Marta Kosieradzka, pedagog, tancerka, choreografka o sporym doświadczeniu, zainspirowana starym, znanym od czasów starożytnych zwyczajem, stworzyła spektakl „Płaczki”, którego bohaterkami są kobiety opłakujące zmarłych.
W Polsce zwano je łzawicami bądź chłostkami, a ich zbiorowe, podporządkowane pewnej wspólnej formule śpiewy, rytualne lamenty i płacze były zawsze jednym z ważniejszych elementów uroczystości pogrzebowych. Oryginalna opowieść o płaczkach w formie kompozycji muzyczno-tanecznej, przypominającej impresjonistyczny obraz, miała swoją premierę w ramach tegorocznego Festiwalu Tańca Zawirowania i z pewnością pojawi się jeszcze na scenicznych deskach.
Marta Kosieradzka, która od dawna zajmuje się badaniem ruchu i somatycznym aspektem tańca, odwołując się też do sztuk pięknych, w swoim spektaklu ze szczególną uwagą przygląda się emocjom płaczek i ich wzajemnym relacjom, zamkniętym w tanecznej, ruchowej metaforze. Przeżywające żałobę, czy też symbolicznie wyrażające ją w imieniu grupy cztery kobiety okazują nie tylko rozpacz. Ich uczucia falują dzięki zmysłowości i tanecznej plastyczności pokazanej etiudy.
Marta Chudzyńska, Juliana Jelińska, Marta Kosieradzka oraz Leeloo Morgan łączą to, co cielesne, z tym, co niematerialne, duchowe i przekazują swoje odczucia wszystkim uczestnikom rytuału – widzowie także mogą się do nich zaliczać. Każda z nich jest odrębną postacią, ma swój indywidualny styl i jednocześnie pozostaje częścią wspólnoty. Ich grę charakteryzuje prostota z jednoczesnym wysublimowaniem środków oraz estetyka, w której wszystko jest na swoim miejscu, wszystko ma znaczenie, nawet minimalne gesty dłoni albo zatrzymanie w pół kroku.
Trudno pozostać obojętnym wobec temperamentu i szczerości każdej z dziewczyn, piękna ich sukien, czerni i koronek. Ujednolicone kostiumy, podobnie jak taniec w kręgu i lament, podkreślają siłę wspólnoty, podobieństwo prawdziwych bądź kreowanych nastrojów. A one zmieniają się, eksplodują bądź wyciszają wraz z muzyką. Raz będzie to przeraźliwy smutek, innym razem pełen gniewu bunt, potem zespolenie, w którym dwie artystki ubrane w jedną suknię dopełniają się wzajemnie, w końcu szalony, niekontrolowany śmiech. Okulary przeciwsłoneczne dodają bohaterkom pewności siebie i tajemniczej zmysłowości. Niezwykła kulturowa i muzyczna mieszanka, materializuje się w kontrolowanym ruchu, czasem nastrojowym, czasem swobodnym i pełnym dzikości.
Choreografka, należąca też do grupy płaczek, wykorzystuje język tańca współczesnego i ekspresjonistycznego, przeplatając go z poetyką teatru dramatycznego. Kolaż scen, ich malarskość współgra ze zmiennością muzyki, oscylującą pomiędzy bólem, cierpką ironią a melancholią i rozmarzeniem. Takie są utwory Urszuli Dudziak czy Justina Timberlake’a oraz wdzierająca się w serce „Lacrimosa”. Kosieradzka tworzy teatr odrealniony, utkany z fantazji i jednocześnie pełen fizyczności, konkretu wynikającego po prostu z codziennego życia, który podkreśla wykorzystana w przedstawieniu teatru tańca poezja Janusza Bąkowskiego, jej krótkie formy i zabawa słowem.
Głęboki, poruszający nastrój żałoby otula całe widowisko niczym kir, aura tajemniczości, urok cielesnej zmysłowości wydobywa ze spektaklu ukryte znaczenia. Kosieradzka w „Płaczkach” eksponuje rolę kobiecej wrażliwości w tworzeniu opowieści o przemijaniu, żałobie, która jest nieodłącznym elementem każdej kultury, dowodem na jej ciągłość.
Międzynarodowy Festiwal Tańca Zawirowania