), opierając całość na psychologicznej prawdzie i trzymając widza w napięciu do ostatniej minuty.
Nie uwierzylibyśmy jednak w żadną z intryg, gdyby nie zostały podane z tak realistyczną psychologią postaci. Dorota Androsz buduje Astrid jako kobietę desperacko próbującą utrzymać kontrolę nad narracją o samej sobie – za każdym razem, gdy grunt usuwa jej się spod nóg, głos staje się o pół tonu wyższy, a gesty wyraźnie sztywnieją. Maria Kresa jako Klara gra jakby z boku, z ironicznym dystansem, który w drugiej połowie spektaklu pęka w najmniej oczekiwanych momentach. Piotr Łukawski w roli Wolframa jest najbardziej niejednoznaczny – raz bezbronny, raz drapieżny, infantylny i wyrachowany zarazem. To rola jak pole minowe, przez które przechodzi z niepokojącą lekkością. Trójka aktorów gra na bardzo krótkim dystansie, co tylko pogłębia duszną atmosferę.
Wielką siłą spektaklu jest to, że nie daje jednoznacznych odpowiedzi. Warchoł konsekwentnie unika wystawiania ocen. Nie ma tu „dobrej” i „złej” strony. Jest za to – z chirurgiczną precyzją – pokazana dynamika, w której oskarżyciel może stać się ofiarą, dobre intencje przeobrazić się w niemoralne działanie, a niewinny gest – w rękę kata. To opowieść o tym, jak łatwo można złamać budowaną latami karierę albo doprowadzić do rozpadu związku. Jak łatwo wypaczyć sensy i manipulować znaczeniem, jak emocje przejmują nasze widzenie świata, jak tracimy kontrolę nad słowami i jak jednym pomówieniem można zniszczyć człowieka. O tych właśnie społecznych i psychologicznych mechanizmach opowiada „Ellen Babić”.
Teatr Wybrzeże