Nadmiar, czyli wszystkiego za dużo

Slide
previous arrow
next arrow
Na afiszu

Nadmiar, czyli wszystkiego za dużo

O spektaklu “Błękitny zamek” na motywach powieści L.M. Montgomery „The Blue Castle” w reż. Beaty Redo-Dobber w Mazowieckim Teatrze Muzycznym im. Jana Kiepury w Warszawie pisze Wiesław Kowalski. Moja poprzednia wizyta w Mazowieckim Teatrze Muzycznym była bardzo miłym i mocno satysfakcjonującym doświadczeniem. Musical „Thrill me. Historia Leopolda i Loeba” Stephena Dolginoffa w reż. Tadeusza Kabicza...
Opublikowano: 2021-06-23

O spektaklu “Błękitny zamek” na motywach powieści L.M. Montgomery „The Blue Castle” w reż. Beaty Redo-Dobber w Mazowieckim Teatrze Muzycznym im. Jana Kiepury w Warszawie pisze Wiesław Kowalski.

Moja poprzednia wizyta w Mazowieckim Teatrze Muzycznym była bardzo miłym i mocno satysfakcjonującym doświadczeniem. Musical „Thrill me. Historia Leopolda i Loeba” Stephena Dolginoffa w reż. Tadeusza Kabicza zachwycił mnie na każdej płaszczyźnie – inscenizacyjnej, realizatorskiej i aktorskiej. Było to przedstawienie znakomicie pomyślane i wyreżyserowane, nowoczesne technologicznie, świetnie zagrane i zaśpiewane przez Macieja Pawlaka i Marcina Januszkiewicza. Sądziłem, że będzie to przełomem w dotychczasowej działalności teatru, który wcześniej realizował głównie repertuar operetkowy oparty na dość klasycznych i tradycyjnych podstawach. Niestety, ostatnia premiera w MTM to widowisko wielce rozczarowujące i ogromny krok wstecz w stosunku do tego, co oglądałem kilka miesięcy wcześniej.

„Ania z Zielonego Wzgórza” to cykl powieściowy, z którego przede wszystkim znana jest kanadyjska pisarka, rzadko tworząca dla dorosłych, Lucy Maud Montgomery. I dobrze, bo utwory pisane z myślą o starszym odbiorcy nie cieszyły się już tak wielkim powodzeniem i historia literatury skrzętnie je pomija. Może tylko z wyjątkiem wydanego w 1926 roku „Błękitnego zamku”.  Barbara Wachowicz i  Krystyna  Ślaska (libretto) oraz Roman Czubaty (muzyka) postanowili sięgnąć po tę właśnie powieść, by na jej kanwie opowiedzieć kolejną historię wykorzystującą motywy nawiązujące do bajki o Kopciuszku braci Grimm czy baśni Hansa Christiana Andersena „Brzydkie Kaczątko”. Powstała z tej inspiracji  forma muzyczna nazwana musicalem, skupiona fabularnie na losach Joanny Stirling i do bólu mieszczańskiej rodziny, która próbuje za wszelką cenę znaleźć jej męża. 29-letnia kobieta, uchodząca już za starą pannę, pogrążona w literaturze i wrażliwością mocno odbiegająca od snobistycznych zachowań swoich krewnych, postanawia, również pod wpływem lekarskiej pomyłki nie dającej jej więcej niż rok życia, opuścić rodzinny dom i pojąć za męża człowieka, który w finale okaże się nie tylko jej najbardziej ulubionym pisarzem, ale także synem milionera. I tutaj dochodzimy do symbolicznego tytułu, który w tym kontekście staje się swoistą krainą wolności i szczęścia, a także romantyzmu i piękna.

Nad inscenizacyjną stroną spektaklu, przygotowanego przez Beatę Redo-Dobber najprościej byłoby spuścić zasłonę milczenia. Reżyserka postanowiła uszyć to przedstawienie tak grubą kreską, że w swych konceptach sytuacyjno-inscenizacyjnych pogrążyła nie tylko cały dowcip libretta, ale i samych aktorów, którzy w swoich scenicznych działaniach zatrzymali się na poziomie mocno już wyeksploatowanych i zgranych bon-motów wuja Beniamina (Witold Żołądkiewicz). Zamiast szukać beztroskiego dystansu do przedstawianej  rzeczywistości,  Beata Redo-Dobber kazała niemal wszystkim wykonawcom dokręcać karykaturalną śrubę do tak niebotycznych kształtów, że w drugim akcie na kolejne spazmatyczne  „achy” i „ochy” kanapowych ciotek chciało się już nie tylko zatkać uszy, ale i zamknąć oczy. To z gruntu błędne założenie reżyserki, wychodzące zbyt dalece poza komediową konwencję,  kazało na i tak karykaturalnie skonstruowane postaci nałożyć jeszcze przerysowanie wykonawcze. I ta maniera grania (nieznośnie przeszarżowany Parsival Aleksandra Zuchowcza), determinująca całą wizję sceniczną, zdominowała spektakl w Kinie Praha we wszystkich sekwencjach salonowych, które przypominały XIX-wieczny teatr mieszczański, pogrążając musical, który pozbawiony ponadczasowości i choćby odrobiny aktualności (trudno za takową uznać jakieś mgliste wspomnienia o szczepionce) dryfuje w kierunku idiotycznej operetki. Trudno zresztą temu wrażeniu się dziwić, skoro większość obsady to śpiewacy operowi. Jedynym aktorem musicalowym w tym ansamblu był Marcin Jajkiewicz, który postać Eddiego Smitha zagrał na absolutnej kontrze, do tego co proponowali wszyscy inni protagoniści. Naturalność, prostota, wiarygodność, delikatność, liryzm i emocjonalna powściągliwość to był jego pomysł na postać i założenie to sprawdziło się znakomicie. Podejrzewam, że ten kontrast mógł się stać interesującym pomysłem na  wiele interpretacyjnych rozwiązań, niestety, tak się nie stało. Jajkiewiczowi próbuje  w roli Joanny wtórować ze zmiennym szczęściem Sylwia Gorajek, jednak i jej zdecydowanie brakuje doświadczenia musicalowego zarówno w śpiewaniu, jak i w grze aktorskiej pozbawionej psychologicznej prawdy. Solistce nie udało się pokazać wyraziście metamorfozy bohaterki, a jej głos sprawiał wrażenie mało rozległego i pozbawionego możliwości dynamicznych.

Jeśli cokolwiek jest w stanie widza zaciekawić w tym spektaklu to głównie muzyka Romana Czubatego. To partytura z wieloma udanymi piosenkami, zwłaszcza tymi dla Eddiego i Joanny, ale nie tylko. Zwracają uwagę powracające tematy i ich przetworzenia melodyczno-barwowe, które bardzo dobrze wybrzmiały w opracowaniu muzycznym Mieczysława Smydy. Natomiast o całej warstwie zastosowanych ponad wszelką miarę projekcji multimedialnych (Beata Redo Dobbre), atakujących swoją nieznośnością wszystkie zmysły, trzeba jak najszybciej zapomnieć.  I da się to uczynić bez trudu.

fot. Karpati & Zarewicz

Kategorie:


Cytat Dnia

„[...] tekst Shakespeare’a jest jak ludzkie kolano: dopóki nikt przy nim nie majstruje, człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy, jak precyzyjnie został skonstruowany. Wystarczy jednak wyciąć kilka pozornie zbędnych elementów, żeby nadal dało się chodzić, ale już nie całkiem normalnie”

Tomasz Domagała o „Makbecie”, reż. Paweł Ziemilski; Festiwal Szekspirowski.pl, 27.07.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL