Żeby zrobić szóstą inscenizację „Moralności pani Dulskiej” Gabrieli Zapolskiej w Teatrze Telewizji, trzeba być albo kamikadze, albo mieć na takie przedstawienie oryginalny, zaskakujący pomysł. Bez wątpienia Agnieszka Glińska, która wraz z synem Franciszkiem Przybylskim podjęła się takiego zadania, zalicza się do tej drugiej grupy. Otóż wymyślili sobie oni, by z tej klasycznej „tragifarsy kołtuńskiej” zrobić musical.
Musical pojawiał się już wcześniej w artystycznym CV Agnieszki Glińskiej. Dość przypomnieć film #WszystkoGra czy spektakl „Liżę twoje serce” we wrocławskim Teatrze Capitol. Przy tym drugim współpracowała z Mariuszem Obijalskim, znakomitym pianistą i kompozytorem, który teraz skomponował muzykę do piosenek okraszających najnowszą telewizyjną „Moralność pani Dulskiej”. A właściwie nie tylko okraszających, bowiem dzięki tekstom Glińskiej i Przybylskiego są one znakomitym uzupełnieniem tekstu Zapolskiej, pogłębieniem charakterów i sposobu postrzegania świata przez poszczególne postaci, tudzież wyeksponowaniem ich wewnętrznych problemów, jak w piosence „Krzywda” śpiewanej przez Weronikę Krystek (Mela). Praktycznie każdy z bohaterów — poza Hanką, co logicznie da się usprawiedliwić, wszak pochodziła z niższej warstwy społecznej — ma tu swoje wokalne i choreograficzne „pięć minut”, włącznie z konsekwentnie milczącym Felicjanem Dulskim (Olaf Lubaszenko), który współwykonuje finałowy utwór. I przyznać należy, że wszyscy robią to co najmniej bardzo dobrze. Na czoło wybija się charyzmatyczna Kinga Preis, powracająca rolą Anieli Dulskiej po osiemnastu latach do Teatru Telewizji.
Kinga Preis, poza walorami wokalnymi, udowadnia jeszcze, że Dulską da się lubić. Ba, można, a nawet trzeba odczuwać wobec niej — przez lata przedstawianej jako uosobienie kołtuństwa i obłudy — empatię i podziw. Przecież w prowadzeniu domu została pozostawiona sama sobie, nie może liczyć ani na męża safandułę, ani na refleksję i pomoc birbanta Zbyszka (Michał Balicki). Oprócz nich ma jeszcze wokół siebie infantylną Hesię (Martyna Byczkowska), interesowną Juliasiewiczową (Maria Kania) i pazerną Tadrachową (Anna Smołowik). A jednak trzyma to całe towarzystwo w ryzach. I kiedy śpiewa: „Nikt by tu się nie obudził, nikt nie wyszedłby na ludzi, gdyby nie ja!” — to ma rację. Ma rację także wtedy, gdy mówi, że własne brudy należy prać we własnych czterech ścianach, nie licząc na współczucie innych. Czy w natłoku zajęć domowych można się jej dziwić, że nie ma czasu myśleć? Stąd zapewne jej niechlubne postępki wobec Hanki (świetna Maja Wolska) czy lokatorki (Małgorzata Biela), które muszą budzić przynajmniej sprzeciw. Ale czy naprawdę my, współcześni, nie bywamy jej sukcesorami? Trafnie śpiewają aktorzy w finałowej piosence: „Ma wielu wielbicieli moralność Dulskiej Anieli”. Generalnie jednak to dzięki reżyserskiej koncepcji i Kindze Preis pani Aniela zyskuje sympatyczniejsze oblicze.
„Moralność pani Dulskiej” duetu Glińska – Przybylski to przedstawienie kompletne — wszystkie jego elementy współgrają ze sobą, tworząc wiarygodny świat początków minionego stulecia. W scenografii Jagny Janickiej i Katarzyny Polak rzucają się w oczy ściany salonu Dulskich ozdobione wzorzystymi fototapetami, kontrastującymi z bielą pomieszczeń przeznaczonych dla służby. Kostiumy Katarzyny Lewińskiej wyraźnie odbiegają od tradycyjnie stosowanych w tej sztuce — szczególnie oryginalnie prezentują się kostium Tadrachowej i płaszcz Dulskiego. Choreografia Weroniki Pelczyńskiej podkręca dynamikę spektaklu w takim samym stopniu, jak szybko podawane przez rewelacyjnych aktorów dialogi. Jest tu również kilka ciekawych i zabawnych rozwiązań reżyserskich — prześwitujące ściany umożliwiające śledzenie akcji na dwóch planach czy lewitujący Felicjan — oraz płynna praca kamery Macieja Edelmana. Taka Dulska da się lubić i oglądać nie jeden raz.
Teatr Telewizji