Spektakl „Dziady” w reżyserii Jakuba Skrzywanka, prezentowany w Narodowym Teatrze Dramatycznym w Kownie, od początku lokuje się w wyraźnie zarysowanym przez twórcę projekcie reinterpretacyjnym. Z zapowiedzi i wypowiedzi reżysera wyłania się koncepcja oparta na kilku zasadniczych tezach: romantyzm zostaje tu potraktowany jako potencjalnie niebezpieczny paradygmat, w którym heroizm łatwo przechodzi w przemoc; historia Europy Środkowo-Wschodniej jawi się jako przestrzeń dziedziczonych traum, „ziemia nasiąknięta krwią”; centralna figura romantycznego bohatera poddana zostaje krytyce jako nośnik opresyjnych, zwłaszcza patriarchalnych wzorców; wreszcie – całość ma przybrać formę współczesnego „rytuału społecznego”, który nie tyle rekonstruuje, co przetwarza i aktualizuje doświadczenie wspólnoty. W tle tych założeń wyraźnie pobrzmiewa nieufność wobec samego Adama Mickiewicza – jego wizji bohatera i etyki wpisanej w dramat.
Litewska recepcja spektaklu zdaje się w dużej mierze potwierdzać skuteczność tej strategii. Relacje prasowe podkreślają przede wszystkim siłę scenicznych obrazów – wojny, przemocy i historycznych traum – a także ich wyraźne osadzenie w aktualnym kontekście litewskim, naznaczonym lękiem przed konfliktem i napięciami geopolitycznymi. Zwraca się uwagę na intensywność rytuału, który nie ma już charakteru metafizycznego, lecz staje się doświadczeniem cielesnym i wspólnotowym, oraz na sugestywność scenografii i wizualnej kompozycji. W tym ujęciu spektakl jawi się jako konsekwentna i mocna reinterpretacja, trafnie zakorzeniona w lokalnym doświadczeniu, a zarazem emocjonalnie i politycznie „potrzebna”.
Na tym tle rodzi się jednak zasadnicza wątpliwość: czy Dziady rzeczywiście są adekwatnym nośnikiem tez, które stawia reżyser? Można odnieść wrażenie, że dramat Mickiewicza zostaje tu w znacznym stopniu zinstrumentalizowany – staje się raczej pretekstem dla autorskiej wypowiedzi niż równorzędnym partnerem dialogu. To przesunięcie rodzi pytanie o status samego przedstawienia: czy mamy jeszcze do czynienia z interpretacją, czy już z autonomicznym spektaklem „na motywach”, który korzysta z romantycznego tekstu jedynie jako punktu wyjścia.
Wątpliwości pogłębia także sposób, w jaki inscenizacja obchodzi się z istotą Mickiewiczowskiego dramatu. U Adama Mickiewicz rytuał „Dziadów” ma wymiar przede wszystkim metafizyczny – jest przestrzenią spotkania żywych i umarłych, próbą zrozumienia sensu cierpienia, które nie sprowadza się do doświadczenia przemocy, lecz staje się drogą poznania i moralnej przemiany. Tymczasem w spektaklu metafizyka zostaje zastąpiona polityką i historią, rytuał przekształca się w spektakl przemocy, a duchowość ustępuje miejsca doświadczeniu zbiorowej traumy. To rozminięcie z podstawową strukturą dramatu może stanowić główną oś krytyczną wobec tej realizacji.
Nie bez znaczenia pozostaje również nagromadzenie znaczeń i odniesień, które – choć efektowne – prowadzi do pewnego przeciążenia interpretacyjnego. Obecność totalitaryzmów XX wieku, wojennych obrazów przemocy, odniesień do współczesnej kultury cyfrowej i popkultury tworzy gęstą sieć skojarzeń, która chwilami zdaje się rozsadzać ramy pierwotnego tekstu. W efekcie sens dramatu ulega rozmyciu, a widz zostaje postawiony wobec nadmiaru impulsów, które nie zawsze układają się w spójną całość.
Paradoksalnie, spektakl, który podejmuje krytykę romantycznego paradygmatu – jego skłonności do skrajnych emocji, totalnych wizji i przemocy – sam operuje środkami o podobnej intensywności. Rozmach inscenizacyjny, ekstremalne obrazy i silne afekty budują doświadczenie bliskie temu, co reżyser próbuje podważyć. W tym sensie można zadać pytanie, czy przedstawienie nie reprodukuje – choćby nieświadomie – mechanizmów, które deklaratywnie demaskuje.
Nie oznacza to jednak, że propozycja Jakuba Skrzywanka pozbawiona jest wartości. Przeciwnie – pozostaje ona wyrazistym i ważnym głosem, silnie zakorzenionym w aktualnym kontekście społecznym i politycznym Litwy. Problem nie leży więc w samej diagnozie, lecz w doborze narzędzia. O ile bowiem litewska prasa akcentuje aktualność i potrzebę tej reinterpretacji, o tyle zasadnicza wątpliwość dotyczy relacji spektaklu z tekstem Mickiewicza. „Dziady” okazują się tu nie tyle przestrzenią dialogu, ile materiałem podporządkowanym wcześniej przyjętej tezie – a to przesuwa ciężar przedstawienia z interpretacji w stronę autorskiego manifestu.
Warto dodać, że spektakl oglądałem w towarzystwie dwóch osób zawodowo zajmujących się teatrem, które skłonne były raczej bronić tej realizacji i nie w pełni podzielały moje wątpliwości. Co jednak znamienne, także ich interpretacje poszczególnych scen i obrazów nie zawsze były ze sobą zbieżne. Ten rozdźwięk – obecny nie tylko między nami, ale i w obrębie samego odbioru przedstawienia – może świadczyć o wieloznaczności i otwartości propozycji Jakuba Skrzywanka, ale też o pewnym braku komunikacyjnej precyzji. Być może bowiem siła spektaklu tkwi właśnie w jego zdolności do prowokowania sporów i rozbieżnych odczytań – pytanie tylko, czy jest to efekt świadomie zaprojektowanej polifoniczności, czy raczej konsekwencja nadmiaru znaczeń, które nie zawsze układają się w czytelną, sceniczną całość.
Narodowy Teatr Dramatyczny w Kownie