Problem sześciu ciał

Slide
previous arrow
next arrow
Na afiszu

Problem sześciu ciał

O spektaklu „Sweat” w reż. Michała Przybyły w Teatrze Groteska w Krakowie pisze Piotr Gaszczyński.

Opublikowano: 2026-07-03
fot. Kacper Bożek
Ocena recenzenta/tki: (9/10) – rewelacyjny

Taniec, jak żadna inna forma ekspresji, potrafi w jednoczesny sposób wprowadzić w trans zarówno wykonujących ruch, jak i ten ruch obserwujących. 

Jedno z najbardziej znanych zagadnień mechaniki klasycznej, czyli tzw. problem trzech ciał (spopularyzowany przez genialną powieść i średni serial) mówi w skrócie o obiektach oddziałujących na siebie grawitacyjnie. O ile dla układu dwóch ciał orbity są przewidywalne, to dla trzech i więcej równania dają układ chaotyczny, co oznacza, że nie ma prostego wzoru matematycznego, który przewidziałby ich pozycje przyszłości. W Grotesce mamy ciał sześć. 

„Sweat” wygląda jak wycinek z nieskończoności. Sześć osób na scenie wykonuje płynne, jednostajne ruchy tzw. ósemki. Hipnotyzująca muzyka kołysze występującymi i widownią. Aktorzy stopniowo zaczynają na siebie wpływać – łącząc się w różne konfiguracje, wykonują  te same układy. Wszystko odbywa się bardzo miękko, przejścia pomiędzy kolejnymi figurami, ruchami są na tyle elastyczne, że grupa tancerzy tworzy coś na kształt wzburzonego morza ze spienionymi falami. Miał rację Witkacy, kiedy twierdził, że jedność w wielości ma w sobie pierwiastek metafizyczny. 

Na stosunkowo niewielkiej przestrzeni Sali Kopułowej obserwujemy zderzenie fizyczności z duchowością. Spektakl pomyślany jako laboratorium wytrzymałości ludzkiego ciała, poprzez nieustanny ruch, wytwarza aurę -meta, dzięki czemu nie jest to już tylko proces zmagania się z cielesnymi granicami, ale kreacja rozumiana jako bergsonowskie élan vital. Dynamika przedstawienia uzasadnia tę tezę – aktorzy praktycznie się nie zatrzymują. Ich wysiłek jest permanentny. Uczyniono z niego oś działań głównego bohatera. Jak przyznają sami twórcy, „Sweat” stoi w kontrze do klasycznego baletu czy spektakli tanecznych, gdzie pewne mankamenty, naturalne konsekwencje bycia w ruchu są maskowane, zakryte kostiumem lub makijażem. W projekcie Michała Przybyły jest odwrotnie. Eksponuje się to, co w przenośni i dosłownie wychodzi z człowieka podejmującego wysiłek tańca. Nie ma miejsca na pudrowanie rzeczywistości – prezentuje się ją w całości, bez ozdobników.

„Sweat” wychodzi nie tylko poza ramy spektaklu tanecznego rozumianego jako splot scenografii, kostiumu i ruchu, ale przekracza także granicę estetyk. Ostatnia część przedstawienia to regularna noc w klubie, gdzie króluje Benny Benassi i jego nieśmiertelne „Satisfaction”. Każdy, kto zarywał weekendy w dyskotekach lub był chociaż raz w katowickim Spodku na „Mayday”, wie, jak szeroko rozumiane techno potrafi wycisnąć z człowieka ostatnie poty i jednocześnie nie pozwala mu się zatrzymać. Tego typu doświadczenie wspólnotowe przypomina mi jedną ze scen w Matrixie, w której mieszkańcy Syjonu w ekstatycznym tańcu próbują ocalić resztki ludzkich doświadczeń przed ostatecznym starciem z maszynami. 

Pozostawanie przez dłuższy czas w jednym języku ruchowym – czy to w początkowej hipnotycznej fazie, czy w końcowej dyskotekowej zabawie – pozwala z jednej strony na maksymalne wyeksploatowanie danego ruchu, większości jego wariantów, z drugiej zaś otwiera szerokie pole do improwizacji. Taki jest też „Sweat” – to spektakl oparty na pewnych założeniach, ale pozwalający tancerzom na poszukiwanie własnej, nieskończonej drogi interpretacyjnej danego fragmentu przedstawienia. Kluczowe jest tu pojęcie spotkania. Każdy z występujących w wielu fragmentach całego scenicznego procesu ma okazję zetknąć się wzrokiem z inna osobą, co wyzwala dodatkowe napięcia, prowokuje do zmiany lub zsynchronizowania swoich ruchów. 

Ponieważ „Sweat” ma w sobie duży pierwiastek improwizacyjny, można się spodziewać, że kolejne przedstawienia będą miały inny, nieoczekiwany przebieg, co jedynie podkreśla potencjał tkwiący w tak pomyślanych działaniach scenicznych. Brak narzuconej do „opowiedzenia” historii jest czasem najlepszą historią, jaka może się wydarzyć tu i teraz.         

Zdecydowanie tak jest w tym wypadku. Jak mawia pismo: Idźcie i roztańczcie wszystkie narody!

Teatr Groteska

Kategorie:


Cytat Dnia

„Zapolska śmiała się z idei, by »kobieta miała iść przez życie cicho i spokojnie«. Taki gorset społecznych oczekiwań wpychał jednak kobiety w równie groteskowy stan, jakim dziś może być hałaśliwe manifestowanie wariacko rozumianej niezależności. Znanej aż nazbyt dobrze z czarnych marszy i mającej odzwierciedlenie na przykład w agresywnej proaborcyjnej propagandzie”

Sylwia Krasnodębska o „Moralności pani Dulskiej”, reż. Anna Augustynowicz; „Gazeta Polska”, 8.07.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL