Czy w Międzynarodowym Dniu Teatru wypada iść do kina? Oczywiście – szczególnie jeśli ogląda się film o teatrze. 27 marca 2026 roku miała miejsce polska premiera „Kokuhō”, opowieści o japońskim teatrze kabuki.
Oparty na powieści Shūichiego Yoshidy film Sang-ila Lee, japońskiego reżysera o koreańskich korzeniach, przedstawia historię Kikuo Tachibany (Ryō Yoshizawa), syna przywódcy yakuzy, który jako nastolatek traci ojca w porachunkach mafijnych i zostaje oddany pod opiekę uznanego aktora kabuki, Hanjirō Hanaiego (Ken Watanabe). Objawiający naturalny talent aktorski Kikuo rozpoczyna wymagające i wyczerpujące treningi u boku Shunsukego (Ryūsei Yokohama), syna swojego mentora. Kiedy Hanjirō wyznacza Kikuo na swojego dublera w sztuce należącej do absolutnego kanonu teatru kabuki, przyjacielska rywalizacja obu młodzieńców przeradza się w skomplikowaną sieć synowskich powinności, dążenia do artystycznej perfekcji oraz blasków i cieni życia w strukturach tradycyjnej japońskiej sztuki widowiskowej.
Od czasu oficjalnej premiery podczas 78. Festiwalu Filmowego w Cannes w maju 2025 roku oraz japońskiej premiery w czerwcu 2025, „Kokuhō” pozostaje w repertuarze japońskich kin i obecnie plasuje się na piątym miejscu najbardziej kasowych japońskich produkcji filmowych (przychód z biletów przekroczył 20 miliardów jenów, czyli ok. 460 tysięcy złotych), wyprzedzane jedynie przez cztery pełnometrażowe filmy animowane (w tym dwie produkcje legendarnego Studia Ghibli). W zestawieniu uwzględniającym filmy produkcji niejapońskiej, wyprzedają go jeszcze tylko dwie pozycje: „Titanic” oraz „Kraina lodu”. Obraz wybrano japońskim kandydatem do tegorocznych Oscarów: znalazł się na krótkiej liście opublikowanej w grudniu 2025, choć ostatecznie otrzymał tylko nominację w kategorii charakteryzacja i fryzury. Bardziej poszczęściło mu się za to podczas ceremonii rozdania 49. nagród Japońskiej Akademii Filmowej w marcu 2026 roku. Oprócz nagrody za reżyserię oraz najlepszą rolę męską, „Kokuhō” doceniono również w kategoriach: najlepszy scenariusz, muzyka, zdjęcia, światło, dźwięk, reżyseria artystyczna (Art Direction) oraz montaż; nagrodę dla najlepszego młodego aktora roku otrzymała natomiast Ai Mikami, odtwórczyni drugoplanowej roli gejszy Fujikomy.
Czy wyróżnienia te są uzasadnione? Zdecydowanie tak. „Kokuhō” jest kompletnym, starannie przemyślanym obrazem, przygotowanym we współpracy z aktorami teatru kabuki, sztuki widowiskowej wywodzącej się z XVII wieku, w 1965 roku wpisanej – obok Noh i bunraku/jōruri – na japońską listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego (w roku 2008 wszystkie trzy wymienione powyżej odmiany japońskiego teatru dołączyły również do grona sztuk widowiskowych określanych przez UNESCO mianem światowego dziedzictwa niematerialnego ludzkości). Charakterystyczne cechy kabuki to muzyczność (każdemu przedstawieniu towarzyszy zespół muzyków grających na żywo), widowiskowe kostiumy, sztuki podejmujące tematy honoru, odwagi i miłości, i przede wszystkim – aktorzy płci męskiej odtwarzający role kobiece. Ze względów obyczajowych w połowie XVII wieku kobietom zakazano występowania w sztukach kabuki: od tego czasu datuje się rozwój sztuki onnagata, aktorów specjalizujących się w rolach wszelkich innych postaci kobiecych obecnych na scenie. Osiągnięcie mistrzostwa w przedstawianiu nie tyle realistycznego obrazu kobiety, lecz raczej wyidealizowanej i „wydestylowanej” kobiecości, to kwestia wielu lat intensywnej pracy i treningu, co możemy doskonale zaobserwować w „Kokuhō”. Film zawiera liczne fragmenty sztuk należących do absolutnego kanonu kabuki: na potrzeby polskiego widza zostały one opatrzone krótkimi streszczeniami wyjaśniającymi fabułę danego utworu dramatycznego bądź tanecznego. Sceny te zostały przygotowane z wielką starannością i dbałością o szczegóły, odzwierciedlając widowiskowość oraz nieuchwytne piękno cechujące tę formę teatru. Odtwarzający rolę Kikuo Ryō Yoshizawa (rocznik 1994) nie jest, oczywiście, zawodowym onnagata – przed rozpoczęciem zdjęć pracował jednak przez półtora roku pod kierunkiem aktorów kabuki, ucząc się technik tańca, aktorstwa oraz wcielania się w postaci kobiece. Efekt jest bardzo zadowalający, a przy tym świetnie wpisuje się w fabułę filmu.
„Kokuhō” jest bowiem opowieścią o relacji między wrodzonym talentem a pozycją rodzinną. Podobnie jak inne tradycyjne japońskie sztuki widowiskowe, kabuki opiera się na systemie rodowym: aktorzy pochodzą najczęściej z rodzin, w których większość mężczyzn praktykowała i praktykuje tę formę teatru. Kiedy w rodzinie aktora kabuki rodzi się chłopiec, jego przyszłość jest niejako zdeterminowana. Od dzieciństwa będzie się przygotowywał do pracy na scenie (debiut w wieku wczesnoszkolnym czy nawet przedszkolnym nie jest w tym środowisku niczym dziwnym) pod kierunkiem ojca, dziadka, wujów czy braci; najczęściej również przejmie emploi swojego ojca – czyli będzie się wcielał, odpowiednio, w role kobiece (onnagata) lub męskie (tachiyaku). Jeżeli jest najstarszym synem i pójdzie w ślady ojca, a przy tym da się poznać jako utalentowany artysta, ważnym punktem w jego karierze będzie przyjęcie pseudonimu scenicznego kojarzonego z najsłynniejszymi aktorami pochodzącymi z jego rodu. Zdarzają się, oczywiście, aktorzy niepochodzący z rodzin tradycyjnie związanych z kabuki, przyjęci do terminu w bardzo młodym wieku – dopóki jednak nie udowodnią swojego talentu i predyspozycji będą zajmować niższą pozycję w hierarchii aktorskiej niż ich rówieśnicy wychowani w rodzinach typowo aktorskich. Z tym właśnie problemem będzie musiał się zmierzyć pochodzący spoza kręgu kulturowego kabuki Kikuo, poddawany rozlicznym próbom na kolejnych etapach swojej kariery i zawsze stawiany na gorszej pozycji wyjściowej niż urodzony w domu „aktorskim” Shunsuke.
Ukoronowaniem kariery aktora kabuki, podobnie jak aktorów innych tradycyjnych japońskich form scenicznych, jest uzyskanie tytułu Żyjącego Skarbu Narodowego: ningen kokuhō (tytuł filmu Lee pochodzi właśnie od tego wyrażenia). Jest to wyróżnienie przyznawane czołowym przedstawicielom tradycyjnych form sztuki widowiskowej oraz rzemiosła, którzy swoim talentem i mistrzostwem wykonania przyczyniają się do kultywowania ciągłości poszczególnych form tradycyjnej działalności artystycznej. Uzyskanie tytułu wiąże się również z otrzymaniem rocznego stypendium w wysokości dwóch milionów jenów (około 46 tysięcy złotych) na poczet dalszej działalności artystycznej. Od czasu ustanowienia tytułu ningen kokuhō w 1955 roku otrzymało go 203 aktorów i wykonawców tradycyjnych sztuk scenicznych, z czego jedynie pięciu onnagata: obecnie żyje tylko jeden, Bandō Tamasaburō V (co ciekawe, niepochodzący z rodziny aktorskiej!). Dla bohaterów „Kokuhō” uznanie za żyjący skarb narodowy to absolutny szczyt kariery – marzenie, dla którego gotowi są poświęcić wszystko. Pytanie brzmi, czy w ostatecznym rozrachunku osiągną cel, który uświęci prowadzące do niego środki. Odpowiedź pozostawiam widzom.
Od dnia japońskiej premiery „Kokuhō” do dnia premiery polskiej upłynęło niemal dziesięć miesięcy. W ostatnim tygodniu marca 2026 film pozostawał w repertuarze wielu japońskich kin, zaobserwowano również zainteresowanie spektaklami kabuki – od czasu premiery filmu sprzedano około 20 procent więcej biletów niż w analogicznym okresie przed premierą. Japońskich widzów nie odstrasza nawet długość filmu (2 godziny 54 minuty to dużo jak na tamtejsze standardy): miło jest mi poinformować, że po seansie premierowym w warszawskiej Kinotece również nikt nie zrywał się, by jak najszybciej opuścić salę kinową. Widownię przepełniała cisza, podczas filmu nikt nie jadł, nie rozmawiał ani nie spoglądał w telefon. Wśród widzów można było za to wyczuć napięcie i skupienie podobne do koncentracji aktorów, do uważności operatorów filmowych wychwytujących subtelne szczegóły i pięknie prezentujących powab kabuki. Wszystkim osobom zainteresowanym teatrem japońskim i poszukującym dogodnego „punktu zaczepienia” do bliższego zapoznania się z jego specyfiką gorąco polecam wizytę w kinie i spojrzenie na świat z perspektywy sceny kabuki.
Kinoteka