Mrożek. Wciąż zadaje niewygodne pytania

Slide
previous arrow
next arrow
Na afiszu

Mrożek. Wciąż zadaje niewygodne pytania

W rocznicę urodzin Sławomira Mrożka wracam pamięcią do własnych spotkań z jego teatrem – najpierw jako młody aktor, później jako widz.

Opublikowano: 2026-06-29
fot. Anna Kaczmarz

Pierwszy raz spotkałem Sławomira Mrożka nie na widowni, lecz na scenie. Jeszcze w szkole teatralnej zagrałem Małego Robitka w „Na pełnym morzu”. Wtedy wydawało mi się, że uczestniczę przede wszystkim w inteligentnej zabawie konwencją, w teatralnym żarcie podszytym absurdem. Dopiero z czasem zrozumiałem, że u Mrożka nic nie jest wyłącznie dowcipem. Za każdą groteskową sytuacją kryje się człowiek postawiony wobec wyboru, lęku albo mechanizmu przemocy.

Dzisiaj, w rocznicę jego urodzin, myślę o nim nie tylko jako o jednym z najwybitniejszych polskich dramatopisarzy, ale przede wszystkim jako o autorze, który nie przestaje zadawać niewygodnych pytań. Świat zmienia się szybciej niż kiedykolwiek, a jednak jego dramaty pozostają zaskakująco aktualne. Nie dlatego, że przewidział konkretne wydarzenia, lecz dlatego, że znakomicie rozumiał ludzką naturę.

Kilka lat później wróciłem do Mrożka już jako zawodowy aktor, grając w „Rzeźni” w reżyserii Andrzeja Wełmińskiego w Teatrze Polskim w Bydgoszczy. To było zupełnie inne doświadczenie. Wełmiński nie próbował oswajać Mrożka ani tłumaczyć go współczesności. Zaufał tekstowi. Dzięki temu jego okrucieństwo i ironia wybrzmiewały jeszcze mocniej. Pracując nad spektaklem, po raz kolejny przekonałem się, że Mrożek jest autorem bezlitosnym – przede wszystkim wobec ludzkich złudzeń.

Później oglądałem kolejne realizacje jego dramatów. „Miłość na Krymie” w mistrzowskiej reżyserii Jerzego Jarockiego była dla mnie lekcją teatru najwyższej próby. Jarocki potrafił wydobywać z Mrożka nie tylko polityczną diagnozę, ale przede wszystkim melancholię przemijania. Pod powierzchnią ironii odkrywał świat ludzi, którzy nie potrafią odnaleźć się w historii nieustannie wymykającej się spod kontroli.

Podobne wrażenie zrobiło na mnie „Tango” Jarockiego w Teatrze Narodowym. To jeden z tych spektakli, po których wychodzi się z przekonaniem, że klasyka nie potrzebuje uwspółcześniania na siłę. Wystarczy dobrze usłyszeć autora. Mrożek napisał dramat o buncie, który bardzo łatwo może przerodzić się w nową formę zniewolenia. Trudno oprzeć się wrażeniu, że kolejne pokolenia wciąż odnajdują w nim własne doświadczenia.

Z zainteresowaniem obejrzałem również warszawskie „Tango” w reżyserii Wawrzyńca Kostrzewskiego. Była to propozycja inna, bardziej współczesna w języku scenicznym, ale po raz kolejny okazało się, że tekst Mrożka znakomicie znosi nowe interpretacje. To jeden z paradoksów jego dramaturgii – pozostaje niezwykle precyzyjny, a jednocześnie otwarty na kolejne odczytania.

Mrożek nigdy nie był autorem łatwym. Jego bohaterowie rzadko budzą sympatię, częściej wywołują niepokój. Nie ma u niego postaci jednoznacznie dobrych ani całkowicie złych. Są ludzie uwikłani w mechanizmy władzy, strachu, ambicji i konformizmu. Dlatego jego dramaty wymagają od aktora ogromnej dyscypliny. Nie wystarczy zagrać groteskę. Trzeba odnaleźć prawdę ukrytą pod maską absurdu.

Dzisiaj, kiedy teatry coraz częściej szukają nowych tekstów opisujących współczesność, warto przypominać sobie Mrożka. Mam wrażenie, że wiele z tego, co dziś uznajemy za nowe zjawiska, opisał już kilkadziesiąt lat temu. Nie przewidywał konkretnych wydarzeń, ale z niezwykłą przenikliwością obserwował mechanizmy rządzące ludźmi. A te pozostają zadziwiająco trwałe.

Z perspektywy aktora jestem wdzięczny, że mogłem spotkać go na swojej zawodowej drodze. Najpierw jako młody student próbujący zrozumieć sens absurdu, później jako aktor mierzący się z jednym z jego najbardziej wymagających dramatów, a wreszcie jako widz obserwujący, jak kolejne pokolenia reżyserów odkrywają go na nowo.

Najlepszym dowodem wielkości Sławomira Mrożka nie jest liczba wystawień jego sztuk ani miejsce w historii literatury. Jest nim to, że po zakończeniu spektaklu jego dramaty nie zostają na scenie. Wracają z widzem do domu i jeszcze długo nie pozwalają mu spokojnie odpowiedzieć na pytanie, z kogo właściwie przed chwilą się śmiał. Z bohaterów Mrożka czy może z samego siebie?

Kategorie:


Cytat Dnia

„Zapolska śmiała się z idei, by »kobieta miała iść przez życie cicho i spokojnie«. Taki gorset społecznych oczekiwań wpychał jednak kobiety w równie groteskowy stan, jakim dziś może być hałaśliwe manifestowanie wariacko rozumianej niezależności. Znanej aż nazbyt dobrze z czarnych marszy i mającej odzwierciedlenie na przykład w agresywnej proaborcyjnej propagandzie”

Sylwia Krasnodębska o „Moralności pani Dulskiej”, reż. Anna Augustynowicz; „Gazeta Polska”, 8.07.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL