Festiwal „Między wierszami” organizowany co roku letnią porą w Supraślu przez Teatr Wierszalin staje się jednym z najciekawszych wydarzeń kulturalnych na Podlasiu i prawdziwą gratką dla wielbicieli szeroko pojętej sztuki teatralnej, filmowej, literatury oraz muzyki.
Szóstą odsłonę wydarzenia otworzyła wyjątkowa premiera, przypominając jednocześnie o 35-leciu działalności Wierszalina.
Legendarny spektakl „Ofiara Wilgefortis”, po 26 latach od pierwszego wystawienia, ponownie gości na deskach. Oczywiście nie jest to kopia tamtego spektaklu, który swego czasu wywołało burzę wokół teatru Piotra Tomaszuka, reżysera spektaklu i dyrektora Wierszalina. Reżyser z pewnością nie chce wskrzeszać przeszłości, poszukiwać ostatecznej prawdy historycznej. Najciekawsze wciąż pozostaje dla niego coś innego. „Największą atrakcją chrześcijaństwa jest wybaczenie, tego nie można wcielać w życie pięścią i mieczem. I o tym jest przedstawienie” – tłumaczył przed laty Piotr Tomaszuk.
Pewna pobożna dziewica za namową matki wstąpiła do klasztoru, ofiarowując się Chrystusowi i wedle ludowej powiastki czyniąc go swym jedynym Panem oraz „kochankiem”. Ojciec Wilgefortis nie miał zamiaru słuchać próśb córki i postanowił wydać ją za rozpasanego, młodego, w dodatku pogańskiego rycerza. Wilgefortis oparła się kuszeniu szatana, zwanego „przeciwnym”, nie uległa mimo bólu, cierpienia i nacisków ojca, którego popierali inni ludzie. Syn Boży nagrodził jej oddanie i miłość brodą, upodabniając twarz dziewicy do swego oblicza. Dzięki temu oszpeceniu zniechęcił wszystkich możliwych kandydatów na męża. Żaden rycerz nie poślubi przecież brodatej kobiety. Okrutny ojciec nie zmienił swej postawy i ze słowami „Skoro on jest twoim kochankiem, to umrzesz jak on!” ukrzyżował córkę. W tradycji ludowej uznano Wilgefortis, zwaną też Kumernis, Kumernis, świętą Liberatą, za świętą i otoczono ją kultem. Historyczność postaci jest powszechnie kwestionowana, jednak apokryf o brodatej męczennicy wciąż inspiruje twórców.
Autor adaptacji powieści Olgi Tokarczuk „Dom dzienny, dom nocny” podchodzi do tekstu z pewną przewrotnością. W książce noblistki występuje więcej postaci i wątków, jednak Tomaszuk zredukował ich liczbę, stawiając na bardziej bezpośredni przekaz, w którym aktorzy mogą brać na siebie różne zadania. Tomaszuk zresztą sam, jako narrator, wchodzi w rolę Magistra Ludens.
W widowisku mieszanka sacrum i profanum, łączenie żywiołu świeckiego z religijnością, daje nam obraz świata, w którym niezmiennie kuszeni jesteśmy przez wolność, równość, często zniewoleni przez strach. Oprócz tego zyskuje też szerszy wymiar – skłania do refleksji nad ciągłością wiary i charakterem chrzecijaństwa, pyta, „jaką wrażliwością my Boga obdarzamy? Jeżeli obdarzamy go tylko naszą męską naturą, to ten Bóg jest okrutny i bardzo często żądny krwi” – stwierdził Piotr Tomaszuk. Element kobiecy w naturze Absolutu pozwala na miłosierdzie i wybaczenie. U Tomaszuka pytanie o miejsce chrześcijaństwa oraz wiary w dzisiejszym życiu czeka na odpowiedź widza.
Tomaszuk wraz z aktorami Wierszalina kreuje ponadczasową rzeczywistość z głębokim, religijnym przesłaniem. Katarzyna Wolak-Gąsowska jako Wilgefortis aktorskie środki wyrazu ogranicza do minimum, innym razem gra z konieczną emocjonalnością. Ileż smutku, niewinności i poczucia osamotnienia jest w tej kreacji. Rafał Gąsowski, jak zwykle gra brawurowo, z charakterystycznym dla siebie cieniem ironii w głosie i geście. Jest indywidualistą i staje się samotnikiem, gdy z wprawą, techniczną biegłością tworzy przeciwne sobie symboliczne osoby Chrystusa, szatana, a potem na powrót wciela się w Magistra Ludens. Dariusz Matys jako ojciec zaskakuje, przeraża, fascynuje siłą monologu, naturalności zawartej w okrucieństwie granej postaci. Wspaniale partnerują mu pozostali aktorzy, czyli Magdalena Dąbrowska, Bartłomiej Bazyluk, Jakub Gujda, Urszula Raczkowska i Katarzyna Ogrodniczak. Wszystko rozgrywa się w półmroku, przełamywanym światłem. Bohaterowie przemieszczają się, zamieniają miejscami, wchodzą w role, a światło podąża za nimi. Całość pulsuje dzięki niezwykłej mocy ukrytej w słowie i muzyczności tekstu. Nienaganna dykcja aktorów wydobywa surową dramaturgię spektaklu, przenikający, depresyjny charakter podkreślany kostiumem i dekoracją.
Wzruszająca inscenizacja oprócz powagi ma w sobie elementy humoru i groteski, komizmu sytuacyjnego i słownego. Przedstawienie cechuje z jednej strony niezwykła prostota czy swoista ludyczność, a z drugiej strony nie brak mu rozmachu, głównie dzięki scenografii, która znakomicie sprawdza się na scenie Wierszalina. Na scenę powracają historyczne, niezwykłe rzeźby i konstrukcje autorstwa Mikołaja Maleszy, wprowadzając widza w klimat średniowiecznego misterium, nadając mu rys wzniosłości i zarazem nie unikając skojarzeń z ludowymi jasełkami.
Muzyka autorstwa Adriana Jakucia-Łukaszewicza i Piotra Tomaszuka stanowi jeden z ważniejszych elementów spektaklu. W przebiegu akcji staje się niemal transowa, bezsenna, wzbogacona ostrzejszymi harmoniami w punktach kulminacyjnych i z pesymistycznym motywem w refleksyjnym wyciszeniu.
W Teatrze Wierszalin poruszona wyobraźnia widzów może przywołać plastyczne obrazy oraz silne, nieuświadomione uczucia, płynące z przenikniętego autentycznością dzieła. Symbolizm bohaterów „Ofiary Wilgefortis” nie kryje żadnej sprzeczności, ożywia duszę i stawia pytania o człowieczeństwo i chrześcijaństwo naszej epoki.
Teatr Wierszalin