“Toffi” inspirowane powieścią Sarah Crossan opowiada o dziewczynie, która ucieka z domu po doświadczeniu przemocy. Schronienie znajduje u starszej kobiety, dla której staje się kimś z przeszłości. Między nimi rodzi się więź – krucha, ale prawdziwa.
Choć to pierwsza premiera sezonu pod nowym kierownictwem Justyny Sobczyk i Piotra Morawskiego, spektakl przygotowano jeszcze za kadencji poprzedniej dyrektorki Teatru Ochoty, Joanny Nawrockiej.
Scenografia Anny Czarnoty wyróżnia się prostotą środków wyrazu. Na scenie ustawiono rzędy tekturowych pudeł, każde z podpisem. Aktorzy sięgają po nie jak po fragmenty pamięci. Pudełka pełnią rolę rekwizytów, stanowią oparcie, są też elementem ruchu scenicznego.
Ruch sceniczny został starannie opracowany. Aktorzy poruszają się precyzyjnie, bez przypadkowych gestów, a sceny zbiorowe są klarowne i rytmiczne. Na szczególną uwagę zasługuje scena ucieczki przed falami – dynamiczna, świetnie rozwiązana zarówno przestrzennie, jak i emocjonalnie. Widać, że zespół pracował jako zgrana ekipa, a wspólny ruch stał się tu językiem porozumienia.
Adaptacja nie rekonstruuje powieści krok po kroku – koncentruje się przede wszystkim na trudnych emocjach i relacjach. Nie wszystkie wątki zostają jednak dopowiedziane; Natalia Sołtysik świadomie wybiera skrót i sugestię, co nie zawsze wychodzi przedstawieniu na dobre. Pozwala jednak skupić uwagę na bohaterach, a nie na fabule.
“Toffi” broni się energią i szczerością młodych wykonawców. To oni niosą spektakl i nadają mu sens.