„Nimi pogardzam, a was nienawidzę” — mówi w „Nie-Boskiej komedii” hrabia Henryk; równie dobrze mógłby to powiedzieć każdy z bohaterów „Pokoju”. Lub jego autor.
Szczepan Twardoch funduje nam w przedstawieniu, które miało swoją premierę 25 czerwca 2025 roku, pozorny powrót do tzw. teatru publicystycznego. Jednak sprawna gra konwencjami, wymowna scenografia, z obrazem wyświetlanym nad sceną na czele (brawa dla Bartłomieja Domagały i Marcina Sułkowskiego — nieczęsto zdarzają się tak uzasadnione efekty wideo!), wreszcie znakomita gra aktorów sprawiają, że to, co niby wiemy o podziałach politycznych w Polsce, trafia do nas z wyjątkową ostrością.
Oto siedmioro ludzi gromadzi się w bunkrze nr 13; na zewnątrz trwa, a jakże, wojna domowa — walczą ze sobą Patrioci z Demokratami. Niezwykle sugestywny jest też plakat do spektaklu (docenić trzeba związek między nim a elementami scenografii!), przedstawiający siekierę wbitą w pieniek, po którym spływa krew, a na drugim planie mapę konturową Polski.
Przedstawiciele stronnictw próbują się dogadać pod czujnym okiem Gospodyni (w tej roli znakomita Dominika Bednarczyk), kojarzącej się z dziennikarką prowadzącą program publicystyczny. Jej czerwony garnitur i biały T-shirt zwracają uwagę publiczności.
A jeśli zmienimy Patriotów i Demokratów na Chłopów i Inteligencję? Wyspiański się zbuntuje, bo podziały w Polsce XXI wieku są znacznie silniejsze niż w tej z początku wieku XX. Robert Talarczyk i Szczepan Twardoch powtarzają za Norwidem: „Jesteśmy żadnym społeczeństwem” — tylko tym razem nie jednoczymy się wspaniale w zrywie, a z trudem dochodzimy do porozumienia w obliczu Ruskich na naszej ziemi.
Punktem kulminacyjnym spektaklu jest piekielnie głośny wybuch, który wstrząsa bohaterami, a publiczność zaskakuje i ogłusza. Od tego momentu w oświetleniu sceny dominuje czerwień, a bohaterowie decydują się łaskawie na kompromis.
Słabością spektaklu, już na poziomie scenariusza, jest pewna sztuczność w sposobie wprowadzenia wywiadów/monologów konkretnych bohaterów, ale tę niweluje kunszt aktorski całej siódemki aktorów, których mamy przyjemność oglądać i śledzić ich kreacje aktorskie.. Na szczególną uwagę zasługują Karolina Kamińska (Hanna) i Tadeusz Zięba (Zdzisław) — wyraziści aktorsko, reprezentujący skrajnie różne racje, są — paradoksalnie — jak dwie strony tego samego medalu.
Wielkie ego, frustracja, gniew, kompleksy — to wspólny mianownik dla sześciorga przedstawicieli obu stronnictw. Szczepan Twardoch sugeruje, że dotyczy to wszystkich stron konfliktu. Uratować nas może zbiorowa psychoterapia. Tylko czy pacjent się na nią zdecyduje? Czarno to widzę…
Teatr Słowackiego