Przez burzliwe sceny z życia Kozyry przechodzą sylwetki twórców-eksperymentatorów, którzy – podobnie jak artystka – w swoim dorobku mieli zarówno prace kontrowersyjne („Lego. Obóz koncentracyjny” Zbigniewa Libery), jak i te, które na stałe zapisały się w pejzażu społecznym („Pozdrowienia z Alej Jerozolimskich” Joanny Rajkowskiej). Ich wspólnym mianownikiem jest sztuka krytycznie zaangażowana, ale przede wszystkim „Kowalnia” – kuźnia artystycznej bohemy prowadzona na ASP w Warszawie przez prof. Grzegorza Kowalskiego (Roman Gancarczyk).
Sylwetki Artura Żmijewskiego (Bogdan Brzyski), Zbigniewa Libery (Krzysztof Zawadzki), Jacka Markiewicza (Kamil Pudlik), Pawła Althamera (Mikołaj Kubacki), Katarzyny Górnej (Aleksandra Nowosadko), Joanny Rajkowskiej (Iwona Budner) oraz artystki kreowanej przez Urszulę Kiebzak pełnią podwójną funkcję: z jednej strony stają się przewodnikami po artystycznych turbulencjach lat 90., z drugiej – odsłaniają kolejne warstwy historii Kozyry, jej motywacji, lęków i ambicji.
Piramida nieporozumień
Czym byłaby sztuka, gdyby nie miała mocy wywlekania na wierzch problemów zapisanych w zbiorowej świadomości? Parafrazując słowa, które w spektaklu padają nie bez przyczyny, Borczuch konsekwentnie pokazuje, że sztuka nie istnieje w próżni. Rodzi się z konfliktu, z pęknięcia, z braku zgody na zastany porządek. W tym kontekście pojawia się jedna z najciekawszych i najbardziej przewrotnych postaci spektaklu – Doktor (Michał Badeński), który wchodzi w życie Kozyry w związku z jej chorobą nowotworową. Staje się jednocześnie figurą kogoś, kto nie potrafi – a może nie chce – zrozumieć, czym jest sztuka krytyczna. Dla niego jest to świat obcy, zbyt abstrakcyjny, pozbawiony praktycznego sensu.
W jego reakcji odbija się wszystko, z czym Kozyra i inni artyści „Kowalni” mierzyli się od początku. Mateusz Górny tworzy relację lekarza z artystką z ogromną subtelnością – nie jest to karykatura ani drwina z ignorancji, lecz zderzenie dwóch sposobów doświadczania rzeczywistości. Michał Badeński w swoim debiucie na deskach Narodowego Starego Teatru buduje rolę wiarygodną, podszytą dystansem i pewną bezradnością wobec spraw, których nie da się zmierzyć stetoskopem. Warto wspomnieć, że aktor z wykształcenia jest lekarzem, co nadaje tej postaci dodatkowy, interesujący sznyt.
Piramida spajająca
Nie da się oderwać uwagi od przestrzeni scenicznej zaprojektowanej przez Dorotę Nawrot, która nadaje spektaklowi strukturę i rytm, stając się wizualnym odpowiednikiem transformacji przechodzonych przez główną bohaterkę, a także przemian będących skutkiem zmian ustrojowych w Polsce. Choć spektakl trwa ponad dwie i pół godziny (bez przerwy), jego rytm jest starannie modulowany poprzez opuszczanie kurtyny. Można domyślić się, że są to przerywniki między czterema aktami, na które Mateusz Górny podzielił tekst.
Kurtyny odzwierciedlają zwierzęcy kwartet z rzeźby Kozyry i wskazują newralgiczne momenty życia prywatnego i zawodowego artystki. Za każdym razem, gdy zasłona opada, w tle zmienia się scenografia, a widzowie słyszą szmery przesuwanych dekoracji. Z artystycznym wybuchem kontrastuje narzędzie do naświetlania zmian nowotworowych – jego mechaniczna obecność tworzy dychotomię między fizycznym cierpieniem a emancypacją poprzez sztukę. Scenografia Nawrot współgra z kostiumami, które nie tyle odtwarzają lata 90., ile je performują. Pstrokaty miszmasz barw, przypadkowe połączenia faktur, tkanin i fasonów oraz pozorny brak spójności przypominają estetyczną rzeczywistość początku transformacji: czas zachwytu kolorami z Zachodu, gdy moda nie nadążała za aspiracjami, a indywidualność brała górę nad stylistyczną harmonią.
Gdy rytm się rwie
Choć uważam spektakl Borczucha za dzieło kompletne, nie mogę pominąć elementu, który mnie wytrącił. Ostatnia scena – aktorzy wchodzący w kompilację narkotyczno-ekstatycznego techno-tańca – sprawia wrażenie dopisanego epilogu. Z jednej strony porywa, z drugiej – bardziej wybija z dotychczasowej narracji. Zamiast domknięcia pojawia się poczucie nadmiaru. Ten finałowy powidok, intensywny, lecz dramaturgicznie mglisty, sprawił, że odejmuję jedną gwiazdkę.
https://stary.pl/pl/