Nocne, szalone muzykowanie w Teatrze Wielkim już od początku czaruje
O pierwszym dniu Szalonych Dni Muzyki (La Folle Journée de Varsovie) – Oda do nocy 13. edycji w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej w Warszawie – pisze Anna Czajkowska.
Gdy dni jeszcze długie, a ciepła jesień u progu, w kulturalnym kalendarium stolicy pojawiają się trzy szalone, muzyczne dni, na które okrągły rok czekają młodsi i starsi melomani. To jedyny w naszym kraju festiwal, który od kilkunastu już lat łączy koncerty symfoniczne i kameralne w wykonaniu największych gwiazd światowych scen z szerokim programem edukacyjnym i występami mniej znanych zespołów oraz solistów. Właśnie taka sprawdzona forma popularyzująca muzykę klasyczną pozwala wszystkim widzom na obcowanie z nią w swobodnej atmosferze i umożliwia wybór interesujących pozycji z obfitej, zróżnicowanej oferty mini koncertów. Warto przypomnieć, że pomysłodawcą i dyrektorem artystycznym La Folle Journée jest René Martin. Dzięki niemu w 1995 roku, po raz pierwszy we Francji, w Nantes. wystartował oryginalny festiwal, który całkowicie odmienił podejście słuchaczy do klasyki oraz wykreował nowy styl „poważnych” koncertów, zyskując popularność także wśród tej publiczności, która nie przepada za nastrojem sal koncertowych czy filharmonii i preferuje luźniejszą atmosferę. Trzynaście lat temu Szalone Dni Muzyki pojawiły się u nas, a polską edycję tego międzynarodowego fenomenu zainicjowała Sinfonia Varsovia, której orkiestra od samego początku gościła na festiwalu we Francji, potem w innych krajach. Muzyczne szaleństwo zaprosił do swych sal Teatr Wielki – Opera Narodowa w Warszawie i tak już pozostało. Tegoroczna edycja festiwalu („Ode à la nuit” – „Oda do nocy”) koncentruje się wokół tematu nocy, snu, rozgwieżdżonego nieba, który od dawna pojawia się w muzyce klasycznej, filmowej, w piosence kabaretowej, muzyce folkowej i jazzie oraz innych stylach.
Pierwszy dzień Szalonych Dni z Muzyką zaczynam z przytupem i kołysząco – na głównej scenie Teatru Wielkiego – Opery Narodowej (Sala Moniuszki), przemianowanej teraz na Salę Jowisz (zgodnie z myślą przewodnią tegorocznej edycji), nastąpiła uroczysta inauguracja muzycznego, wieczornego szaleństwa. Piękny, śpiewno-orkiestrowy, zmysłowy początek wprowadza publiczność w aurę i klimat nocnych marzeń muzycznych, zapowiadając jeszcze więcej wrażeń. Tradycyjnie sceną zawładnęła niezawodna, cudowna Sinfonia Varsovia (na festiwalu wystąpi jeszcze czterokrotnie) oraz zaproszeni przez nią młodzi, zdolni wykonawcy ze szkół muzycznych. Wspólnie z dyrygentem Aleksandarem Markoviciem prezentują widzom jedne z bardziej inspirujących, porywających utworów związanych z tematem nocy, autorstwa Manuela de Falli, Wolfganga Amadeusa Mozarta, Antonina Dvořáka i Hectora Berlioza. W koncercie inauguracyjnym Sinfonia Varsovia towarzyszy sopranistce Aleksandrze Olczyk – pasja, z jaką wykonuje ona arię Królowej Nocy z opery „Czarodziejski flet” Mozarta udziela się wszystkim. Trudny i wymagający utwór niewątpliwie stanowi popis wokalny artystki. Cudownie i delikatnie, wibrująco w najwyższych partiach brzmi też dźwięczna i wzruszająca aria „O, księżycu, wysoko na niebie” z opery „Rusałka” Dvořáka. Wdzięk i elegancka prostota oraz wykwintne frazowanie w śpiewie sopranistki, a także czystość każdej nuty oraz modulowanie barw z cieplejszymi odcieniami budzą podziw i wyobraźnię słuchających. Brzmienie orkiestry pozostaje bez zarzutu – skrzy się pełnymi kontrastami, podkreślając bogatą melodykę i barwną oprawę kompozycyjnej instrumentacji.
Nastrój zmienia się nieco, gdy pojawia się hiszpański pianista Luis Fernand Pérez. „Noce w ogrodach Hiszpanii” Manuela de Falli, czyli impresje symfoniczne na fortepian i orkiestrę, zawsze poruszają słuchaczy. Tym razem nie inaczej – ten przepiękny, bardzo „plastyczny” utwór, w którym dźwięki fortepianu łączą się płynnie z brzmieniami pozostałych instrumentów uwodzi stylowością. W interpretacji Fernanda Péreza pozostaje na przemian wolny, nastrojowy i żywy, potem błyskotliwy, z posmakiem gorącego słońca i mauretańskich nocy. Gra pianisty cała przesiąknięta jest ekspresją, nie tyle ognistą, co pohamowaną, ujętą w karby doskonałej techniki, przy zachowanej klarowności oraz precyzyjnej artykulacji. W kolejnej propozycji, „Symfonii fantastycznej”, konkretnie „Sabacie czarownic” Hectora Berlioza, orkiestra prowadzona jest jeszcze dynamiczniej, zachwycając przejrzystością brzmienia, ostrością ataków, mnogością detali wydobytych z partytury francuskiego kompozytora. Nie brak nawet lekkiej groteski w grze, choć apokaliptyczność i demoniczność niezmiennie wysuwają się na plan pierwszy. Zaraźliwa energia pulsuje w całej sali, a wszystko zgodnie z partyturą i pod kierunkiem równie zaangażowanego dyrygenta. I cała sala wibruje, wypełniona muzyką, chociaż to dopiero początek wielkiej, trzydniowej uczty.
Udaję się do Sal Redutowych, którym patronuje Wenus, na niezwykłe rendez-vous z żeńskim wokalnym trio z Francji – Les Itinérantes. Manon Cousin, Pauline Langlois de Swarte i Élodie Pont wprowadzają słuchaczy w nastrój rodem z baśni, opowieści oraz legend różnych kultur i czasów. Z niezwykłą delikatnością, ale i zalotną zadziornością wykonują utwory ze wszystkich epok (i to w ponad trzydziestu językach!). Latarnie w ich rękach dodają smaku całości i znać tu doświadczenie artystek z dziedziny teatru muzycznego, gdzie oprawa, budowanie atmosfery koncertu ma niebagatelne znaczenie. Zbierając inspiracje z różnych stron i wieków, odnajdują własny styl, opracowują oryginalne aranżacje i budują własne przedstawienia. Utwory, które wykorzystują często nie są przeznaczone do śpiewania (na przykład „Taniec cukrowej wróżki” z baletu „Dziadek do orzechów” Piotra Czajkowskiego czy „Khamei” – anonimowy temat średniowieczny), ale trzy wokalistki potrafią zmyślnie przygotować oryginalne kompozycje, przystosowując różnorodne zapisy do trzyosobowego składu. Pieśni oraz piosenki wykonują artystki a cappella i z należytym pietyzmem wobec arcydzieł literatury muzycznej prowadzą słuchaczy przez kolejne epoki – od wieków średnich po współczesność, pokazując jak można bawić się muzyką, odkrywać jej nieznane obszary. I czarują swym mini spektaklem.
Klasyka nie musi być nudna! A Szalone Dni Muzyki są najlepszym tego dowodem – sobota i niedziela proponują jeszcze więcej zabawy z klasyką i zapowiadają jeszcze większą brzmieniową ucztę.