Kagura, czyli teatr dla wszystkich
Lena Kuran pisze o kagura – jednej z najstarszych japońskich tradycji widowiskowych, która od stuleci łączy teatr, taniec i religijny rytuał.
fot. Lena Kuran




Lena Kuran pisze o kagura – jednej z najstarszych japońskich tradycji widowiskowych, która od stuleci łączy teatr, taniec i religijny rytuał.
fot. Lena Kuran
Nie pamiętam, kto zaproponował tę wycieczkę. Był kwiecień 2008 roku; Mapy Google miały się już całkiem nieźle, ale do ery smartfonów i GPS-ów w telefonach było jeszcze daleko – a mimo to wybraliśmy się w kilkugodzinną podróż do zupełnie nieznanego nam miejsca (na dowód naszych kłopotów z orientacją w terenie zostało mi zdjęcie G. pochylającej się nad mapą podtrzymywaną przez dwoje Japończyków w wieku emerytalnym). Na pewno przez jakiś czas szliśmy poboczem drogi, przyklejeni do skalnej ściany, żeby ze stacji kolejowej Susenji dotrzeć do oddalonego o pięć kilometrów chramu (świątyni sintoistycznej) Takasu.
Historia chramu sięgała okresu walczących królestw, czyli krwawych wojen domowych toczonych w XV i XVI wieku, a główny budynek świątynny pochodził z 1541 roku, co czyniło go najstarszą budowlą drewnianą na terenie prefektury Fukuoka na japońskiej wyspie Kiusiu. Naszą niewielką grupę przyciągnęła zajmująca poczesne miejsce na terenie chramu scena: kwadratowa, o otwartych bokach i charakterystycznym spadzistym dachu, pod osłoną którego miało zostać zaprezentowane widowisko kagura.
Słowo kagura zapisuje się znakami oznaczającymi „rozrywkę bogów”; według podania przekazanego w kronice Kojiki (712), jednym z pierwszych zabytków literatury japońskiej, widowisko to ma swoje źródła w czasach mitologicznych. Amaterasu, bogini słońca i protoplastka japońskiego rodu cesarskiego, zabarykadowała się w jaskini, rozgniewana niegodnym postępowaniem swojego brata. Bogowie i boginie, zaniepokojeni przeciągającym się okresem ciemności i demonami panoszącymi się pod bezsłonecznym niebem, postanowili wywabić Amaterasu z ukrycia. Ama no Uzume, frywolna bogini świtu i radości, niezwłocznie wskoczyła na odwróconą do góry dnem beczkę i wykonała tak zabawny i prowokacyjny taniec, że zaintrygowana śmiechem pozostałych bogów Słoneczna Niebianka wyjrzała z jaskini i dała się przekonać do powrotu. To wydarzenie traktowane jest jako symboliczny początek japońskiej tradycji widowiskowej (geinō) i tańca, a kagura obecna jest w kulturze Japonii do dzisiaj, w licznych regionalnych odmianach skupionych na zanoszeniu próśb do bogów i nadziejach na ich spełnienie.
Widowisko z Takasu pochodzi prawdopodobnie ze wspomnianej już epoki walczących królestw: władca pobliskiego zamku, wezwany w połowie XV wieku do pełnienia służby strażniczej w stolicy – Kioto – zapoznał się tam z odmianą Miyako-no nō kagura (stołeczna kagura w stylu teatru nō) i przeniósł ją do swoich dóbr rodzinnych. Od początku ery Meiji (czyli od roku 1868) ta wersja kagura wykonywana jest w chramie Takasu, a od 1981 roku figuruje na liście Niematerialnych Skarbów Kultury Ludowej zarejestrowanych na terenie prefektury Fukuoka. Oznacza to, że jej wartość została uznana za godną zachowania i przekazywania kolejnym pokoleniom wykonawców jako niezbywalny element japońskiej kultury. Co ciekawe, główny budynek chramu również został uhonorowany tytułem Ważnego Skarbu Kultury… ale dopiero w 2023 roku.
Znaleźliśmy się tam, żeby obejrzeć jedno z dwóch corocznych wystawień Takasu kagura (drugie odbywa się wieczorem w czwartą niedzielę października), składające się z dwunastu scen należących do dwóch podstawowych typów: mai-kagura (kagura tanecznego), wykonywanego bez masek przy akompaniamencie tradycyjnego śpiewu, oraz men-kagura, czyli scen z mitów i starożytnych opowieści przedstawianych przez aktorów noszących maski bogów, demonów czy bohaterów. Repertuar raczej mało nowoczesny – a jednak publiczność zajęła wszystkie miejsca nie tylko na specjalnie przygotowanych trybunach, ale i na szerokich podstawach kamiennych latarni czy wprost na ziemi przy scenie. Już po pierwszym występie pięcioletnich (na oko) tancerek w strojach kapłanek sintoistycznych wszystko stało się jasne: aktorzy i muzycy pochodzili z Takasu i okolic, a wśród widzów, oprócz przybyłych z daleka i bliska miłośników kagura, znalazły się też rodziny i przyjaciele artystów. Na scenie panowało absolutne skupienie, pozwalające wyczuć łączność z bogami i wczuć się w postacie kapłanów i legendarnych bohaterów. Przez kilka popołudniowych godzin zacierały się granice pomiędzy osobami występującymi a oglądającymi, amatorscy fotografowie uwieczniali na zdjęciach występy swoich bliskich, a poważnie wyglądający panowie w garniturach ściskali się z demonami w czerwonych maskach. Coś absolutnie magicznego zagrało w tej społeczności i przyciągnęło wszystkich do niewielkiej świątyni na skraju miasteczka, choć można było pojechać na niedzielę do oceanarium albo najzwyczajniej w świecie zostać w domu. Nie mówiąc już o tym, że przygotowanie kilkunastu scenek przedstawionych w ciągu jednego popołudnia musiało zająć wykonawcom, muzykom, twórcom masek i kostiumów oraz całemu zespołowi technicznemu wiele tygodni – a kolejna okazja do zaprezentowania efektów ich pracy miała nastąpić dopiero za pół roku. A mimo to przyszli, zagrali, zatańczyli i przenieśli nas do niesamowitej krainy bogów i duchów.
Klasyczny teatr japoński oraz formy widowisk tanecznych cechuje ciągłość formy i kontynuacja praktyki: starożytna kagura, czternastowieczne nō czy siedemnastowieczne kabuki to gatunki wciąż wystawiane w maleńkich świątyniach i na scenach metropolitalnych teatrów, z powodzeniem odnajdujące się zarówno w tradycyjnym, jak i nowo przygotowanym repertuarze (to trochę tak, jakbyśmy zachowali w Polsce średniowieczne misteria i grali je w stylu dokładnie przekopiowanym z wieków średnich, od czasu do czasu dodając do tradycyjnego tekstu scenki o bezprawiu scamów internetowych). Kultura tradycyjna wspierana jest przez państwo systemem stypendiów oraz nagłaśniania mniej znanych, a reprezentujących wysoki poziom artystyczny i dbałość o prawidła sztuki form rzemiosła, muzyki czy widowisk. Ten ostatni czynnik jest, naturalnie, nie do przecenienia – ale każda publiczność ma swoje przyzwyczajenia i preferencje, przeciwko którym nawet największe dotacje i kampanie nie potrafią zbyt wiele zdziałać.
Lokalna społeczność skupiona wokół świątyni Takasu z powodzeniem kontynuuje pięćsetletnią tradycję tańców kagura, choć pośród tradycyjnych form kultury japońskiej są i takie praktykowane zaledwie przez jedną czy dwie osoby, bez realnych szans na kontynuację po śmierci współczesnych wykonawców. Ośmielam się widzieć w tym dowód na społeczno- i kulturotwórczą moc widowiska oraz potwierdzenie, że w Japonii naprawdę może istnieć teatr dla wszystkich.
„Zapolska śmiała się z idei, by »kobieta miała iść przez życie cicho i spokojnie«. Taki gorset społecznych oczekiwań wpychał jednak kobiety w równie groteskowy stan, jakim dziś może być hałaśliwe manifestowanie wariacko rozumianej niezależności. Znanej aż nazbyt dobrze z czarnych marszy i mającej odzwierciedlenie na przykład w agresywnej proaborcyjnej propagandzie”
Używamy plików cookie, aby poprawić jakość przeglądania, wyświetlać reklamy lub treści dostosowane do indywidualnych potrzeb użytkowników oraz analizować ruch na stronie. Polityka Prywatności
Niezbędne pliki cookie przyczyniają się do użyteczności strony.
Umożliwiają stronie zapamiętanie informacji zmieniających wygląd.
Pomagają zrozumieć, jak użytkownicy zachowują się na stronie.
Stosowane w celu śledzenia użytkowników i wyświetlania reklam.