W podróży towarzyszą mu żona, służący Ernst Ludwig oraz papuga Fryderyk (której Kant przypisuje wyższość intelektualną). Na statku znajduje się również bezgranicznie zakochana w Ameryce i wyraźnie skupiona na realizowaniu wybujałych zapędów konsumpcjonistycznych Milionerka (Urszula Gryczewska), Kardynał (reprezentant Kościoła, którą to instytucję Kant oskarża o „mord na naturze”), Pan Słonecznik — kolekcjoner sztuki, Kapitan i Generał. Każda postać to osobny świat i Europa w miniaturze: inteligencja, religia, sztuka, władza — wszystko dryfuje bez kierunku, po omacku.
Scenografia Józefa Gałązki jest genialna w swojej beznadziei. Nad łajbą wiszą rybackie sieci pełne plastikowych śmieci. To nie tylko metafora. To diagnoza: do takiego stanu doprowadzamy naszą planetę, ale też myśl, filozofię i wartości, mając jednocześnie apetyty na wyścig w maratonie autorytetów.
Widownia siedzi wokół małej platformy-statku, pozbawiona komfortowego dystansu od tradycyjnej sceny. To zabieg, który działa — niewygoda fizyczna staje się niewygodą egzystencjalną. Nie możemy się bezpiecznie schować. Tym bardziej że zespół aktorski szuka interakcji, wręcz wciąga na pokład.
W wielkiego myśliciela wciela się Agnieszka Kwietniewska. Kobieta gra postać wyrwaną z patriarchalnej rzeczywistości — taka decyzja obsadowa jest komentarzem samym w sobie. Kant pisał wprost, że nauka i głębsza spekulacja filozoficzna nie przystoją kobietom. Nie był to margines jego myśli, lecz spójny pogląd. Rozjazd między deklarowanymi ideałami oświeceniowego rozumu a rzeczywistą praktyką wykluczenia? Przecież i dziś to przykra, a jednak norma.
Tym bardziej nie dziwi, że Kant Kwietniewskiej to już nie tyle ekscentryk, co dziwak. Człowiek, który żyje w różnych przestrzeniach jednocześnie: to filozofuje o Leibnizu, monologuje o prawdzie, to przejmuje się wyborem ziaren dla papugi i narzeka na ból karku. Kant w tej interpretacji nie jest ikoną, a istotą chorą, nieznośną i upadającą. Niezwykle kontrastowa jest na tym tle Milionerka (Urszula Gryczewska) — żywiołowa, energetyczna, spragniona życia.
Na koniec Kant „dziękuje za uwagę”. Wyraźnie akcentuje słowo „uwagę”. To jak puszczenie oczka do widowni i wyrażenie nadziei, że poza humorem i śmiesznościami zauważyliśmy te wiszące nad nami śmieci.