Miłość, Makbet i rozsypany puder
Walentynkowy felieton o przesądach teatralnych.
fot. Kinga Kowalska
Walentynkowy felieton o przesądach teatralnych.
fot. Kinga Kowalska
Teatr jest jak miłość – opiera się na wierze w coś, czego nie widać. Widz wierzy, że to Hamlet, nie absolwent szkoły teatralnej z kredytem hipotecznym. Aktor wierzy, że publiczność go pokocha. A wszyscy razem wierzą, że jeśli ktoś zagwiżdże za kulisami, to spektakl się rozsypie szybciej niż puder w garderobie.
Walentynki to dobry moment, żeby przyznać: ludzie teatru są przesądni. Bardzo przesądni. I wcale nie chodzi o metafizykę sztuki. Chodzi o bardzo konkretne rytuały, zakazy i lęki, które funkcjonują w teatralnym mikroświecie równie silnie jak recenzje i owacje na stojąco.
Weźmy puder. Rozsypany puder w garderobie to zły znak. Tak samo jak egzemplarz rzucony na podłogę. Na egzemplarzu się nie siada, nie kładzie go na ziemi, nie traktuje jak starej gazety. To niemal relikwia. W niektórych teatrach podniesiony z podłogi scenariusz trzeba pocałować – jakby przepraszało się samego autora za chwilową zniewagę.
Jeszcze groźniej robi się przy „Makbecie”. Tytułu tej sztuki nie wolno wymawiać w teatrze. Mówi się „Szkocka sztuka”, ewentualnie „ten dramat Szekspira”. Jeśli ktoś jednak odważy się wypowiedzieć zakazane słowo, powinien natychmiast wyjść z budynku, obrócić się trzy razy wokół własnej osi, splunąć przez lewe ramię i zapukać do drzwi, prosząc o wpuszczenie. Teatr jest jedynym miejscem, gdzie dorosły człowiek w rajstopach może kręcić się w kółko na parkingu i nikt nie uzna tego za powód do niepokoju.
Pawie pióra? Absolutnie nie. Przynoszą pecha. Te złowrogie „oczy” na końcu piór mają rzekomo obserwować aktora i odbierać mu energię. W walentynkowy wieczór bukiet róż jest mile widziany, ale pawia – nawet symbolicznego – lepiej zostawić w zoo.
Nie wolno też gwizdać za kulisami. W tradycji anglosaskiej gwizdali kiedyś techniczni, przekazując sobie sygnały przy zmianach dekoracji. Aktor, który zagwizdał, mógł niechcący uruchomić zapadnię albo ściągnąć na siebie fragment nieba z trzeciego aktu. Dziś zapadnie sterowane są cyfrowo, ale lęk przed gwizdem pozostał. Cisza za kulisami bywa więc gęstsza niż napięcie między kochankami w drugim akcie farsy.
Są też przesądy romantyczne. Przed premierą nie składa się życzeń „powodzenia”. Mówi się „połamania nóg” – słynne „break a leg”. Dlaczego życzymy komuś urazu ortopedycznego? Bo w teatrze szczęście trzeba przechytrzyć. Jeśli nazwiesz je po imieniu, obrazi się i nie przyjdzie. Miłość bywa podobna – zbyt dosłownie wypowiedziana potrafi spłoszyć się jak debiutant na scenie.
W wielu zespołach nie wręcza się kwiatów przed premierą. Kwiaty przynosi się po spektaklu, kiedy już wiadomo, że świat się nie zawalił. Niektórzy unikają żółtych bukietów – w tradycji francuskiej to kolor zdrady i złych intencji. Lilie również budzą niepokój, bo kojarzą się bardziej z cmentarzem niż z owacją.
Jest jeszcze trumna. Reżyserzy kochają ją symbolicznie, aktorzy – znacznie mniej dosłownie. Wniesienie prawdziwej trumny na scenę bez odpowiedniego „odczynienia” pecha bywa uznawane za ryzykowne. Podobnie jak używanie prawdziwych pieniędzy jako rekwizytu – monety potrafią „wyciągnąć” z przedstawienia finansowe szczęście teatru. Dlatego w wielu spektaklach brzęczą plastikowe atrapy, a nie złotówki z obiegu.
Nie przyszywa się guzika na aktorze. Jeśli kostium wymaga nagłej interwencji, trzeba go zdjąć. Przyszywanie na kimś „zaszywa” mu podobno drogę do sukcesu. Tak samo jak kładzenie butów na stole – rzecz niedopuszczalna w garderobie, chyba że ktoś naprawdę chce sprawdzić, jak wygląda teatralna panika w wersji zbiorowej.
W teatrach od lat nie próbuje się w poniedziałki. To dzień „martwy”, dzień po weekendowym wysiłku, dzień, w którym lepiej nie zaczynać niczego nowego. Teatralne zespoły unikają luster ustawionych naprzeciwko siebie – nieskończony korytarz odbić ma wciągać energię spektaklu w próżnię.
Jest też duch teatru. W tradycji anglosaskiej pali się na scenie tzw. ghost light – pojedynczą lampę pozostawioną na noc. Oficjalnie dla bezpieczeństwa. Nieoficjalnie – by duchy miały swoje światło i nie czuły się urażone. W polskich teatrach duchy też mieszkają, choć rzadko mają etat. Czasem skrzypnie kulisa, czasem spadnie rekwizyt. Zawsze znajdzie się ktoś, kto powie: „To on”.
A jednak – w tym całym katalogu lęków i rytuałów jest coś wzruszającego. Przesądy są formą czułości wobec niepewności. Teatr to sztuka ryzyka: każdego wieczoru zaczyna się od zera, bez gwarancji, że magia zadziała. Aktorzy, techniczni, inspicjenci próbują więc oswoić przypadek. Jeśli nie wolno gwizdać, nie gwizdżemy. Jeśli trzeba pocałować egzemplarz – całujemy. To drobne gesty, które budują wspólnotę.
Walentynki w teatrze są zresztą świętem podwójnym. Miłości prywatnej i tej scenicznej. Aktor zakochuje się co wieczór – w partnerze, w publiczności, w tekście. Publiczność zakochuje się w iluzji. A wszyscy wierzą, że tym razem się uda.
Może więc przesądy są po prostu teatralnym odpowiednikiem walentynkowych serduszek? Niby wiemy, że to konwencja, że to gra. A jednak bez niej byłoby jakoś chłodniej, bardziej technicznie, mniej ludzko.
Rozsypany puder można sprzątnąć. Egzemplarz podnieść i otrzepać. Pawie pióra wyrzucić. „Makbeta” obejść dookoła z należytą pokorą. Ale bez tej kruchej wiary, że teatr wymaga rytuału – zostałaby tylko konstrukcja z desek i reflektorów.
A teatr, podobnie jak miłość, nie znosi braku wiary.
Więc jeśli dziś wieczorem wybieracie się do teatru – nie życzcie aktorom powodzenia. Powiedzcie: „Połamania nóg”. I nie gwiżdżcie w foyer.
Na wszelki wypadek.
„To wszystko w kontekście bardzo już rozległej twórczości Klaty byłoby naprawdę ciekawe, gdyby nie sprawiało wrażenia ornamentu. Bo w gruncie rzeczy przedstawienie nie przyciągało wyrafinowaną myślą czy śmiałym rozpoznaniem”
Używamy plików cookie, aby poprawić jakość przeglądania, wyświetlać reklamy lub treści dostosowane do indywidualnych potrzeb użytkowników oraz analizować ruch na stronie. Polityka Prywatności
Niezbędne pliki cookie przyczyniają się do użyteczności strony.
Umożliwiają stronie zapamiętanie informacji zmieniających wygląd.
Pomagają zrozumieć, jak użytkownicy zachowują się na stronie.
Stosowane w celu śledzenia użytkowników i wyświetlania reklam.