„Czarownice” – ponad trzygodzinny spektakl w krakowskim Variété – to opowieść o opresyjnej władzy, utrzymywanym za wszelką cenę status quo, a także odwiecznym lęku przed nieznanym, fascynacji dojrzewającym ciałem i budzącej się seksualności. Zbudowany z wielowątkowym rozmachem musical, mimo ryzyka nadmiernego rozproszenia wątków, stanowi spójną, przemyślaną całość. Co warto podkreślić, jest to pierwszy autorski spektakl wystawiony na tej scenie.
Wydarzenia z XVII wieku przeszły do historii nie tylko jako jedno z najsłynniejszych prześladowań na tle religijnym, ale również trwale zapisały się w kulturze. Proces czarownic z Salem na przestrzeni stuleci inspirował wielu artystów – zarówno tych podejmujących niekiedy polemikę z instytucją Kościoła czy systemem patriarchalnym, jak i podchodzących do tej sprawy od strony socjologicznej i badawczej. W 2026 roku wydarzenia z amerykańskiego prowincjonalnego miasteczka zostają potraktowane z jednej strony jako wyraz sprzeciwu wobec zinstytucjonalizowanej przemocy wobec jednostki, z drugiej stają się przestrogą przed łatwością ulegania fałszywym, zmanipulowanym komunikatom.
Surowa, w przeważającej części wykonana z drewna scenografia (Grzegorz Policiński) dobrze oddaje klimat purytańskiej społeczności Salem. Wszystko jest ze sobą powiązane: religia, praca, codzienne sprawy. Nie ma życia poza kongregacją. Co więcej, dla kobiet przestrzeń autonomii pozostaje tam wyraźnie ograniczona. Kostiumy z epoki przywodzą na myśl uniformy znane z „Opowieści podręcznej”. Dziewczęta w społeczności Salem mają być bezwzględnie posłuszne. Prym w egzekwowaniu ustalonego porządku wiedzie pastor Samuel Parris (Krzysztof Cybiński / Grzegorz Pierczyński): wdowiec, człowiek zmagający się z uzależnieniem, dopuszczający się przemocy wobec swojej małej córki Betty (Inka Michalik / Gabriela Wójcicka). Postać duchownego, walczącego z wewnętrznymi demonami, staje się uosobieniem tego, co opętało miasteczko – nie diabeł, lecz skrajna potrzeba władzy i kontroli nad rzeczywistością. Drugą postacią wykorzystującą swoją pozycję oraz społeczne przywileje jest młynarz John Proctor (Rafał Drozd / Paweł Mielewczyk). Traktuje uczucie, jakim darzy go młoda Abigail Williams (Marta Tchórzewska / Julia Totoszko), jako odskocznię od małżeńskiej codzienności. Swoje zachowanie wobec dziewczyny usprawiedliwia, przerzucając na nią odpowiedzialność.
W pierwszej (dramaturgicznie sprawniejszej) części spektaklu pojawiają się oznaki drobnych pęknięć w nieskazitelnym, bogobojnym Salem. Grupa dziewcząt spotyka się, by rozmawiać o zauroczeniach, kiełkujących relacjach damsko-męskich czy buzujących emocjach (bycie nastolatką pozostaje doświadczeniem ponadczasowym). Wśród kobiet jest również Tituba (Sylwia Achu / Małgorzata Chruściel), niewolnica z Barbadosu, którą – w imię religijnych przekonań – sprowadzono do Salem i wobec której w jednej ze scen stosowana jest brutalna przemoc. To ona, odprawiając rytuał vodou, otwiera przed dziewczynami „drzwi percepcji”. Mieszkanki Salem, niczym antyczne bachantki, poddają się transowi, który staje się dla nich momentem granicznym. Nabierają samoświadomości, zyskują podmiotowość, a dzięki temu narzędzia do walki o swoją tożsamość.