Punktem obowiązkowym i jednocześnie oryginalną tradycją Międzynarodowego Festiwalu Sztuki Mimu jest Modern Mime Evening, zapoczątkowany ponad dwadzieścia lat temu przez twórców warszawskiego festiwalu.
Chociaż program i treść pozostają tajemnicą niemal do końca, a Wieczór Współczesnej Pantomimy ostateczny kształt przybiera w ostatnich godzinach przed występem, warto zauważyć, że wierni wielbiciele sztuki mimu potrafią wcześniej wskazać tych, którzy pojawią się na scenie.
Tegoroczny spektakl jak zwykle składał się z etiud teatralnych artystów z różnych krajów, zróżnicowanych w stylu i formie, niezwykle dynamicznych, zabawnych lub przeciwnie, wyciszonych i lirycznych. Dzięki temu możemy się przekonać, jak uniwersalną, ale równocześnie zmienną i bogatą w wyrazie jest sztuka milczenia.
Krótkie formy prezentowane przez artystów z Polski, Francji, Hiszpanii, Kolumbii i Włoch to rodzaj wizytówki, esencja stylu każdego z występujących. Warto wspomnieć, że wieloczęściowy spektakl będący kulminacją cyklu wydarzeń jest powrotem do korzeni, ponieważ sztuka pantomimy, jaką znamy i podziwiamy obecnie, wyrosła właśnie z krótkich form.
Pierwszą spośród jedenastu prezentowanych etiud był minispektakl przygotowany przez Camille Boitel i Seve’a Bernarda. Oparty na tradycyjnym języku mimu, z intrygującym konceptem rozbawił całą publiczność. W ciągu kilku minut, przy użyciu kilku rekwizytów artyści potrafili oddać charakter granych postaci, w klarowny i czytelny sposób opowiedzieć ciekawą historię, przykuć uwagę i rozśmieszyć.
Cały festiwalowy wieczór to rodzaj barwnego kolażu, formowanego z kilkunastu etiud o różnym charakterze i energii. Druga z pantomim, w wykonaniu Matteo Cionini była wolniejsza niż poprzednia, nieco bardziej nostalgiczna. Artysta zaprezentował spokojniejszą, ale niepozbawioną nuty zabawy opowieść o samotności, poszukiwaniu kontaktu z drugim człowiekiem. Precyzyjnym gestem oraz z wypracowaną, pozornie niewymuszoną mimiką oddał zachowanie bezradnego wobec życiowej sytuacji bohatera. Wywołał śmiech, ale też nakłonił widza do refleksji.
Potem nadszedł czas na nasze rodzime Studio Pantomimy. Artyści, choć nie tak doświadczeni i znani na świecie jak ich zagraniczni koledzy, pokazali, jak sztuka pantomimy uczy współpracy oraz uważności. Pamiętając, że na scenie występują uczniowie, niektórzy na niej debiutują, warto docenić ich odwagę, umiejętność skupienia i pracy zespołowej.
Zaskakujące pomysły, za każdym razem nowe, humor i wypracowana w każdym detalu technika to znaki rozpoznawcze kolumbijsko-hiszpańskiego duetu. Tego wieczoru i Felipe Vélez Martinez zaprezentowali dwie etiudy, obie z intrygującym konceptem, zabawne, klarowne i czytelne. Artyści udowodnili, jak dużo życiowych historii można nakreślić, mając do dyspozycji jedynie kilka rekwizytów (kawałek papieru, maskę, mały kwiat) i …pomysł. W ich minispektaklu kryje się element baśni, odrobina groteski, a wszystko owiane nastrojem melancholii. Aby skoncentrować się w pełni na zadaniu, Mireia Rigol Huamani korzysta między innymi ze znajomości technik tańca flamenco, a Felipe Vélez Martineza ze świadomości ciała oraz z łączenia energii w ruchu z emocjami.
Sporo humoru wprowadziła Ania Karbowiak i jej etiuda Modern Mime. Mieszanina parodii, zgrabnie połączona z żartem typowym dla niemego kina i elementami wykorzystywanymi we współczesnym teatrze czy w filmie rozbawiła całą publiczność. Z przymrużeniem oka, przy dźwiękach muzyki Django Reinhardta artystka zobrazowała charakter i zadziorność współczesnego mima.
Niezależny polski Teatr Bobożalej pokazał kolejną, wartą zapamiętania krótką formę pantomimiczną. Tradycyjne techniki, slapstick, a do tego zaskakująca puenta nie wystarczą, by rozbawić każdego. Potrzebne są jeszcze ciekawa historia i szczypta improwizacji, a także wielka pasja oraz umiejętność tworzenia zespołowych, obrazowych scen. W „Twarzach” tego nie brakuje, pięcioro artystów opowiada o życiu, przykuwa uwagę, ożywia wyobraźnię i budzi pozytywne emocje.
Występ Jolandy Löllmann i Charliego Denata to koncert na trzech bohaterów. W etiudzie Third Step animowana przez artystów lalka jest bardzo ważnym uczestnikiem spotkania i pełni kluczową rolę w płynnej, tanecznej choreografii. Skutecznie, z przymrużeniem oka oraz z zadziwiającą werwą, para artystów gra z naszą fantazją, oszukuje zmysły, a efekt jest niesamowity. Bez doskonałej techniki animacji ich koncert na trzy postacie nie byłby możliwy. Na scenie lalka jest odrębnym, żywym bytem, ma swój charakter i cechy nie do podrobienia.
Tancerze lalkarze przez grę sceniczną z lalką pokazują relacje międzyludzkie, miłe, bezpieczne, ale i te trudne, wręcz traumatyczne. Czytelna, dopracowana i poetycka historia pozostawiła we mnie przyjemne uczucie wewnętrznego uśmiechu, nostalgii i odrobiny smutku.
Zupełnie inny charakter miała etiuda Teatru Pantomimy pod tajemniczym tytułem „…”. To zaledwie pomysł, szkic i fragment większej całości, która jeszcze nie powstała, ale z pewnością powstanie – jak zapewniają twórcy. Bycie jedynym mężczyzną wśród „aż dwóch” kobiet to arcytrudne, prawie niewykonalne zadanie. Znakomicie udowadnia to nasz mim Bartłomiej Ostapczuk w roli pożądanego przez płeć piękną pana. Ich wzajemne przepychanki, zabawne sprzeczki i uniki przypominają farsę sceniczną. Niezwykle sugestywne, plastyczne ruchy odzwierciedlają każdy szczegół groteskowego zdarzenia. Niedługa, acz wypełniona treścią perełka pantomimiczna, pełna finezji i wdzięku, jest komiczna i nieco zgryźliwa . I pozostawia niedosyt – słusznie, ponieważ ciąg dalszy nastąpi.
Sztuka pantomimy nieustannie się rozwija, jednocząc odmienne tradycje i style, a wierni widzowie z pewnością mogą oczekiwać nowych pomysłów, które już za rok zaprezentują artyści.
Międzynarodowy Festiwal Sztuki Mimu