Dryfowanie wśród śmieci

Slide
previous arrow
next arrow
Na afiszu

Dryfowanie wśród śmieci

O spektaklu „Immanuel Kant” Thomasa Bernharda w reż. Agnieszki Olsten z Teatru Dramatycznym w Wałbrzychu pisze Alicja Cembrowska.

Opublikowano: 2026-06-20
fot. Tobiasz Papuczys
Ocena recenzenta/tki: (6/10) – niezły

„Immanuel Kant” to spektakl z intelektualnym potencjałem, artystyczną dyscypliną i kreacjami aktorskimi, które zostają w głowie. Filozof, który nie widzi, chce oświecać. A najmądrzejsza i tak jest papuga. To byłby naprawdę śmieszny spektakl, gdyby nie był tak dobijający.

Kant płynie do Ameryki na tratwie, która bardziej niż „luksusowy parowiec” przypomina luźno sklejony fragment wraku.

Spektakl otwierają dźwięki: kapanie, szelest, jęki rozprężanego drewna, które przypominają żałosną elegię statku chwilę przed pójściem na dno. To plastyczne i trafne otwarcie przedstawienia, które jest alegorią filozoficznego bagażu Europy płynącego przez ocean ku obietnicom i złudzeniom.

Kilka osób z widowni nie czeka, aż tratwa z Kantem na pokładzie zawinie do amerykańskiego brzegu — wychodzą przed zakończeniem. Nie dają szansy Bernhardowi i reżyserce Agnieszce Olsten, która bierze ten tekst na warsztat. A wzięcie to jest być może hermetyczne, ale wyrafinowane, ostatecznie udane, a wręcz hipnotyzujące absurdem.

Thomas Bernhard, austriacki skandalista i mistrz goryczy, napisał „Immanuela Kanta” w 1978 roku jako drwinę z idealizmu oświecenia. Prawdziwy Kant nigdy nie opuścił Królewca. Pisarz ironicznie wysyła go w podróż morską — by odebrał tytuł honoris causa na Uniwersytecie Columbia, ale przede wszystkim — by przeszedł zaawansowaną operację oczu. Jeden z największych filozofów nienawidzi Ameryki.

W podróży towarzyszą mu żona, służący Ernst Ludwig oraz papuga Fryderyk (której Kant przypisuje wyższość intelektualną). Na statku znajduje się również bezgranicznie zakochana w Ameryce i wyraźnie skupiona na realizowaniu wybujałych zapędów konsumpcjonistycznych Milionerka (Urszula Gryczewska), Kardynał (reprezentant Kościoła, którą to instytucję Kant oskarża o „mord na naturze”), Pan Słonecznik — kolekcjoner sztuki, Kapitan i Generał. Każda postać to osobny świat i Europa w miniaturze: inteligencja, religia, sztuka, władza — wszystko dryfuje bez kierunku, po omacku.

Scenografia Józefa Gałązki jest genialna w swojej beznadziei. Nad łajbą wiszą rybackie sieci pełne plastikowych śmieci. To nie tylko metafora. To diagnoza: do takiego stanu doprowadzamy naszą planetę, ale też myśl, filozofię i wartości, mając jednocześnie apetyty na wyścig w maratonie autorytetów.

Widownia siedzi wokół małej platformy-statku, pozbawiona komfortowego dystansu od tradycyjnej sceny. To zabieg, który działa — niewygoda fizyczna staje się niewygodą egzystencjalną. Nie możemy się bezpiecznie schować. Tym bardziej że zespół aktorski szuka interakcji, wręcz wciąga na pokład.

W wielkiego myśliciela wciela się Agnieszka Kwietniewska. Kobieta gra postać wyrwaną z patriarchalnej rzeczywistości — taka decyzja obsadowa jest komentarzem samym w sobie. Kant pisał wprost, że nauka i głębsza spekulacja filozoficzna nie przystoją kobietom. Nie był to margines jego myśli, lecz spójny pogląd. Rozjazd między deklarowanymi ideałami oświeceniowego rozumu a rzeczywistą praktyką wykluczenia? Przecież i dziś to przykra, a jednak norma.

Tym bardziej nie dziwi, że Kant Kwietniewskiej to już nie tyle ekscentryk, co dziwak. Człowiek, który żyje w różnych przestrzeniach jednocześnie: to filozofuje o Leibnizu, monologuje o prawdzie, to przejmuje się wyborem ziaren dla papugi i narzeka na ból karku. Kant w tej interpretacji nie jest ikoną, a istotą chorą, nieznośną i upadającą. Niezwykle kontrastowa jest na tym tle Milionerka (Urszula Gryczewska) — żywiołowa, energetyczna, spragniona życia.

Na koniec Kant „dziękuje za uwagę”. Wyraźnie akcentuje słowo „uwagę”. To jak puszczenie oczka do widowni i wyrażenie nadziei, że poza humorem i śmiesznościami zauważyliśmy te wiszące nad nami śmieci.

Kategorie:


Cytat Dnia

„Zapolska śmiała się z idei, by »kobieta miała iść przez życie cicho i spokojnie«. Taki gorset społecznych oczekiwań wpychał jednak kobiety w równie groteskowy stan, jakim dziś może być hałaśliwe manifestowanie wariacko rozumianej niezależności. Znanej aż nazbyt dobrze z czarnych marszy i mającej odzwierciedlenie na przykład w agresywnej proaborcyjnej propagandzie”

Sylwia Krasnodębska o „Moralności pani Dulskiej”, reż. Anna Augustynowicz; „Gazeta Polska”, 8.07.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL