Są aktorzy, których pamięta się przede wszystkim z jednej wielkiej roli. Są też tacy, których obecność na scenie staje się gwarancją jakości, niezależnie od tego, czy powierzono im rolę pierwszoplanową, czy pozornie epizodyczną. Do tej drugiej grupy bez wątpienia należy Maria Ciunelis, obchodząca dziś urodziny aktorka Teatru Ateneum.
Od lat obserwuję jej drogę sceniczną i za każdym razem uderza mnie jedno – niezwykła uczciwość wobec postaci. Ciunelis nie szuka efektowności. Nie zabiega o to, by skupić na sobie uwagę. Raczej cierpliwie buduje człowieka. Dzięki temu jej bohaterowie zostają z widzem na długo po zakończeniu spektaklu.
Pierwszym wielkim spotkaniem była dla mnie Antygona w Nowym Jorku Janusza Głowackiego w reżyserii Izabelli Cywińskiej. Anita w jej wykonaniu nie była jedynie jedną z bezdomnych zagubionych w nowojorskiej rzeczywistości. Była kobietą z krwi i kości – pełną godności mimo upadku, czułości mimo brutalności świata. Maria Ciunelis potrafiła wydobyć z tej postaci wszystko to, co u Głowackiego najważniejsze: śmiech, który boli, i rozpacz, która nie potrzebuje patosu.
Po latach przyszło Ja, Feuerbach. Spektakl Piotra Fronczewskiego był wielką opowieścią o zawodzie aktora, ale również o ludzkiej samotności. Maria Ciunelis, choć nie znajdowała się w centrum wydarzeń, stworzyła postać niezwykle precyzyjną. Była obecna z dyskretną siłą, przypominając, że wielkie aktorstwo nie zawsze mierzy się liczbą wypowiedzianych kwestii. Czasem wystarczy spojrzenie, gest, sposób słuchania partnera.
W ostatnich latach z zainteresowaniem obserwowałem jej kolejne role w Ateneum. W Cesarzu Mikołaja Grabowskiego znakomicie odnalazła się w teatralnej konwencji, która wymagała jednocześnie dystansu i precyzji. W Ławie przysięgłych jako Przewodnicząca budowała napięcie spokojem, pokazując, że autorytet można stworzyć bez podnoszenia głosu.
Nie sposób zapomnieć także o Gąsienicy w Alicji w Krainie Snów. To jedna z tych kreacji, które pokazują aktorską wyobraźnię. Z pozoru baśniowa postać nabierała w interpretacji Marii Ciunelis nieoczywistego wymiaru – była jednocześnie zabawna, tajemnicza i mądra. Aktorka po raz kolejny udowodniła, że nie istnieje dla niej podział na role „większe” i „mniejsze”. Każda zasługuje na pełne zaangażowanie.
W Zesłaniu, czyli anty-tragedii syberyjskiej ponownie spotkała się z Mikołajem Grabowskim. Był to teatr opowiadający o historii bez pomnikowości, a Ciunelis znakomicie wpisywała się w zespołowy charakter przedstawienia, zachowując przy tym własną sceniczną wyrazistość.
Kilka miesięcy temu oglądałem ją w Mój syn chodzi, tylko trochę wolniej. To spektakl niezwykle delikatny i boleśnie prawdziwy. Maria Ciunelis była jego ważnym emocjonalnym filarem. Bez łatwego sentymentalizmu, za to z ogromnym wyczuciem pokazywała codzienność ludzi, którzy uczą się żyć z tym, czego nie da się zmienić. Właśnie w takich rolach najpełniej ujawnia się jej aktorska dojrzałość.
Najnowszym spotkaniem była Królowa Małgorzata w Iwonie, księżniczce Burgunda w reżyserii Anny Augustynowicz. Gombrowiczowska groteska wymaga precyzji, dyscypliny i świadomości formy. Maria Ciunelis odnalazła się w tym świecie znakomicie, tworząc postać jednocześnie komiczną i niepokojącą, podporządkowaną rytmowi spektaklu, a jednocześnie wyraźnie naznaczoną własną osobowością.
Patrząc na dorobek Marii Ciunelis, łatwo wymieniać nagrody, role filmowe czy serialowe. Dla mnie jednak najważniejsze pozostają te wieczory spędzone w Teatrze Ateneum. To tam przez lata mogłem obserwować aktorkę, która nigdy nie idzie na skróty. Która nie gra dla efektu, lecz dla prawdy scenicznej. Która potrafi być równie przekonująca w ciszy, jak inni bywają w najbardziej efektownych monologach.
Dziś, w dniu jej urodzin, pozostaje życzyć Marii Ciunelis przede wszystkim kolejnych ról, które będą wyzwaniem. Bo jest jedną z tych artystek, które z wiekiem nie tracą scenicznej energii – przeciwnie, z każdym sezonem pokazują, że doświadczenie może być najcenniejszym aktorskim talentem. A widzowie Teatru Ateneum mogą czuć się szczęściarzami, że od ponad czterech dekad jest częścią zespołu tej sceny.
Teatr Ateneum