Możesz zostać, ale nie za długo

Slide
previous arrow
next arrow
Na afiszu

Możesz zostać, ale nie za długo

O „Emigrancie” w chor. Krystiana Łysonia, spektaklu zrealizowanym w ramach Przestrzeni Sztuki Taniec w Białostockim Teatrze Lalek, pisze Justyna Białous.

Opublikowano: 2026-07-02
fot. M. Onufryjuk
Ocena recenzenta/tki: (7/10) – dobry

W ostatnich sezonach teatr tańca coraz częściej podejmuje się diagnozy współczesności. Artyści kreślą dystopijne wizje, które coraz bardziej przypominają rzeczywistość. „Emigrant” w choreografii Krystiana Łysonia podąża tą samą drogą, ale obiera inny kierunek. Nie próbuje uporządkować współczesności, ale pozwala ją odczuć.

„Welcome Home” – wita nas napis na wycieraczce, leżącej na scenie przez cały spektakl, jako ironiczna obietnica nie do spełnienia. Home jest tu bardziej wyobrażeniem niż miejscem – punktem odniesienia, do którego nie da się wrócić, nawet jeśli przez chwilę wydaje się na wyciągnięcie ręki.

Już pierwsze minuty dezorientują. Choreografia nie pozwala widzowi zadowolić się jednym motywem ruchowym. Narracyjna pantomima zmienia się w taniec współczesny, by po chwili przejść do parodii baletu, krótkich sekwencji high heels czy ludowych motywów. Płynny taniec pojawia się nagle, ukazując techniczne umiejętności tancerza, lecz równie szybko zastępuje go ostry, szarpany ruch.

Scenografia wzmacnia tę konwencję. Rozstawione na scenie przedmioty nie tworzą realistycznej przestrzeni, ale raczej kompozycję z rekwizytów. Tancerz tworzy nimi znaczenia – przymierza kolejne buty jak nowe tożsamości, z tęsknotą rzuca się na wycieraczkę, by natychmiast od niej odskoczyć, a prawdziwą funkcję gramofonu odkrywamy dopiero w finale.

Sceniczne przedmioty odmawiają jednej, ostatecznej interpretacji. Zmieniają swoje funkcje i wymykają się oczekiwaniom. Spektakl konsekwentnie gra z widzem, wykorzystując potrzebę przewidywania i domykania znaczeń. Kulminacją jest scena, w której bohater schodzi do publiczności z ogromnym bukietem przepychaczy. Naturalnym staje się oczekiwanie, że wręczy je widzom. Jednak zamiast tego, patrząc odbiorcom w oczy, Andrei Kamarou wyrzuca przepychacze na scenę.

Warstwa dźwiękowa Gieorgija Puchalskiego działa według tej samej zasady co choreografia. Poszczególne motywy muzyczne nakładają się na siebie, a zmieniające się proporcje ich głośności sprawiają, że przedstawienie nieustannie zmienia swój emocjonalny ciężar. Raz przypomina cyrkową konwencję, by chwilę później przywoływać atmosferę kryminału lub filmu detektywistycznego. Chłodne snopy światła przypominają reflektory przeczesujące nocny las podczas policyjnych poszukiwań, a czasem scenę recitalową. Słyszymy motywy z „Jeziora łabędziego” i „Dziadka do orzechów” Czajkowskiego, ale też „Odę do radości” Beethovena, przełamane wschodniosłowiańską elektroniką.

Można odczytać ten zestaw jako geograficzną oś Wschód–Zachód, zwłaszcza że za wykonanie odpowiada tancerz pochodzenia białoruskiego Andrei Kamarou. Geografia jest jednak tylko punktem wyjścia. Twórcy skupiają się na migracji jako doświadczeniu egzystencjalnym – przesuwaniu własnych granic tożsamości w zmieniającym się świecie. Z czym bezbłędnie rezonuje forma, która nie pozwala przywiązać się ani do przedmiotów, ani do narracji czy własnych nawet przekonań. Widz próbuje odnaleźć rytm spektaklu, jeden stały punkt odniesienia, aż w pewnym momencie uświadamia sobie, że to właśnie brak spójności jest jego zasadą kompozycyjną.

W finałowej scenie tancerz siedząc na dmuchanej żółtej kaczce, czyta białoruski elementarz – „Буквар” – książkę porządkującą świat według jasnych kategorii. Zbyt jasnych, by stosować je w dorosłym życiu, tym bardziej obecnie. Ten obraz trudno oglądać bez skojarzenia z Gospodinowowską wizją utraconej ojczyzny dzieciństwa. Dom nie jest już konkretnym miejscem ani państwem. Jest stanem prostoty, którego nie sposób odzyskać. Dorosłość okazuje się emigracją również z własnego dzieciństwa. Być może właśnie dlatego „Welcome Home” brzmi tu jak najbardziej gorzki żart całego przedstawienia.

W tym sensie znaczący jest też sam tytuł. Przedrostek „emi” nie mówi przecież o celu podróży, lecz wyjściu. Przedstawienie nie proponuje więc narracji o odnalezieniu nowego domu, lecz o trwaniu w ruchu, który sam staje się stanem istnienia. 

Największą siłą „Emigranta” okazuje się nie tyle opowieść o ciągłym poszukiwaniu tożsamości, ile możliwość odczucia tego dyskomfortu we własnym ciele. Skonfrontowanie widza z własnymi niepokojami, potrzebą domknięcia. Różnorodność środków użytych w konfunduje widza, a liczba motywów nie pozwala zakotwiczyć się ostatecznie w którymkolwiek z nich. Dopiero poddanie się w tych poszukiwaniach pozwala w końcu cieszyć się procesem. Siła spektaklu pojawia się w momencie akceptacji chaosu. 

 
Kategorie:


Cytat Dnia

„Zapolska śmiała się z idei, by »kobieta miała iść przez życie cicho i spokojnie«. Taki gorset społecznych oczekiwań wpychał jednak kobiety w równie groteskowy stan, jakim dziś może być hałaśliwe manifestowanie wariacko rozumianej niezależności. Znanej aż nazbyt dobrze z czarnych marszy i mającej odzwierciedlenie na przykład w agresywnej proaborcyjnej propagandzie”

Sylwia Krasnodębska o „Moralności pani Dulskiej”, reż. Anna Augustynowicz; „Gazeta Polska”, 8.07.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL