Polityczny spisek, zabójstwo rzymskiego dyktatora i wojna domowa – sięgając po historię zawartą w „Juliuszu Cezarze” i opisując konsekwencje tego wydarzenia, William Szekspir opowiadał o grożącej Anglii wojnie domowej i podzielonym społeczeństwie skazanym na katastrofę. Czyż taki scenariusz nie śni nam się często i nie brzmi aktualnie?
„Juliusz Cezar: Sen Kalpurnii” w pewnym uproszczeniu i z przymrużeniem oka sugeruje charakterystykę opisywanego w dramacie konfliktu. Przedstawienie w stonowanej formie wychodzi poza klasyczny teatr, i choć oparte jest na kanwie dramatu Szekspira, proponuje współczesną narrację, tak by w jak największym stopniu zaprosić publiczność do dyskusji na temat kondycji społecznego dyskursu.
Ludziom bezwzględnie dążącym do władzy i za wszelką cenę pragnącym ją zatrzymać potrzebni są nie tylko bliscy sprzymierzeńcy, ale także zwykli obywatele, często uwikłani mentalnie w polityczne gry, walkę z przeciwnikami, czy – jak to się działo w „Juliuszu Cesarze” (tu w przekładzie Jerzego S. Sity) – w działalność skrytobójczą. I to na nich przede wszystkim skupia się opowieść.
Stąd podobnie jak w dramacie z 1599 r., u Tymoteusza Sarosieka sam Cezar nie jest głównym bohaterem inscenizacji (u Szekspira dyktator bierze udział tylko w trzech scenach i ginie na początku trzeciego aktu), lecz „tkwi” w centrum sceny na postumencie w formie popiersia wyrzeźbionego w… mydle (scenografia: Małgorzata Tarasewicz-Wosik). Staje się tym samym w minimalistycznej, białej scenografii najbardziej odczłowieczonym bohaterem sztuki i jednocześnie symbolem rozpoczęcia nowego, wolnego od przeszłości etapu w życiu jego zabójców. A wokół popiersia toczy się ich brudna walka uwięziona pomiędzy miłością, patriotyzmem, honorem a przyjaźnią (dramaturgia: Marcelina Widz).
Postaci, które w wielu inscenizacjach „Juliusza Cezara” zyskiwały nader tragiczny wymiar, w „Juliuszu Cezarze: Śnie Kalpurnii” – odarte z rozbuchanej interpretacji metafor, alegorii i symboli – nie udźwignęłyby tego, co dramatowi Szekspira na scenie daje wysoką temperaturę uczuciową. To zamierzenie reżysera sprawiło, że jego przedstawienie jest niezwykle spokojne i chłodne, a w analizie poddaje się jedynie rozumowej refleksji zamiast duchowemu przeżyciu.
W posągowej Kalpurnii, żonie Cezara (Weronika Kozłowska, także jako Porcja), której sen scenarzysta rozwinął do wstępnego monologu, znajdujemy apodyktyczną żonę, zakazującą mężowi pod pozorem choroby udania się na Kapitol, gdyż grozi mu śmierć. To, co się tam stanie, wyda jej się złym snem, gdy próbując przywróć rysy popiersiu jej ukochanego, będzie doklejać jego twarzy odrąbane resztki mydła. Szkoda jednak, że wątek tej tytułowej postaci nie został bardziej rozbudowany w scenariuszu.
W postaci Sługi/Obywatela (Jakub Durniat) odkrywamy prostotę ruchów plebejusza, niezborne zakładanie togi i przede wszystkim ślepą wierność patrycjuszom. Wreszcie w poczynaniach spiskowców Brutusa i Kasjusza pragnących odsunąć tyrana od władzy – co w praktyce kończy się krwawymi idami marcowymi – dwie różne motywacje. Wcielający się w obie role Maciej Sakowicz-Cempura jako Brutus jest postacią tragiczną, której czyny będą motywowane szlachetnymi intencjami, a w roli Kasjusza znów prezentuje kreaturę cyniczną i manipulującą. W obu świetnych kreacjach Maciej Sakowicz-Cempura „przełącza je płynnie”, a szczególnie w godnej zapamiętania scenie korespondencji listownej obu spiskowców. Swymi mikroekspresjami trwającymi czasem zaledwie ułamki sekund aktor wręcz „hipnotyzuje” publiczność.
Na uznanie zasłużył także Kacper Rokosz w roli ważnego stronnika dyktatora, Marka Antoniusza, oraz (częściowo) w kreacji samego Cezara. Za sprawą swej niezwykle unikalnej barwy głosu aktor zaistnieje zapewne jeszcze nie raz, i nie tylko w teatrze. Głosem tnącym jak nóż w swym finałowym monologu do obywateli sugeruje gniew i frustrację oraz to że dziś władza deprawuje wciąż tak samo, jak w epoce najsłynniejszego dramaturga i jak ponad dwa tysiące lat temu, za czasów Juliusza Cezara.
Co równie interesujące – rekwizyty na scenie są ogrywane aluzjami i zaskakującymi widzów skojarzeniami: laska Kasjusza stanie się trąbą oznajmiającą zwycięstwo, a noże wyjmowane kolejno (świetna scena!) z dużej koperty to noszą imiona wszystkich spiskowców, to znów stają się statkami w bitwie pod Filippi, rozgrywanej dowcipnie niczym gra planszowa. Są „zabawkami” w dobrze działającej maszynerii teatralnej fantazji.
Napięcia wśród spiskowców pięknie podkreśla ambientowa i przestrzenna muzyka autorstwa Michała Sotrela, wykorzystująca utwór klasyczny, solo na wiolonczeli, odgłosy bicia serca, publicznego placu i kombinacje groove’u – w formie rytmicznych oraz melodycznych elementów, które w pierwszej części spektaklu tworzą spójną i mocną całość. Nieco brakuje ich w finale – taki efekt synergii różnych elementów muzycznych dodałby zakończeniu spektaklu potrzebnej mocy.
Szekspir w „Juliuszu Cezarze” doskonale opisał mechanizm przewrotu politycznego. Odkrył, że dokonana zbrodnia, przemoc, gwałt zawsze w końcu nas doganiają. A Tymoteusz Sarosiek przerysowaniem postaci jego uczestników oraz oryginalną zabawą formą w swym spektaklu wydobył z mrocznego tekstu groteskowość i ironię. To przesunięcie akcentów wydaje się najciekawszym elementem tej inscenizacji. Mimo to pamiętajmy: to nie sen i nie można budować niczego dobrego na aktach przemocy czy terroru.
Festiwal Szekspirowski