„Wojtek był człowiekiem teatru z ogromną pasją do swojej pracy i ludzi, których spotykał na swojej drodze. Ale dla każdego z Was był pewnie przede wszystkim po prostu Wojtkiem – kolegą, przyjacielem, współpracownikiem, znajomym” – napisali bliscy artysty.
Rodzina przypomniała również o tym, co pozostaje po człowieku szczególnie mocno: rozmowach, spotkaniach, żartach i wspólnych historiach. „Każdy z Was znał pewnie trochę innego Wojtka i ma z nim własne historie. Chcielibyśmy, żeby to właśnie one zostały – dobre, ciepłe i prawdziwe” – napisano w pożegnaniu.
Wojciech Maryański należał do twórców, którzy na początku lat 90. współtworzyli jedno z najciekawszych zjawisk warszawskiego teatru – Teatr Szwedzka 2/4. W 1990 roku objął kierownictwo działającego wcześniej jako Teatr Popularny zespołu i przeprowadził jego daleko idącą artystyczną przemianę. Wokół sceny skupili się młodzi reżyserzy, scenografowie i muzycy poszukujący nowych środków teatralnego wyrazu.
Reżyserował również na innych polskich scenach. W jego dorobku znalazły się m.in. „Ślub” Witolda Gombrowicza w Teatrze im. Stefana Jaracza w Olsztynie, „Kordian” Juliusza Słowackiego w Teatrze im. Jana Kochanowskiego w Opolu czy „Woyzeck” Georga Büchnera na Szwedzkiej 2/4.
Wojciecha Maryańskiego pożegnali ludzie polskiego teatru. Bartosz Zaczykiewicz, dyrektor Teatru im. Wojciecha Bogusławskiego w Kaliszu, napisał krótko i bardzo osobiście: „Żegnaj, Wojtku. Dziękuję za Twoje mądre rady”.
Obszerne wspomnienie poświęcił mu także Jan Bończa-Szabłowski, krytyk teatralny, członek polskiej sekcji AICT/IATC i dziennikarz „Rzeczpospolitej” oraz Polskiego Radia RDC. „Odszedł wizjoner teatru” – rozpoczął swoje pożegnanie. Przypomniał Maryańskiego jako reżysera i dyrektora, który potrafił zaufać artystom i stworzyć im przestrzeń do pracy, a kierowana przez niego Szwedzka 2/4 stała się miejscem radykalnej zmiany języka i myślenia o teatrze.
Bończa-Szabłowski przywołał również dawną ocenę AICT/IATC, według której pod kierownictwem Maryańskiego teatr odchodził od tradycyjnego modelu repertuarowego i kierował się ku pozycji awangardowej dzięki skupionym wokół dyrektora młodym twórcom poszukującym nowych form wypowiedzi.
Po Wojciechu Maryańskim zostają spektakle, pamięć o Szwedzkiej 2/4 i – jak napisała jego rodzina – przede wszystkim historie ludzi, którzy go spotkali.