Do skromnego pokoju na kresowej kwaterze wchodzi sowiecki żołnierz. W ręku trzyma dwa zegarki, na łóżko patrzy z podejrzliwością, a spłuczkę w toalecie bierze za burżuazyjny cud techniki. Im bardziej bawi nas jego cywilizacyjne zagubienie, tym pewniejsze jest, że ta historia z czasem uderzy w o wiele smutniejsze tony.
Reżyser Tomasz Obara, adaptując dla krakowskiego Teatru STU słynną powieść Sergiusza Piaseckiego, proponuje satyrę, groteskę i wstrząsający dramat w jednym. Emocjonalna i gatunkowa karuzela to w teatrze nic nowego, jednak w tej skromnej, surowej przestrzeni zaprojektowanej przez Jacka Szczotkę kręci się ona wyjątkowo płynnie. Zderzyć wielką historię z intymnością monodramu i zamknąć ją w czterech ścianach kresowego pokoju? Reżyser wraz z Piotrem Cyrwusem udowadniają, że to możliwe.
Centralną postacią tej opowieści – a zarazem jedynym narratorem – jest starszy lejtnant Michaił Zubow. To człowiek, który wkracza na polskie Kresy z głową nabitą radziecką propagandą, gotowy wyzwalać „uciemiężonych bratnich robotników”. Zamiast tego zderza się z rzeczywistością, której jego zindoktrynowany umysł nie potrafi pojąć. Oglądamy więc festiwal absurdalnych nieporozumień: od ostrożnego badania polskiego łóżka, przez zachwyt nad spłuczką, aż po dumne obwieszanie rąk zrabowanymi zegarkami. Każdy ten rekwizyt to dla niego zagadka z innego, „burżuazyjnego” świata.
Pod tą warstwą czystej komedii kryje się jednak bolesne studium mentalności człowieka sowieckiego (homo sovieticus), który bezgranicznie ufa partii i Stalinowi. Kresowy świat – rozjeżdżany najpierw przez Armię Czerwoną, potem przez Wehrmacht, a na końcu przez polską partyzantkę – twórcy spektaklu odtwarzają bez taryfy ulgowej. Kiedy front się odwraca, a dumny wyzwoliciel staje się zaszczutym uciekinierem kryjącym się po lasach, ton przedstawienia gwałtownie gęstnieje. Właśnie w tym punkcie tkwi największa siła monodramu: w genialnym uchwyceniu momentu, gdy śmiech z cywilizacyjnego zacofania bohatera więźnie widzowi w gardle, ustępując miejsca grozie. Zubow, z początku groteskowy najeźdźca, okazuje się ostatecznie tragicznie zmielonym trybikiem wojennej machiny.
Czym w istocie jest ta niezłomna, komunistyczna postawa Zubowa? Przerażającą indoktrynacją czy może instynktownym aktem przetrwania w świecie, którego zupełnie nie rozumie? Choć bohatera bezlitośnie mieli wielka geopolityka, jego prawdziwe motywacje pozostają skrajnie przyziemne i anarchiczne – zdobyć zegarek, napić się wódki, zjeść coś dobrego, przeżyć kolejny dzień. Nic go nie obchodzą wielkie plany Stalina, obchodzi go tylko własne życie, a życie to tyle, ile drobnych przyjemności zdoła z niego wycisnąć. I w tym tkwi ostateczny sens tekstu Piaseckiego, który reżyser wraz z aktorem odtwarzają na scenie Teatru STU. Stworzyli oni wyjątkowe archiwum pamięci o mentalności tamtych czasów. I nawet jeśli autor w swojej powieści gdzieniegdzie podkręcił satyrę, nazmyślał i przerysował radzieckie zacofanie, to ten spektakl brutalnie przedłuża pamięć o potworze, jakiego rodzi totalitarny system.
Ostatecznie monodram w reżyserii Tomasza Obary to teatr niezwykle precyzyjny, w którym nie ma ani jednego zbędnego ruchu. Sprytnie zaprojektowana przez Jacka Szczotkę kwatera Zubowa okazuje się czymś więcej niż tylko tłem dla wojennej tułaczki – to klatka, z której bohater mimo przebytych kilometrów nigdy tak naprawdę nie ucieknie. Piotr Cyrwus stworzył tu kreację kompletną. Udowodnił, że do pokazania dramatu wielkiej historii i upadku człowieka nie potrzeba wielkich dekoracji – wystarczą cztery surowe ściany, kilka rekwizytów i wybitne aktorstwo.
Patrycja Brzozowska
Centrum Spotkania Kultur