Slide
previous arrow
next arrow
40 lat monoteatru w Toruniu - Teatr dla Wszystkich

40 lat monoteatru w Toruniu

Na afiszu

40 lat monoteatru w Toruniu

Aram Stern pisze o 40. Toruńskich Spotkaniach Teatrów Jednego Aktora w Toruniu.

Opublikowano: 2026-04-07
fot. Agnieszka Seidel-Kożuch

Jubileuszowa, 40. edycja Toruńskich Spotkań Teatrów Jednego Aktora w Toruniu ponownie okazała się bardzo interesująco skomponowanym przeglądem teatru jednoosobowego – nie tylko pod względem doboru repertuaru, ale również formy.
W Teatrze Baj Pomorski w Toruniu, tym razem w marcu, obejrzeć można było teatr jednej aktorki i aktora, mocno osadzony w historii monoteatru, ale również podlegający ewolucji na miarę XXI wieku. Wygrała jednak tradycja.

Lewandowski wygrywa

Głównym triumfatorem 40. Toruńskich Spotkań Teatrów Jednego Aktora w Toruniu został Łukasz Lewandowski. Nagrodzony trzykrotnie: za rolę w monodramie „Historia Jakuba” przez Kapitułę ZASP Oddziału Bydgosko-Toruńskiego za kreację aktorską, Kapitułę Nagrody Antoniego Słocińskiego za wierność autorowi tekstu oraz Kapitułę Akredytowanych Dziennikarzy m.in. za głębię duchowego przesłania spektaklu.

Monodram wyreżyserowany przez Aldonę Figurę według tekstu Tadeusza Słobodzianka i zrealizowany w Teatrze Ateneum im. Stefana Jaracza w Warszawie zachwycił publiczność i jurorów zarówno ascetyczną formą (aktor, krzesło i muzyka), ale przede wszystkim magnetyzmem jaskrawych postaci wykreowanych przez aktora w opowieści. Z narastającym zaciekawieniem obserwujemy w niej zmienny los bohatera, jego walkę, oczyszczenie i proces zawarcia zgody ze światem. Tym bardziej że „Historia Jakuba” oparta jest na prawdziwych przeżyciach księdza Romualda Jakuba Waszkinela-Wekslera, który jako człowiek dojrzały dowiaduje się o swych żydowskich korzeniach.

Bez wątpienia doskonałe aktorstwo, skupienie, koncentracja i precyzja wykonania monodramu wpłynęły na jednogłośny werdykt dziewięciorga osób z trzech kapituł oceniających dziesięć spektakli TSTJA. W swej tak mocno klasycznej formie monodram Lewandowskiego mógł być nagrodzony również przed półwieczem podczas pierwszej edycji Toruńskich Spotkań Jednego Aktora (przez dekadę festiwal był organizowany we Wrocławiu). Cóż, nieco archaiczna formuła organizacyjna TSTJA, z obradami aż trzech kapituł na jednym festiwalu (ich zamianę w jedno, profesjonalne jury mistrzów monodramu postulowano tutaj już przed rokiem), w skład których weszły osoby w zbliżonym wieku, sprawiła, iż zasłużenie, ale i zaskakująco, tylko jeden Łukasz Lewandowski wyjechał z Torunia z wszystkimi regulaminowymi nagrodami.

Lalki mikro i makro w monodramach

Dwie kapituły wyróżniły tylko słownie monodram „Gnój” młodego aktora Teatru Lalki i Aktora w Wałbrzychu – w wykonaniu Miłosza Sadowskiego. Spektakl na podstawie powieści Wojciecha Kuczoka o tym samym tytule, wyreżyserowany przez Kornela Sadowskiego, jest historią o kształtowaniu się losów mieszkańców poniemieckiego domu, wchłoniętego i przejętego przez Polskę. Jest także wstrząsającą opowieścią o przemocy domowej, opowiedzianą jednak w przewrotnie urzekająco mikroskopijny sposób – stolikowymi marionetkami sycylijskimi, przy których animator wykorzystuje bezwład lalek i siłę grawitacji.

Na dużym stole Miłosz Sadowski (także autor scenografii i lalek) stwarza świat magicznie nieatrakcyjny, niedopracowany, tkwiący w DNA osób wychowanych w PRL-u i traumach twardej ręki ojca, wieloma środkami, głosami i spokojem narratora opowieści częściowo w języku śląskim. Wstrząsa i bawi jednocześnie, nawet gdy zawiedzie technika. Widać talent i świetny warsztat, więc nie dziwi, że tydzień przed pokazem toruńskim Miłosz Sadowski otrzymał Nagrodę POLUNIMA dla najbardziej obiecującego aktora-lalkarza/aktorki-lalkarki młodego pokolenia za sezon artystyczny 2024/2025, ufundowaną przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Z kolei Karolina Sadowska (zbieżność nazwisk) w monodramie „Lot”, wyreżyserowanym przez Agę Błaszczak w Olsztyńskim Teatrze Lalek, opowiada już w skali makro tragiczną historię pilotki Janiny Lewandowskiej, jedynej kobiety zamordowanej w Katyniu. Plastyczna narracja tej opowieści, z wykorzystaniem dużych lalek hybrydowych (scenografia: Magdalena Przywara), mogła nieco przytłaczać widzów, tudzież zatrzymać na dłuższy czas w głowach przejmujący monolog finałowy z lotu 1040. Monodram Karoliny Sadowskiej, tworzącej na scenie rzeczywistość pomiędzy życiem a śmiercią, był jednym z kilku reprezentujących teatr biograficzny podczas tegorocznej edycji TSTJA.

Bioteatr i multimedia w monodramie

Dwa monodramy odbiegły mocno od festiwalowych wzorców, ale nakreślają kierunek, w jakim pójdzie ta forma teatralna. W obu niemałą rolę odegrały multimedia.

W górach

Niezwykle intensywną obecność sceniczną i porywającą autentyzmem sugestywność postaci swego bohatera stworzył aktor Narodowego Teatru Starego w Krakowie, Krystian Durman, w monodramie-misterium „Hibernacja”, wyreżyserowanym przez Beniamina Bukowskiego w Teatrze Małym w Tychach. Mocą jego monodramu jest fakt, że zostawił w widzach wyraźny ślad – pytania bez prostych odpowiedzi, poruszenie i refleksję oraz zachwyt nad niebywale nowoczesną formą multimedialną przedstawienia. Trudno powiedzieć, czy Krystian Durman gra wspinacza wysokogórskiego (nie „himalaistę”) Tomka Mackiewicza, czy go spirytystycznie przywołuje, czy może pragnie przypomnieć jego fanom postać bezkompromisowego i niezależnego „Czapkinsa”, jego „…życie na speedzie, tylko bez dragów”, zakończone w 2018 roku na Nanga Parbat. Naga góra jest obecna, zawieszona na czerwonych pasach nad sceną (scenografia: Mirek Kaczmarek), wróży katastrofę – pewnie robiłaby jeszcze bardziej przytłaczające wrażenie, gdybyśmy (jak w Tychach) siedzieli pod nią na scenie – ale i tak, gdy Nanga kusi i ocenia Mackiewicza, gdy z nim rozmawia, gdy wreszcie aktor tańcem Mahakali przywołuje duchy, oddaje boską furię i kosmiczną równowagę Himalajów – jesteśmy tam wysoko z nim w stu procentach!

Także dzięki spektakularnemu finałowi, z oprawą graficzną Maćka Malinowskiego, muzyką i fenomenalnym dźwiękiem immersyjnym Wojtka Kiwera czy ruchem scenicznym opracowanym przez Maćka Prusaka – już wiemy, że „Hibernacja” to nie teatr jednego wieczoru, to doświadczenie.

Nad drutami obozu

O ile Mackiewicza można było darzyć sympatią od początku spektaklu o nim, o tyle bohater monodramu Grzegorza Sierzputowskiego „Ptaki krzyczą nieustannie”, Günther Niethammer – ornitolog, naukowiec – lubić się nie pozwala. Choć we wstępie sympatycznie wchodzi w interakcję z publicznością, którą zachęca do naśladowania przeróżnych ptaków, to po kilku minutach odbiór widowni gęstnieje. Niethammer swoją pasję zaczyna realizować w KZ Auschwitz, wcielony do Waffen SS, gdzie – jak twierdzi – jest tylko strażnikiem. Wewnętrznie bohater monodramu w reżyserii Michała Telegi pozostaje ptakiem, który wibruje w nim, kocha go w sobie – a jednocześnie zabija. Intensyfikacja budowania napięcia postaci w spektaklu zdaje się falować niczym ptasie skrzydła, a o złożoności ludzkiej natury i zobojętnieniu wobec przemocy można by długo dywagować… i mieć ciągle przed oczami przejmującą choinkę z drutu kolczastego w oprawie wizualnej, opracowanej przez Jacka Kościuszko.

Mistrzowski monoteatr lżejszego gatunku

W trakcie 40. edycji Toruńskich Spotkań Jednego Aktora mieliśmy możliwość odreagowania od złożonych losów jej bohaterów w trzech nie tak zawikłanych emocjonalnie monodramach.

Agnieszka Przepiórska, mistrzyni sztuki monodramu, od lat obecna na TSTJA, zagrała w monospektaklu „Jadwiga”, poświęconym zmarłej przed trzydziestu laty niewidomej poetce Jadwidze Stańczakowej, żyjącej w cieniu depresji i sławy Mirona Białoszewskiego. W tekście Piotra Rowickiego i w reżyserii Anny Gryszkówny aktorka co prawda zmierza się z cieniami getta, utraconych bliskich i stanu depresji, ale w wyważonym stylu przechodzi w świat przebojowej kobiety, która „widzi” o wiele więcej niż wszyscy dookoła.

Z kolei monodram stworzony przez Ewę Ziętek – „Nieostrość widzenia” – przeniósł widzów w świat wrażeń i emocji, gdzie głównym tematem jest nieostrość widzenia – zarówno dosłowna, jak i metaforyczna. Opowiedziana z bliskiej perspektywy historia Zofii Książek-Bregułowej, polskiej aktorki, poetki, łączniczki AK, splata się na scenie z retrospekcją Ewy Ziętek na temat jej własnego życia, m.in. debiutu sprzed 54 lat w filmie „Wesele” Andrzeja Wajdy. Ze scenariuszem Remigiusza Grzeli „Nieostrość widzenia”, wyreżyserowana przez Wawrzyńca Kostrzewskiego, wyraźnie wyostrzyła publiczności TSTJA zarówno kawałek historii kultury polskiej, jak i poprawiła zmącony marcową aurą nastrój.

Pojawił się także w tym roku, nagrodzony w 2018 roku na 33. TSTJA za nieoczywisty i prowokujący monodram „Samospalenie”, Przemysław Bluszcz, który na jubileuszowej edycji festiwalu zaprezentował słynny tekst belgijskiego dramaturga Jeana-Pierre’a Dopagne’a „Belfer”. Autor debiutował tym dramatem na polskiej scenie w 2004 roku i zapadł wielu w pamięć dzięki kreacji wybitnego aktora Wojciecha Pszoniaka. Niedawna premiera „Belfra” w reżyserii Jacka Bończyka w Teatrze Ateneum, w wykonaniu Przemysława Bluszcza, stawia więc wysoko poprzeczkę w sztuce monodramu, tym bardziej w ciągle aktualnym tekście o doprowadzeniu profesora liceum do ostateczności. Bluszcz bawi w „Belfrze” teatrem w teatrze, żywym i błyskotliwym tekstem, ale przede wszystkim zniewala znakomitą kreacją jednego aktora – czym wywołał rzadko obecne na TSTJA piski aplauzu w „interpretacji” studentek Katedry Projektowania Graficznego UMK (autorek nagrodzonych plakatów festiwalowych).

Wśród wydarzeń towarzyszących 40. edycji również obejrzeliśmy pokaz świetnych etiud laureatów XXI Konkursu Interpretacji Teatralnej dla Dzieci i Młodzieży oraz można było wziąć udział w dyskusji producenckiej „Przyszłość planety MONO” i zajrzeć w kulisy produkcyjne polskich festiwali prezentujących sztukę monodramu oraz spektakli jednoosobowych. Oczywiście po każdym monodramie zadawano wiele ciekawych pytań podczas spotkań prowadzonych przez Tomasza Miłkowskiego i Mateusza Nowaka.

Konsternacje na widowni

A jakże ważna publiczność, mimo zmiany terminu TSTJA z czerwcowego na marcowy i trwających w tym samym czasie w Toruniu 34. Alternatywnych Spotkań Teatralnych KLAMRA ‘2026, nie zawiodła i często w stu procentach zapełniała trzy widownie Teatru Baj Pomorski! Zdarzały się co prawda, jak co roku, drobne konsternacje: ktoś samowolnie przestawiał kosz z kwiatami przed galą, inny głośno rozmawiał podczas spotkania z aktorką, starsza pani znów nie wyciszyła telefonu, a jeden z jurorów z takim zachwytem prawił ze sceny po ogłoszeniu werdyktu o zaletach warszawskiej szkoły teatralnej, że bardzo zdenerwował gości m.in. z Krakowa. A przypuszczalnie chciał przykryć niesmak festiwalowej publiczności po czytanych z kartek (!) tekstach Jacka Cygana w monodramie Adama Ferencego „Sprzedawca życzeń”, skądinąd absolwenta warszawskiej PWST sprzed pół wieku…

Jednak wedle anegdoty opowiedzianej przez Agnieszkę Przepiórską: „…iż adoptowana ze schroniska suczka Krystyny Jandy, Sonia, gryzie tylko mało zdolnych” – zaświadczam, że wśród zaproszonych artystów na 40. edycję TSTJA w Toruniu nie znalazłaby ani jednej osoby, której mogłaby wbić zęby w łydkę!

Teatr Baj Pomorski 

Kategorie:


Cytat Dnia

„Reżyserka bardzo umiejętnie wykorzystuje też ciekawe obiekty i nietypowe lalki czy fluorescencyjne materiały, świecące w ciemności”

Przemek Gulda o „Fauście”, reż. Judyta Berłowska; Instagram/guldapoleca, 15.04.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL