Wikipedia określa traumę transgeneracyjną zwaną też międzypokoleniową jako „zjawisko polegające na nieświadomym przekazywaniu skutków ciężkich, nieprzepracowanych doświadczeń traumatycznych (np. wojen, represji, strat) z pokolenia na pokolenie”.
To definicja zbieżna z tą, którą podaje jedna z bohaterek słuchowiska „Nasze końce świata” napisanego i wyreżyserowanego przez Agatę Biziuk, które miało swoją prapremierę na żywo w sopockim Teatrze Atelier im. Agnieszki Osieckiej podczas tegorocznego XXV Festiwalu Teatru Polskiego Radia i Teatru Telewizji Polskiej „Dwa Teatry”. 1 sierpnia Program Trzeci Polskiego Radia wyemitował ją w paśmie Teatralnej Sceny Trójki.
Zjawisko traumy generacyjnej przedstawia Agata Biziuk na przykładzie trzech bohaterek: babci Ireny, która przybywa na rozmowę z córką Katarzyną i wnuczką Marią z zaświatów. Punktem wyjścia są pretensje zgłaszane przez najmłodszą z kobiet wobec swojej matki. Jedno z przypomnianych wydarzeń dotyczy pięcioletniej Marysi, drugie – przeżywającej dramat miłosny szesnastolatki. Szybko okazuje się, że jej matka pamięta te wydarzenia zupełnie inaczej, a przyczyną takich, a nie innych zachowań wobec córki nie jest – według matki – brak miłości do dziecka. Próbując dociec przyczyn swojego postępowania raniącego Marię i choćby w części je usprawiedliwić, Katarzyna sięga do swojego dzieciństwa i do problemu traktowania jej przez matkę. Wezwana na ten swoisty „mały sąd norymberski” babcia Irena również tłumaczy swoje postępowanie wobec Kasi swoją traumatyczną przeszłością, zarówno w dzieciństwie, jak i później, w okresie małżeństwa z mężczyzną nadużywającym alkoholu.
„Nasze końce świata” są opowieścią o dziedziczeniu traumy, tej nieuświadomionej, tkwiącej w najgłębszych poziomach psychiki kobiecej, choć pewnie nie tylko tej płci dotyczącej. Traumy związanej z funkcjonowaniem w rodzinie, gdzie nie mówiło się o uczuciach, o swoich potrzebach emocjonalnych, gdzie dominowała samotność. Autorka w sposób niezwykle dojmujący pokazuje ten łańcuch traum przekazywany w tej familii z pokolenia na pokolenie, nawet mimo zmieniających się czasów. Na plan pierwszy wybija się tu strach bohaterek przed myślą o tym, że można tenże łańcuch przerwać i zacząć żyć inaczej, po swojemu. Na razie każda z nich po swojemu jest nieszczęśliwa. Ale Agata Biziuk, stwarzając Marii, Katarzynie i Irenie (tej ostatniej tylko w sposób metafizyczny) możliwość rozliczenia się z przeszłością, poznania schematu rządzącego ich życiem i przebycia silnego katharsis, daje im szansę na rozpoczęcie nowego życia (a babci na opuszczenie czyśćca). Czy matka i córka zdołają z tej szansy skorzystać? Finałowe wezwanie Katarzyny pozostaje bez odpowiedzi…
To słuchowisko to także ważny – choć może chwilami wyrażony zbyt stereotypowo – głos na temat patriarchatu, wciąż mocno utrzymującego się w wielu społeczeństwach, ale także na temat braku odwagi wielu kobiet, by powiedzieć sobie, że można, a nawet trzeba żyć inaczej. Dramatyzm słuchowiska Biziuk i jego przesłanie wybrzmiewa bardzo dobitnie w dużej mierze dzięki bardzo sugestywnym kreacjom rewelacyjnego tria aktorskiego w składzie: Grażyna Barszczewska (Babcia), Ewa Konstancja Bułhak (Matka) i Sara Lityńska (Córka). Klimat zaś stworzyła muzyka Franciszka Dziubka, w Sopocie grana na żywo. Dźwięk „Naszych końców świata” wyreżyserował niezawodny Andrzej Brzoska.
Scena Teatralna Trójki