Na spadochronie ląduje elegancki jegomość w cylindrze i fraku. Za nim nadciąga cała armia podobnych przybyszów. Na dole czekają już kret z opryskiwaczem i biedronka z lampą. Wygląda jak pogodna ilustracja do dziecięcej książki. Tyle że w 1951 roku dzieci doskonale miały wiedzieć, kim jest wróg: Pan Stonka przybywał z Ameryki.
To jeden z tych plakatów, który jest zabawny, barwny i znakomicie skomponowany, ale jednocześnie prowadzi w sam środek politycznej rzeczywistości początku lat pięćdziesiątych. Dziecięca ilustracja staje się tu narzędziem opowiadania o wrogu, sabotażu i konieczności wspólnej obrony.
Stonka przybywa z Zachodu
Historia, która dziś może brzmieć jak polityczna groteska, była wówczas elementem oficjalnej propagandy.
W 1950 roku rozpoczęła się w Polsce wielka kampania przeciw stonce ziemniaczanej. Szkodnik był realny i rzeczywiście stanowił zagrożenie dla upraw, ale jego pojawienie się otrzymało niezwykle użyteczną politycznie interpretację. Komunistyczna propaganda przekonywała, że stonka została zrzucona na pola NRD przez amerykańskie samoloty, a następnie przedostała się do innych krajów bloku wschodniego. Pod koniec maja 1950 roku informację o takim „ataku” przekazywała polskim czytelnikom między innymi „Trybuna Ludu”.
Owada zaczęto przedstawiać jako szkodnika rolniczego, ale też jako agenta amerykańskiego imperializmu. Walka ze stonką stawała się więc częścią znacznie większej opowieści: o zagrożeniu nadchodzącym z Zachodu, konieczności mobilizacji społeczeństwa i wspólnej obronie socjalistycznej gospodarki.
Propaganda schodziła przy tym bardzo głęboko w codzienność. Stonki szukali rolnicy, młodzież, uczniowie i całe organizowane do tego grupy. Powstawały plakaty, ulotki, artykuły, fotografie prasowe. Nic dziwnego, że „amerykański szkodnik” trafił również do teatru dla dzieci.
„Pan Stonka” w Guliwerze
„Pan Stonka” Ireny Brudnickiej i Stanisława Mioduszewskiego miał premierę w warszawskim Guliwerze 3 czerwca 1951 roku. Spektakl reżyserowała założycielka i ówczesna dyrektorka teatru Irena Sowicka. Scenografię przygotował Marian Bogusz, muzykę skomponował Tadeusz Szeligowski.
Bogusz należał do najważniejszych postaci powojennej awangardy plastycznej, Szeligowski był cenionym kompozytorem, a Sowicka budowała w Guliwerze własną koncepcję nowoczesnego teatru lalek.
„Pan Stonka” pozostaje jednak przede wszystkim znakiem czasu. Sztukę prezentowano także poza siedzibą teatru, a jej propagandowy potencjał wykorzystywano podczas pokazów związanych z ówczesnymi akcjami politycznymi.
Jeszcze ciekawszy jest dalszy los tekstu. Utwór Mioduszewskiego ukazał się drukiem w 1952 roku w „Pracach Świetlicowych”, ale już pod tytułem „Alarm w kartofliskach”. Była to „sztuka kukiełkowa w trzech aktach z prologiem i epilogiem”. Zniknął nieco baśniowy „Pan Stonka”, pojawiło się za to słowo „alarm” – bardzo dobrze oddające język prowadzonej wówczas kampanii.
Wróg w cylindrze
U Olgi Siemaszko na pierwszy rzut oka wszystko wygląda niewinnie.
Kompozycja przypomina scenę małego teatrzyku. W górnych narożnikach pojawiają się fragmenty ozdobnych kotar, pośrodku widzimy bohatera zawieszonego na spadochronie, a u dołu – ziemniaczane pole. Poszczególne postaci zostają rozmieszczone niemal jak aktorzy w przedstawieniu.
I dopiero kiedy zaczniemy przyglądać się szczegółom, pogodna ilustracja odsłania drugie znaczenie.
Pan Stonka nie ląduje sam. Za nim widać kolejne spadochrony. Jest on pierwszym żołnierzem całej nadciągającej armii. Desant został pokazany dosłownie.
Sam bohater też nie przypomina zwyczajnego owada. Ma cylinder i frak, elegancki strój przybysza z obcego świata. Jego charakterystyczny pasiasty odwłok pozwala natychmiast rozpoznać stonkę, ale antropomorfizacja zmienia szkodnika w postać sceniczną. Owad otrzymuje charakter, rolę i kostium.
Po przeciwnej stronie są obrońcy kartofliska. Kret trzyma opryskiwacz z wyraźnym napisem „Azotox”. Nie jest to detal wymyślony przez artystkę. Azotox należał do środków owadobójczych stosowanych wówczas przy zwalczaniu stonki. Biedronka wyposażona została natomiast w lampę, przydatną podczas poszukiwania szkodników.
W dziecięcej bajce pojawiają się więc elementy zaczerpnięte bezpośrednio z rzeczywistej akcji prowadzonej na polach.
Olga Siemaszko doskonale znała dziecięcego odbiorcę
Wybór Olgi Siemaszko na autorkę plakatu był szczególnie trafny. Artystka należała do najważniejszych twórczyń powojennej polskiej ilustracji. Projektowała książki, okładki, plakaty, rysowała dla dzieci, a w latach 1945–1961 była kierowniczką artystyczną „Świerszczyka”.
Kiedy w 1951 roku powstawał „Pan Stonka”, Siemaszko od kilku lat współtworzyła język wizualny, z którym stykały się tysiące najmłodszych czytelników, nie epatując przy tym grozą. Zwierzęta mają ludzkie gesty, rekwizyty i kostiumy. Stonka jest trochę śmieszna, trochę zarozumiała, kret wygląda jak dzielny specjalista gotowy do działania. Całość przypomina ilustrację do bajki, w której od pierwszego spojrzenia wiadomo, kto jest bohaterem pozytywnym, a kto intruzem.
Bajka, która przestała być niewinna
Dzisiaj możemy uśmiechnąć się na widok stonki lecącej na spadochronie w cylindrze. Z perspektywy ponad siedemdziesięciu lat pomysł wydaje się absurdalny.
Ale plakat Siemaszko przypomina, że propaganda nie zawsze przychodzi w postaci groźnego plakatu politycznego, monumentalnych figur robotników czy wielkich haseł zapisanych czerwonymi literami.
Tutaj polityczny komunikat został przełożony na język przeznaczony dla dziecka. „Obcy” dostaje cylinder, wróg spada z nieba, mieszkańcy kartofliska organizują obronę, a opryskiwacz staje się niemal bronią w walce dobra ze złem.
Siemaszko stworzyła przy tym plakat plastycznie lekki i pełen humoru. Jego dzisiejsza siła bierze się właśnie z napięcia pomiędzy formą a historią, którą ta forma miała przekazywać. Patrzymy na uroczą ilustrację jednej z najwybitniejszych polskich graficzek, a jednocześnie na dokument czasu, w którym nawet pole ziemniaków mogło stać się fragmentem zimnowojennego frontu.
„Pan Stonka” spada więc na spadochronie nie tylko na kartoflisko. Ląduje również w historii polskiego teatru dla dzieci, ilustracji i propagandy – w miejscu, w którym wszystkie te historie przez moment spotkały się na jednej kartce papieru.
Olga Siemaszko (1911–2000), „Pan Stonka”, Teatr Lalki i Aktora „Guliwer”, Warszawa, 1951. Muzeum Plakatu w Wilanowie, Oddział Muzeum Narodowego w Warszawie.
Plakat prezentowany jest w zbiorach Muzeum Plakatu w Wilanowie.
Cykl „Plakat Teatralny Tygodnia” powstaje we współpracy portalu Teatr dla Wszystkich z Muzeum Plakatu w Wilanowie.
Partnerem technologicznym modułu jest Lokoinvest z Gdyni.