Paweł Tomaszewski. Aktor obecności

Slide
previous arrow
next arrow
Na afiszu

Paweł Tomaszewski. Aktor obecności

Wczoraj swoje urodziny obchodził Paweł Tomaszewski, aktor Teatru Dramatycznego w Warszawie. To dobry moment, by przypomnieć drogę artysty, który od lat buduje swoją pozycję nie rozgłosem, lecz siłą i prawdą tworzonych przez siebie ról.

Opublikowano: 2026-06-17
fot. Karolina Jóźwiak

Są aktorzy, których karierę śledzi się z uwagą, i są tacy, których drogę pamięta się przez role. Paweł Tomaszewski należy właśnie do tej drugiej grupy. Wczoraj, 16 czerwca, obchodził kolejne urodziny i pomyślałem, że moja pamięć o nim nie układa się w chronologiczny życiorys ani listę sukcesów. Układa się w teatralne obrazy. W sceny, które zostały ze mną na lata. W spotkania z aktorem, który nigdy nie należał do tych najgłośniejszych, ale często okazywał się jednym z najważniejszych.

Po raz pierwszy zobaczyłem go jesienią 2005 roku w Plastelinie w reżyserii Grzegorza Wiśniewskiego. Był jeszcze studentem PWST, a jednak już wtedy zwracał uwagę czymś, czego nie da się wyuczyć. Nie efektownością, nie aktorską demonstracją talentu, ale prawdą obecności. Jego Aleks – wrażliwy, delikatny, kruchy wobec brutalnego świata – miał w sobie rodzaj bezbronności, która nie była słabością. Pamiętam, że obok znakomitego Piotra Ligienzy stworzył postać niezwykle przejmującą. W spektaklu opowiadającym o samotności, przemocy i utracie niewinności Tomaszewski potrafił pokazać coś jeszcze: cichą potrzebę bliskości, która w świecie Sigariewa skazana była na klęskę. Już wtedy było widać aktora obdarzonego niezwykłą empatią wobec swoich bohaterów.

Potem przyszły kolejne spotkania. Teatr Dramatyczny, Studio, Narodowy, Polski, Powszechny. Role bardzo różne, czasem pierwszoplanowe, częściej wpisane w zespołową konstrukcję przedstawienia. Nigdy jednak nie miałem poczucia, że Tomaszewski istnieje na scenie jedynie po to, by dopełnić całość. Nawet w epizodzie potrafił zostawić ślad.

Tak było choćby w W imię Jakuba S. Moniki Strzępki i Pawła Demirskiego. To był spektakl szczególny, jeden z najważniejszych w polskim teatrze początku drugiej dekady XXI wieku. Wśród świetnie grającego zespołu uwagę zwracał właśnie Tomaszewski. Pisałem wtedy o jego temperamencie aktorskim, który znakomicie wpisywał się w katastroficzną opowieść o współczesnej pańszczyźnie kredytowej. Dziś dodałbym jeszcze jedno: miał zdolność nadawania politycznym tezom ludzkiego wymiaru. Tam, gdzie inni mogliby pozostać nośnikami idei, on pozostawał człowiekiem.

Jednym z najważniejszych doświadczeń było dla mnie spotkanie z jego Myszkinem w Idiocie Pawła Miśkiewicza. Dostojewski wymaga od aktora szczególnej odwagi. Książę Myszkin łatwo może stać się figurą, symbolem, abstrakcją. Tomaszewski odnalazł w nim człowieka. Jego dobroć nie była naiwna, a niewinność nie była infantylna. Był bohaterem zagubionym w świecie cynizmu, ale niepozbawionym świadomości tego zagubienia. Właśnie dzięki takim rolom widać, jak głęboko aktor potrafi pracować nad psychologiczną prawdą postaci.

Z zainteresowaniem obserwowałem również jego współpracę z Moniką Strzępką. W Królu według Twardocha, a później w M.G., Tomaszewski pokazywał zupełnie inne oblicze. Potrafił odnaleźć się w teatrze politycznym, pełnym ironii i publicystycznej ostrości. Nie tracił jednak swojej charakterystycznej cechy – umiejętności budowania postaci od środka. Nawet gdy grał role wpisane w wielogłosową strukturę przedstawienia, pozostawał aktorem konkretu, emocji i indywidualnego losu.

Osobnym doświadczeniem było Capri – wyspa uciekinierów Krystiana Lupy. Spektakl monumentalny, intelektualny, pełen filozoficznych tropów i pytań o kondycję Europy. Tomaszewski odnalazł się w tym świecie znakomicie. U Lupy aktor musi istnieć nie tylko jako wykonawca roli, ale również jako współtwórca teatralnego myślenia. I właśnie wtedy szczególnie wyraźnie dostrzega się tych artystów, którzy posiadają rzadką umiejętność bycia na scenie bez konieczności ciągłego zwracania na siebie uwagi. Tomaszewski należy do tej grupy.

Podobnie zapamiętałem jego Barnabasa w Zamku Miśkiewicza. Kafka wymaga od aktora cierpliwości i pokory wobec tajemnicy. Tomaszewski potrafił odnaleźć w tej postaci zarówno zwyczajność, jak i metafizyczny niepokój. To jedna z tych ról, które nie działają siłą pojedynczych scen, lecz pozostają w pamięci długo po wyjściu z teatru.

Kiedy kilka lat temu mówił o zwątpieniu w zawód, o planach wyjazdu z Polski i uczenia jogi gdzieś w Norwegii, można było odnieść wrażenie, że stoi na życiowym rozdrożu. Tym bardziej cieszy jego powrót do Teatru Dramatycznego. Chłopaki płaczą, a później Anioły w Warszawie, The Wall i Era Wodnika pokazują, że nadal pozostaje artystą poszukującym, gotowym do podejmowania nowych wyzwań i nowych języków teatralnych.

Patrząc na drogę Pawła Tomaszewskiego, myślę przede wszystkim o konsekwencji. Przez lata pozostawał aktorem, którego najmocniej definiowały role, a nie medialny szum. To kolejne spotkania na scenie budowały jego pozycję i rozpoznawalność. Jedna po drugiej. Cierpliwie. Uparcie. Uczciwie wobec widza i wobec samego siebie.

Dlatego wspominając jego urodziny, nie myślę o liczbach, datach ani jubileuszach. Wracam pamięcią do młodego Aleksa z bydgoskiej Plasteliny, do temperamentu W imię Jakuba S., do szlachetnego Myszkina, do kafkowskiego Barnabasa i do wielu innych scen rozsianych po warszawskich teatrach. To właśnie z nich składa się portret aktora, którego zawsze oglądałem z poczuciem, że na scenie dzieje się coś prawdziwego.

Bo Paweł Tomaszewski jest przede wszystkim aktorem obecności. A to jedna z najrzadszych i najcenniejszych cech, jakie można dziś spotkać w teatrze. 

Teatr Dramatyczny 

Kategorie:


Cytat Dnia

„Zapolska śmiała się z idei, by »kobieta miała iść przez życie cicho i spokojnie«. Taki gorset społecznych oczekiwań wpychał jednak kobiety w równie groteskowy stan, jakim dziś może być hałaśliwe manifestowanie wariacko rozumianej niezależności. Znanej aż nazbyt dobrze z czarnych marszy i mającej odzwierciedlenie na przykład w agresywnej proaborcyjnej propagandzie”

Sylwia Krasnodębska o „Moralności pani Dulskiej”, reż. Anna Augustynowicz; „Gazeta Polska”, 8.07.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL