Redakcja Teatru Telewizji uświadomiła sobie, że 2 listopada przypada Dzień Zaduszny i zamiast zapowiadanej po wielokroć komedii kryminalnej „Wszystko czerwone” wg Joanny Chmielewskiej bardziej na miejscu będzie pokazanie tego dnia monodramu stworzonego przez dwie osoby, które pożegnaliśmy na przestrzeni ostatniego roku: Wiesława Myśliwskiego i Magdę Umer.
Wiesław Myśliwski opublikował w 2013 r. powieść „Ostatnie rozdanie”, której ważną i integralną częścią są listy od Marii, dawnej miłości bezimiennego głównego bohatera, z którą rozstał się po maturze. Ona jednakowoż nie przestała go kochać i – mimo ułożenia sobie życia rodzinnego (mąż, dzieci) i zawodowego (stanowisko ordynatora oddziału dziecięcego w szpitalu) – przez całe dekady pisała do niego listy, które pozostawały bez odpowiedzi. Zaprzyjaźniony z aktorką Teatru Polskiego w Warszawie, Grażyną Barszczewską, Myśliwski namówił ją do stworzenia na podstawie tej korespondencji spektaklu teatralnego. A jako że Barszczewska miała już w swoim dorobku zrealizowany autorski scenariusz na podstawie prozy Myśliwskiego (m.in. wg powieści „Widnokrąg”, „Kamień na kamieniu”, „Traktat o łuskaniu fasoli”) –„Niezatańczone tango”, to napisała tekst monodramu „Kochany, najukochańszy…”.
Do jego wyreżyserowania aktorka zaprosiła Magdę Umer, która jako reżyserka stoi za sukcesem m.in. „Białej bluzki” i „Zapisków z wygnania” w interpretacji Krystyny Jandy. Umer zaproponowała wprowadzenie w projekcjach komentarzy adresata listów. Wcielający się w postać Ukochanego Andrzej Seweryn jest jednak filmowany przez Jarosława Szmidta z pewnego oddalenia, pokazywany na zamglonym obrazie, bez ujawniania jego twarzy, przez co mężczyzna pozostaje postacią tajemniczą, bliską i odległą jednocześnie … To był wyjątkowo trafny pomysł, nie tylko dlatego, że nadaje on spektaklowi formę duodramu, lecz również dlatego, że pozwala zrozumieć motywy postępowania mężczyzny, a nawet w pewnym stopniu go usprawiedliwić, zwłaszcza że sprawiają one wrażenie troski o Marię.
Fundamentem „Kochanego, najukochańszego…” jest bezsprzecznie poruszająca kreacja Grażyny Barszczewskiej, która nie potrafi, a może nie chce przestać kochać. Aktorka gra dojrzałą kobietę, wyważając trudne, intymne emocje: od głębokiej żałoby po straconym czasie, przez niespełnioną, bezgraniczną, namiętną miłość, aż po bolesną tęsknotę.
Barszczewska zaczarowuje publiczność perfekcyjną kontrolą nad głosem, subtelnością gestów i przeszywającym spojrzeniem, czym udowadnia swój wielki kunszt aktorski. Przez ponad godzinę przykuwa uwagę widza do wypowiadanych słów tworzących historię jej bohaterki, mając do pomocy tylko nad wyraz minimalistyczną scenografię, w której wykorzystano jeden mebel i obrazy ulubionego malarza Myśliwskiego, Stanisława Baja. Intymny klimat jej opowieści, nieco oniryczny tudzież oddający wizję zaświatów budują też światła (Jarosław Szmidt i Adam Tyszka) oraz muzyka Agnieszki Putkiewicz z wykorzystaniem fragmentów walca Erika Satiego.
Rejestracja tego spektaklu, którego premiera odbyła się we wrześniu dwa lata temu, odbyła się z udziałem publiczności, przez co widz telewizyjny otrzymała namiastkę prawdziwego teatru i poczucie współodczuwania zwierzeń dwojga bohaterów uwikłanych w trudne i niezapomniane uczucie.
Teatr Telewizji