Nieczęsto zdarza się, by koncertowe wykonanie opery wywoływało emocje porównywalne z pełnowymiarowym spektaklem scenicznym. Tymczasem niedzielna „Tosca” Giacoma Pucciniego, wykonana na Placu Centralnym u stóp Pałacu Kultury i Nauki w ramach festiwalu Centralny Plac Muzyki, udowodniła, że o sile opery decydują przede wszystkim muzyka i artyści. Przez blisko trzy godziny publiczność śledziła dramat z niemal całkowitym skupieniem, a finał przyniósł owację, która była najlepszym podsumowaniem tego wyjątkowego wieczoru.
Organizatorzy zaprosili do Warszawy obsadę, której nie powstydziłyby się największe sceny świata. Już same nazwiska zapowiadały wydarzenie najwyższej klasy, ale najważniejsze było to, że artyści nie zawiedli oczekiwań.
Największym bohaterem wieczoru okazał się Jonathan Tetelman w partii Maria Cavaradossiego. Już od pierwszego wejścia zwracał uwagę swobodą prowadzenia głosu, naturalnością frazowania i umiejętnością budowania napięcia bez nadmiernego eksponowania efektów wokalnych. Jego interpretacja była jednocześnie liryczna i pełna dramatycznej energii, a każda kolejna scena tylko potwierdzała, dlaczego w ostatnich sezonach stał się jednym z najbardziej rozchwytywanych tenorów swojego pokolenia.
Kulminacją kreacji była oczywiście aria „E lucevan le stelle”. Tetelman wykonał ją z niezwykłą prostotą i szczerością, pozwalając muzyce mówić samej za siebie. Nie szukał taniego efektu – budował emocje stopniowo, z ogromnym wyczuciem. Publiczność odpowiedziała natychmiast. To właśnie po tej arii rozległy się najdłuższe i najbardziej entuzjastyczne brawa całego wieczoru. Był to moment, w którym artysta całkowicie zawładnął uwagą słuchaczy.
Partnerowała mu Sonya Yoncheva, której Tosca imponowała dojrzałością interpretacji. Bułgarska sopranistka nie próbowała dominować siłą głosu. Znacznie większe wrażenie robiły subtelność prowadzenia frazy, doskonała kontrola dynamiki oraz umiejętność nadawania każdej scenie emocjonalnej wiarygodności. Jej „Vissi d’arte” zabrzmiało jak intymne wyznanie kobiety postawionej wobec ostatecznego wyboru, a nie jedynie popis wokalnych możliwości.
Równie przekonujący był George Gagnidze jako Scarpia. Gruziński baryton stworzył postać chłodną, bezwzględną i pozbawioną zbędnej manieryczności. Jego mocny, ciemny głos oraz wyrazista obecność sceniczna sprawiały, że każda scena z jego udziałem miała odpowiedni ciężar dramatyczny.
Ogromna w tym zasługa także Bassema Akikiego, który bardzo świadomie prowadził całość muzycznej narracji. Dyrygent nie pozwolił, aby monumentalna skala plenerowego wydarzenia zdominowała pucciniowskie detale. Pod jego batutą Sinfonia Varsovia brzmiała niezwykle przejrzyście, zachowując równowagę pomiędzy potęgą orkiestrowych kulminacji a kameralnością najbardziej lirycznych fragmentów partytury.
Na wysokim poziomie zaprezentowały się również Chór Filharmonii Narodowej oraz Chór Dziecięcy „Artos”, których udział nadał wykonaniu odpowiedni rozmach i dopełnił dramaturgię dzieła.
Choć było to wykonanie koncertowe, pozbawione dekoracji i teatralnych kostiumów, ani przez chwilę nie odczuwało się ich braku. Artyści potrafili zbudować napięcie wyłącznie muzyką i interpretacją, pozostawiając wyobraźni słuchaczy przestrzeń do dopowiedzenia wszystkich obrazów wpisanych w dramat Pucciniego.
Owacja po zakończeniu opery była długa i całkowicie zasłużona. Publiczność nagrodziła wszystkich wykonawców, jednak największe uznanie zdobył Jonathan Tetelman. Jego Cavaradossi był kreacją kompletną – nie tylko imponującą pod względem wokalnym, ale przede wszystkim głęboko poruszającą i prawdziwą.
Centralny Plac Muzyki po raz kolejny udowodnił, że wielka opera może znakomicie odnaleźć się w otwartej przestrzeni miasta. Jeśli kolejne festiwalowe wydarzenia utrzymają poziom tej „Toski”, warszawska publiczność ma przed sobą jeszcze wiele niezapomnianych muzycznych wieczorów.
CPM