Są aktorzy, których obecność w teatrze mierzy się nie tylko liczbą premier czy sezonów, ale przede wszystkim pamięcią widzów. Ewelina Gronowska należy właśnie do takich artystek. Od 25 lat jest na scenie, a zdecydowaną większość swojej zawodowej drogi związała z Teatrem im. Stefana Żeromskiego w Kielcach. Zagrała około 80 ról – od klasyki, przez komedię, dramat współczesny i teatr dla młodszej publiczności, po spektakle wyznaczające nowe kierunki polskiej sceny. Teraz przyszedł czas na jubileusz.
Pełen niespodzianek benefis aktorki odbędzie się w najbliższy piątek o godz. 19.00 w Teatrze im. Stefana Żeromskiego w Kielcach.
Droga Eweliny Gronowskiej do teatru zaczęła się w Studium Aktorskim im. Aleksandra Sewruka przy Teatrze im. Stefana Jaracza w Olsztynie. Zanim na dobre zadomowiła się w Kielcach, występowała także w Teatrze im. Heleny Modrzejewskiej w Legnicy. Z pierwszych lat pracy szczególnie zapamiętała Hulajnogę w „Narkotykach” Witkacego w reżyserii Pawła Kamrata z 1995 roku oraz rolę Psa Sylwii w „Sylwii” Alberta Ramsdella Gurneya w reżyserii Ewy Marcinkówny z 2002 roku.
Rok później zaczęła się najważniejsza i najdłuższa część jej teatralnej biografii. W 2003 roku dołączyła do zespołu Teatru im. Stefana Żeromskiego w Kielcach i od tej pory scena przy ulicy Sienkiewicza stała się jej drugim domem.
W Kielcach debiutowała jako Szeherazada w „Baśniach z księgi tysiąca i jednej nocy” w reżyserii Krzysztofa Galosa. Jeszcze w tym samym roku zagrała Klarę w „Ślubach panieńskich, czyli Magnetyzmie serca” Aleksandra Fredry w reżyserii Bartłomieja Wyszomirskiego. Była amantką, bohaterką komediową, postacią dramatyczną, a czasem kimś zupełnie nieoczywistym.
W „Łóżku pełnym cudzoziemców” Dave’a Freemana w reżyserii Jerzego Bończaka wcielała się w Simone, pokazując swój talent komediowy. W „Lawinie” Tuncera Cücenoglu, wyreżyserowanej przez Marijusa Linasa Zaikauskasa, grała Młodą kobietę. Jedną z jej ważnych ról stała się także Macica w „Macicy” Marii Wojtyszko w reżyserii Piotra Szczerskiego. W 2009 roku, również pod jego kierunkiem, wcieliła się w jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci światowej literatury – Małego Księcia Antoine’a de Saint-Exupéry’ego.
Ta różnorodność dobrze pokazuje charakter jej aktorstwa. Gronowska nie daje się zamknąć w jednym emploi. Przez lata przechodziła od komedii do dramatu, od repertuaru klasycznego do współczesnego, od ról lekkich i błyskotliwych do takich, które wymagają dużej dyscypliny emocjonalnej i odwagi.
Kolejny etap jej artystycznej drogi przyniosła współpraca z młodszym pokoleniem reżyserów i twórców. Jednym z najważniejszych doświadczeń była „Caryca Katarzyna” Jolanty Janiczak w reżyserii Wiktora Rubina z 2013 roku. Spektakl zdobywał uznanie na polskich festiwalach, a Ewelina Gronowska występowała w nim jako Lizawieta Woroncowa.
Przez lata pracowała z bardzo różnymi reżyserami i reżyserkami. Na tej liście znaleźli się między innymi Remigiusz Brzyk, Mikołaj Grabowski, Dan Jemmett, Łukasz Kos, Michał Kotański, Mateusz Pakuła, Radosław Rychcik, Piotr Sieklucki, Michał Siegoczyński, Una Thorleifsdottir czy Maciej Podstawny. Każde z tych spotkań oznaczało inny język sceniczny, inną metodę pracy i inne wymagania wobec aktorki.
Szczególne miejsce w jej dorobku zajmuje autorski monodram „Bez nadzienia”. To projekt osobisty – oparty na własnym tekście i własnym wykonaniu, przygotowany pod opieką reżyserską Antoniny Brühl. W tym przypadku Gronowska nie chowa się za postacią literacką, lecz dopuszcza widzów bliżej siebie i własnego doświadczenia.
„Bez nadzienia” pokazywano nie tylko w Kielcach. Spektakl został zaprezentowany podczas 4. Festiwalu Monodramów Kobiecych „Mała Czarna” w Bielsku-Białej w 2025 roku, a wcześniej nominowano go do 30. Ogólnopolskiego Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej. Na 8. Sopockich Konsekwencjach Teatralnych aktorka otrzymała „Małą Konsekwencję” za „inteligentny dowcip, doskonały język i charyzmatyczną grę aktorską oraz spójną warstwę estetyczną i wizualną”.
Lista wyróżnień z ostatnich lat jest zresztą dłuższa. W 2025 roku Ewelina Gronowska została uhonorowana Brązowym Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”. Rok wcześniej otrzymała Dziką Różę Dziennikarzy. Ma również nagrodę, która dla aktora związanego przez lata z jednym miastem i jednym teatrem ma szczególne znaczenie – Dziką Różę Publiczności.
To właśnie relacja z widownią wydaje się jednym z najważniejszych elementów jej kieleckiej historii. Przez ponad dwie dekady widzowie oglądali ją w kolejnych spektaklach, obserwowali jej artystyczne zmiany, spotykali ją w repertuarze klasycznym i współczesnym, w przedstawieniach kameralnych i dużych realizacjach. W tym sensie jej jubileusz jest nie tylko prywatnym świętem aktorki, ale także fragmentem historii samego Teatru im. Stefana Żeromskiego.
Co ciekawe, teatr nie wyczerpuje jej zainteresowań. Ewelina Gronowska ukończyła również studia plastyczne – grafikę warsztatową na Uniwersytecie Jana Kochanowskiego w Kielcach. Z czasem coraz silniej zaczęła interesować ją także arteterapia. Rozpoczęła studia podyplomowe w tej dziedzinie, chcąc wykorzystywać sztukę nie tylko jako narzędzie własnej ekspresji, ale także jako sposób pracy z drugim człowiekiem.
W planach ma jeszcze jedno, dość nieoczywiste wyzwanie: własny stand-up. Patrząc na jej dotychczasową drogę, wcale nie wydaje się to pomysłem przypadkowym. Humor, dystans, kontakt z publicznością i gotowość do wychodzenia poza dobrze znane aktorskie ramy pojawiały się w jej pracy wielokrotnie.
Obecnie można oglądać ją jako Charlotte Hay w „Księżycu nad Buffalo” Kena Ludwiga w reżyserii Tadeusza Kabicza. Bohaterka spektaklu marzy o hollywoodzkiej karierze i wielkim sukcesie. Sama Gronowska mówi o swoim zawodzie znacznie skromniej. Najważniejsze jest dla niej to, że od 25 lat może robić to, co kocha, i że wciąż otaczają ją ludzie, którzy jej kibicują – zarówno na scenie, jak i poza nią.
Ćwierć wieku w zawodzie aktora to wystarczająco długo, by stworzyć imponującą listę ról. W przypadku Eweliny Gronowskiej ważniejsza od samej liczby wydaje się jednak rozpiętość tej drogi: od Szeherazady, Klary i Małego Księcia, przez Lizawietę Woroncową, po osobisty monodram „Bez nadzienia”. Od klasycznych przedstawień repertuarowych do teatru poszukującego, od aktorstwa zespołowego do opowieści pisanej własnym głosem.
I może właśnie dlatego ten jubileusz warto potraktować nie jako podsumowanie, ale jako moment zatrzymania w połowie drogi. Bo Ewelina Gronowska wyraźnie nie zamierza ograniczać się do wspominania tego, co już zrobiła. Jest aktorstwo, jest plastyka, jest arteterapia, być może będzie stand-up. A przede wszystkim pozostaje teatr.
W piątkowy wieczór Teatr im. Stefana Żeromskiego w Kielcach będzie jednak przez chwilę należał przede wszystkim do niej. Po 25 latach na scenie – i po około 80 rolach – Ewelina Gronowska ma swój benefis. I jest naprawdę co świętować.
Teatr im. Stefana Żeromskiego w Kielcach