Slide
previous arrow
next arrow
Tradycja bez przebrania. Jazz bez filtrów - Teatr dla Wszystkich

Tradycja bez przebrania. Jazz bez filtrów

Na afiszu

Tradycja bez przebrania. Jazz bez filtrów

O „Księżnej Chicago” Emmericha Kálmána w reż. Michała Znanieckiego w Mazowieckim Teatrze Muzycznym pisze Wiesław Kowalski.

Opublikowano: 2025-12-07
fot. Krzysztof Bieliński / MTM

Ocena Recenzenta:

Powroty operetkowych rarytasów po stu latach mają w sobie coś z archeologii – odsłaniają warstwy stylów, które nie zawsze ulegają dobrotliwej patynie. „Księżna Chicago” Imre Kálmána to jednak przypadek osobny: dzieło napisane w chwili zderzenia dwóch światów, które dziś zderzają się równie często, choć w innych dekoracjach. Michał Znaniecki, wbrew temu co podpowiada współczesny teatr muzyczny, nie decyduje się na transplantację akcji w dzisiejszą kulturę. I choć ten materiał aż się o to prosi, jego konsekwencja okazuje się zaskakująco czytelna – czasem to właśnie pozostanie w epoce, a nie jej uwspółcześnianie, pozwala najmocniej wybrzmieć konfliktom.

Druga połowa – tam naprawdę zaczyna się teatr

Choć pierwsza część przedstawienia sprawia momentami wrażenie eleganckiej ekspozycji – poprawnej, lecz nieco zbyt „protokolarnej” – to w drugiej połowie „Księżna Chicago” nabiera sensu dramatycznego i muzycznego rozmachu. Znaniecki prowadzi akcję w stronę coraz wyraźniejszego kontrastu, aż do momentu, w którym walc i jazz nie są już tylko stylistycznymi etykietami, lecz odmiennymi sposobami myślenia o świecie.

W akcie II energie, które wcześniej były tylko sygnalizowane, pękają z hukiem: choreografia Ingi Pilchowskiej staje się bardziej drapieżna, orkiestra precyzyjniej wyłuskuje napięcia między stylami, a aktorzy zaczynają grać na pełnej amplitudzie emocjonalnej. Dopiero wtedy widz czuje, że obserwuje starcie wartości, a nie tylko elegancko rozpisaną komedię obyczajową.

Stefaniak i Rutkowski – para, która niesie spektakl

Magdalena Stefaniak jako Mary Lloyd wnosi na scenę dokładnie to, czego brakuje pierwszej części – wewnętrzny impuls, który tłumaczy bunt jej bohaterki. Nie buduje Mary jedynie jako figury amerykańskiej emancypantki; jest w jej interpretacji miękkość w momentach wątpliwości i stanowczość, która nie przeradza się w karykaturę. Muzycznie to kreacja bardzo świadoma: Stefaniak potrafi przejść z szerokiej, musicalowej frazy do bardziej klasycznych barw, zostawiając w linii wokalnej ślad temperamentu, który napędza fabułę.

Arnold Rutkowski w roli Sandora Borisa to przeciwieństwo wyobrażeń o „operetkowym księciu”. Zamiast cukrowej elegancji dostajemy postać z krwi i kości, mocno trzymającą się tradycji, ale nieobojętną na jej ciężar. W jego wykonaniu walc nie jest ornamentem, lecz fundamentem tożsamości – dlatego starcie z jazzową swobodą Mary nabiera dramaturgicznej ostrości. Rutkowski śpiewa pewnie, klarownie, prowadząc frazę z prawdziwie wiedeńską kulturą.

Razem tworzą duet, w którym napięcia są prawdziwe, a nie dekoracyjne.

Wielką przyjemnością było zobaczyć Barbarę Mościcką jako Rosemarie. Zamiast operetkowego stereotypu księżniczki otrzymujemy postać inteligentnie sportretowaną, z ironicznym komentarzem do całej sytuacji polityczno-romantycznej. Jej głos wnosi do muzycznej tkanki spektaklu elegancką, czystą linię.

Muzyka – Herdzin czyta Kálmána bez muzealnej ochronki

Trzeba zaznaczyć, że aranżacje Krzysztofa Herdzina podkreślają kontrasty epoki, nie „poprawiają” Kálmána, a jednocześnie otwierają przestrzenie, które twórcy z lat 20. mogli tylko intuicyjnie przeczuwać. Orkiestra Mazowieckiego Teatru Muzycznego odpowiada na ten język żywo, z odwagą w akcentowaniu miejsc, gdzie dwa style zaczynają ze sobą rywalizować. Szczególnie udane są momenty, w których sekcja dęta „wchodzi” w jazzową narrację, pozostawiając smyczki w wiedeńskim idiomie – to istny muzyczny dialog epok.

Reżyseria Michała Znanieckiego – klasyczność jako wybór, nie brak odwagi

Nie jest tajemnicą, że „Księżnę Chicago” można by bez wysiłku przenieść do współczesności – do korporacyjnych salonów, influencerów i globalnej turystyki kulturowej. Ale paradoksalnie, decyzja Znanieckiego, by pozostać w latach 20., umożliwia czytelniejsze wybrzmienie uniwersalności historii.

Ten spektakl nie potrzebuje współczesnych rekwizytów, aby mówić o klasowych i kulturowych różnicach. A jednocześnie w czasie, w którym moda na aktualizacje osiąga czasem poziom nadgorliwości, Znaniecki pokazuje, że operetka może być żywa również wtedy, gdy nie udaje współczesnego musicalu.

„Księżna Chicago” w Mazowieckim Teatrze Muzycznym to przedstawienie zanurzone w stylu, ale nie stylistyce, świadome swoich korzeni i jednocześnie otwarte na dialog z dzisiejszym widzem. Druga część spektaklu ma siłę, której pierwsza dopiero poszukuje – ale gdy już ją odnajduje, widz dostaje operetkę, która nie tylko bawi, ale i naprawdę porusza.

https://www.mteatr.pl/pl

Kategorie:


Cytat Dnia

„[…] idziemy do teatru i okazuje się, że literatura ze swoim porównaniem homeryckim, heksametrem, nadmiarowym nasyceniem historii bohaterami i zdarzeniami może mieć swoją sceniczną egzemplifikację, która mocniej działa na odbiorcę niż starożytny grecki epos w najlepszym tłumaczeniu”

PikWroclaw.pl o „Odysei”, reż. Małgorzata Warsicka; 27.01.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL