Pływanie (a)synchroniczne

Slide
previous arrow
next arrow
Na afiszu

Pływanie (a)synchroniczne

O spektaklu “Arizona” Anieli Płudowskiej w reż. Michała Nowickiego w Teatrze Barakah w Krakowie pisze Piotr Gaszczyński.

Opublikowano: 2025-10-10
fot. Maura Jaga Zabłocka / Teatr Barakah

Ocena Recenzenta:

Ryba: symbol pojemny jak ocean — od życia, szczęścia, płodności, po wędrówkę w zaświaty. To też słowo-klucz „Arizony”, najnowszej premiery w Teatrze Barakah. Płyńmy więc w nieznane.

Scena przy Paulińskiej konsekwentnie realizuje wizję teatralnych wariacji ważnych i nietuzinkowych filmów. Tym razem źródłem powstania przedstawienia jest Arizona Dream Emira Kusturicy. Wybór nieoczywisty, ale kontynuujący pewien oniryczno-groteskowy koncept, który odnaleźć można w innych spektaklach — czy to w Twin Peaks, Requiem dla snu, czy chociażby częściowo w Amorii.

To, co odróżnia Arizonę od wspomnianych przedstawień, to swoista kilkupiętrowa ironia. Poza balansowaniem na antypodach różnych czasów i przestrzeni — co samo przez się bierze w spory nawias takie kategorie jak życie i śmierć bohaterów, ich motywacje czy pragnienia — twórcy wkładają akcję w ramy współczesnej Polski. Wujek Leon (Michał Kościuk) to postać utkana z podlaskich memów, ale jednocześnie mająca w sobie ciepło, które potrafi wzruszyć. Jeśli istnieje nasz rodzimy, rubaszny, queer „Polski B”, to wzdychający do ciepłych krajów Leon jest jego ambasadorem.

Trójkąt Axel (Hubert Woliński), Elaine (Monika Kufel) i Grace (Matylda Sawicka) prowadzi widzów w zakamarki dwuznacznych zależności. Matka, córka i przybyły w rodzinne strony chłopak tworzą między sobą sieć pełną erotycznych napięć, przemocy i pędu ku śmierci (Eros i Tanatos Freuda forever). Tak naprawdę to, czy ktoś w danym momencie akcji żyje, czy nie — nie ma najmniejszego znaczenia dla scenicznego świata. Nie o to tu chodzi. Podlaska Arizona jest czymś na kształt limbo, miejscem przeobrażeń, możliwością uformowania się na nowo.

 

Wieczni marzyciele, przybierający różne maski poszukiwacze własnej tożsamości – tak można określić mieszkańców tego przepełnionego realizmem magicznym miejsca. W gruncie rzeczy o tym przede wszystkim jest ten spektakl: o dążeniu do realizacji własnych pragnień przy jednoczesnej świadomości niemożliwości ich pełnego spełnienia. To wewnętrzne rozdarcie również nie jest pozbawione ironii (kolejne piętro). Przykład? Paul (Dawid Tas) – niespełniony aktor, recytujący klasykę literatury (swoją drogą: niezwykle porywająco!) na lokalnej scenie, przed komisją złożoną z członkiń koła gospodyń wiejskich.

Ryba. Słowo wybrzmiewające podczas spektaklu w różnych kontekstach i momentach – za każdym razem z innym natężeniem i intonacją. Bohaterowie płyną, brodzą w gąszczu swoich myśli, kręcą się wokół sedna swoich pragnień niczym Welonka w szklanej kuli. Ponoć nigdy nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. A co w przypadku, gdy nigdy się z niej nie wyszło?

 

Kategorie:


Cytat Dnia

„[...] tekst Shakespeare’a jest jak ludzkie kolano: dopóki nikt przy nim nie majstruje, człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy, jak precyzyjnie został skonstruowany. Wystarczy jednak wyciąć kilka pozornie zbędnych elementów, żeby nadal dało się chodzić, ale już nie całkiem normalnie”

Tomasz Domagała o „Makbecie”, reż. Paweł Ziemilski; Festiwal Szekspirowski.pl, 27.07.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL