Czy każda potwora znajduje amatora?

Slide
previous arrow
next arrow
Na afiszu

Czy każda potwora znajduje amatora?

O spektaklu „Iwona, księżniczka Burgunda” Witolda Gombrowicza w reż. Anny Augustynowicz w Teatrze Ateneum w Warszawie pisze Anna Czajkowska.

Opublikowano: 2026-05-28
fot. Krzysztof Bieliński
Ocena recenzenta/tki: (6/10) – niezły

W 1957 roku odbyła się prapremiera „Iwony, księżniczki Burgunda”. O swojej pierwszej sztuce wystawionej w teatrze Gombrowicz pisał: „Walczyłem zajadle z formą… Rodził mi się absurd zjadliwy i niepodobny do sztuk, które wówczas pisano”. Zabawna groteska, gorzka i ironiczna parodia mechanizmów społecznych oraz konwenansów, a także zachowań człowieka uwikłanego w zhierarchizowane struktury, spodobała się publiczności. Dramat często wraca na sceny teatralne, rezonując z rzeczywistością na bardzo wielu poziomach, co zdaje się potwierdzać kolejna adaptacja, tym razem w reżyserii Anny Augustynowicz. W Teatrze Ateneum wspaniałomyślne elity znowu stają twarzą w twarz z własnymi namiętnościami, stłumieniami i frustracjami. Czy powiedzą widzom coś nowego? Raczej nie.

Tragikomiczna historia zaczyna się w momencie, gdy następca tronu, książę Filip, spotyka na spacerze dziewczynę nieładną, mało interesującą, zupełnie pozbawioną wdzięku i irytująco milczącą. Apatyczna, nudna, trwożliwa cimcirimci wywołuje u wszystkich głęboki niesmak, budzi ukryty lęk. Król, królowa, cały dwór są „poruszeni” jej dziwną odmiennością, brakiem urody, rozmemłaniem. Panna nie wypowiada ani słowa, nie porusza się, nie konwersuje, nie wchodzi w rolę, nie stara się o powodzenie wśród kawalerów. To nie do przyjęcia, bowiem nie można milczeć i tak po prostu być. Iwona nie pozwala się uspołecznić, ukształtować, ująć w formę i przez to wywraca cały ustalony porządek rzeczy do góry nogami. Wręcz buntuje się przeciwko prawu natury, co budzi obrzydzenie, ale i pokusę.

Wielość możliwości interpretacyjnych sprawia, że ten wybitny utwór Gombrowicza i pytania, które stawia, pozwalają na uniwersalne odczytanie, czasem stają się diagnozą naszej rzeczywistości oraz mechanizmów społecznych i politycznych kierujących państwem. Anna Augustynowicz próbuje spojrzeć w przyszłość i konfrontuje klasyczny dramat z aktualnymi wydarzeniami, jednocześnie analizując zachowanie „młodych” oraz ich sprawczość. Czy Filip jest zdolny do konsekwentnego buntu? Maciej Musiałowski w roli księcia jest trochę sztuczny, ale potrafi skupić na sobie uwagę i zaintrygować, stawiając na indywidualizm. To typowe dziecko bogatych, wpływowych rodziców, działające pod wpływem kaprysu, śmiejące się z przekonań starszego pokolenia. Walczy sam ze sobą i rzuca wyzwanie naturze, zaręczając się z Iwoną. „Nie poddam się temu, będę ją kochał!” – mówi.

Karolina Charkiewicz jako bierna, prawie przez cały czas milcząca Iwona drażni — i taka właśnie ma być — ale jednocześnie budzi współczucie. Pokazuje, że jej bohaterka czuje się silnie zablokowana i tylko w ten sposób potrafi się bronić. Niestety, ten przekaz zanika w toku akcji, brakuje mu wewnętrznego przekonania aktorki. Za to Maria Ciunelis i Przemysław Bluszcz, wcielając się w królewską parę, tworzą iście gombrowiczowskie postacie — wynaturzone, krwiste i zmysłowe. Maria Ciunelis gra zdecydowanie, choć z lekką, uroczą brawurą. W roli Małgorzaty, opętanej ciągotami grafomańskimi, zrzuca nagle ciasny gorset dobrych manier i sztucznych konwenansów, oddając się zmysłowej zabawie, która budzi śmiech pomieszany ze strachem. Niepostrzeżenie staje się podobna do znienawidzonej Iwony, a przy tym rozkosznie recytuje częstochowskie rymy, popadając w nieokiełznany szał. Obserwując ją w tej groteskowej scenie, nie mogę nacieszyć się głosem aktorki. Jakże zabawną, a zarazem przerażającą kreację prezentuje publiczności Przemysław Bluszcz, czyli „monarcha z klasą”. Ignacy przypomina sobie dawne grzeszki i naturalnie się ich wstydzi. Wystarczy jednak, że założy koronę, a wszystko wraca do normy. Król staje się wielkodusznym władcą, dobroczyńcą, półbogiem. Nic nim nie zachwieje — o zgrozo.

Adam Cywka jako Szambelan konsekwentnie buduje swoją postać. Aktor z wyczuciem wciela się w lizusa i podstępną kreaturę, czaruje jak wąż, podsuwa rozwiązania. Umie być słodki i irytujący, a czasami po prostu… straszny. Nieugięcie trzyma się jednak swoich zasad. Wkrótce wyrozumiała i grzeczna arystokracja zamieni się w potwory — cały dwór mobilizuje się, budzi uśpionego demona, przestaje drżeć i z wyższością próbuje zabić.

Postaci drugoplanowe — Paweł Gasztold-Wierzbicki jako Cyprian oraz Krystian Pesta jako Cyryl — to wymuskani, służalczy do granic obrzydliwości i wygodniccy młodzieńcy, stanowiący odpowiednie tło dla całej elity. Podobnie jak Katarzyna Łubik w roli damy dworu Izy. Gromadce groteskowych postaci towarzyszy Bartłomiej Nowosielski, pojawiający się w wielu rolach i wcieleniach podsumowujących oraz uwypuklających głupotę szacownego towarzystwa.

Obecność Iwony na królewskim dworze prowokuje i zastrasza wszystkich. Jej brzydota i inne niedostatki przypominają każdemu o własnych brakach i niechlubnych postępkach.

Strukturę dworu podkreślają surowa scenografia oraz monochromatyczne projekcje multimedialne pojawiające się na ścianach i w tle sceny. Cyfrowy świat to obecnie najbliższa nam przestrzeń, istniejąca niemal poza nami. Współczesny rys mają również kostiumy, potraktowane z lekkim przymrużeniem oka. Dzięki temu spektakl zostaje umieszczony w uniwersalnej przestrzeni, a zarazem miał stać się aktualny. Nie do końca się to udało.

Dziś głosujemy za demokracją, lubimy, gdy uznaje się nas za bardziej wyrozumiałych, tolerancyjnych i otwartych na innych. Mimo to dramat Gombrowicza nadal niepokoi, pokazując, że walcząc z fobiami i niejasnymi sytuacjami, z błahego powodu potrafimy przypiąć komuś łatkę „gorszego”, niebezpiecznego.

Spektakl przesycony jest humorem i ostrą kpiną — poprzez śmiech najłatwiej pokazać absurdy naszej rzeczywistości, wady i kompleksy cywilizowanego człowieka. Wartością tej inscenizacji pozostaje zgrana praca całego zespołu. To jednak nie wystarcza, by ostrzem satyry skutecznie wskazać mechanizmy wykluczenia i uwrażliwić na tych, którzy nie dopasowują się do wyznaczonych przez społeczeństwo ról, lekceważą utarte konwenanse i nie chcą brać udziału w międzyludzkich oraz międzypłciowych gierkach. W świadomości globalnego dworu nie ma miejsca na niedookreślenia.

Teatr Ateneum

Kategorie:


Cytat Dnia

„[…] najnowszy tekst Pawła Demirskiego jest za długi i niekoniecznie porywający literacko. Na poły ironiczne opowieści o śmierci ojca i jej konsekwencjach stają się dość szybko zawstydzająco nudne. Zawstydzająco – bo w końcu człowiek opowiada o swoich bardzo osobistych i bolesnych przeżyciach, więc napisać, że mówi za dużo i właściwie w kółko to samo, to jednak nie bardzo uchodzi. Cóż jednak robić, skoro tak właśnie jest”

Dariusz Kosiński o spektaklu „Mam coś w głębi nie do przedstawienia. HAMLET”, reż. Remigiusz Brzyk; „Teatr”, 25.05.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL