Jubileuszowy KONTAKT (część 2)
O spektaklach i twórcach pominiętych w werdykcie jury oraz wydarzeniach towarzyszących 30. edycji Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego KONTAKT w Toruniu pisze Aram Stern.
fot. Piotr Nykowski




O spektaklach i twórcach pominiętych w werdykcie jury oraz wydarzeniach towarzyszących 30. edycji Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego KONTAKT w Toruniu pisze Aram Stern.
fot. Piotr Nykowski
Ekspozycje traum skandynawskich, polskich i arabskich w czterech spektaklach konkursowych nie spotkały się z uznaniem międzynarodowego jury 30. Międzynarodowego Festiwalu KONTAKT, choć nagradzane były długimi owacjami i komentowane szeroko w kuluarach ośmiodniowego Festiwalu. Cóż, nie każdy zespół mógł zakończyć tegoroczny KONTAKT z tarczą, ale w nim przecież nie tylko chodzi o nagrody…
W norweskiej psychoanalizie
Wszystkim sześciorgu aktorkom i aktorom Teatru Współczesnego w Szczecinie, wcielającym się w postaci spektaklu „Very Ibsen” w reż. Dominiki Knapik – Joannie Matuszak (Hedda/Nora), Julii Gadzinie (Jadwinia), Iwonie Kowalskiej (Pani Alving), Arkadiuszowi Buszce (Brokman), Michałowi Lewandowskiemu (Helmer) i Kacprowi Kujawie (Oswald) – przyznałbym nagrodę najbardziej zakręconych osobowości Festiwalu, gdyby taka istniała! Gdy jako bohaterowie sztuk Ibsena wspólnie spotykają się, by odczytać jego fikcyjny testament – norweski dramaturg już nie musi się nimi przejmować, ani także faktem, że autorka tekstu Patrycja Kowańska niecnie rozebrała jego dramaty na części pierwsze.
W tej czarnej komedii z elementami skandynawskiego horroru zobaczyliśmy, jak twórczynie spektaklu z przymrużeniem oka odniosły się do mroku, patosu i skłonności do eksponowania tragicznych aspektów ludzkiego losu – tak charakterystycznych dla sztuk Ibsena. W „Very Ibsen” sięgają po język kolażu wideo, performansu i improwizacji, by w stylistyce przypominającej „Rodzinę Addamsów” – swych bohaterów uczynić postaciami z gry komputerowej, ze sztucznie modulowanym głosem, w ognistorudych perukach, pobielonych twarzach i wełnianych swetrach (świetne kostiumy Klaudii Hegab). W tak zabawnie-groźnych „ustawieniach” aktorki i aktorzy niezwykle gwałtownie zmieniają rejestry gry – „wskakując” w groteskę lub grę komputerową, terapię grupową, dramat czy parodię i co rusz zacierają granice między fikcją a prawdą.
Zmienne tempo gry szczecińskiego zespołu było bardzo trudnym zadaniem dla wspaniałych lektorów pracujących przy 30. MFT KONTAKT, stąd najprawdopodobniej nie wszystkie niuanse niezwykłego spektaklu „Very Ibsen” dotarły w tłumaczeniu do uszu międzynarodowego jury.
Obrażenia szwedzkie
Na międzynarodowym jury wrażenia nie zrobił także nagradzany już w Polsce wielokrotnie dramat mieszczański na podstawie filmu szwedzkiego reżysera Ingmara Bergmana (tekst i adaptacja: Małgorzata Maciejewska) – „Sceny z życia małżeńskiego”, wyreżyserowany w Narodowym Starym Teatrze przez Katarzynę Minkowską. Świetna gra aktorska w doborowej obsadzie nawet na chwilę nie pozwala oderwać uwagi od tego, co przez ponad trzy godziny dzieje się na scenie. Dynamiki nadaje spektaklowi wielokrotne przeistaczanie się przestrzeni scenicznej, która bywa salonem, sypialnią, klubem tanecznym, a nawet ulicą, po której jadą samochodem Marianne (Anna Radwan) i Johan (Juliusz Chrząstowski) na obrotowej scenie (publiczność KONTAKTU obejrzała spektakl w Teatrze Kameralnym w Bydgoszczy, gdyż w Toruniu takiego mechanizmu jeszcze brakuje). W scenografii Łukasza Mleczaka dużą rolę odgrywa owalny ekran, na którym zdublowane ze sceny czarno-białe obrazy nawiązują do filmowej genezy „Scen z życia małżeńskiego”.
Być może brak nagród spowodowały problemy techniczne z projekcją na żywo, chwilowy brak dźwięku i fakt, że obraz przez pierwszy akt był nieczytelny przez wiszący nad sceną paldament dla widzów zajmujących dalsze rzędy.
Traumy (młodo)polskie
W języku „Klątwy” wyreżyserowanej przez Annę Augustynowicz w Teatrze im. Wilama Horzycy w Toruniu, traumy do łatwych nie należą – a to za sprawą nie tylko ascetycznej realizacji, ale i samego archaicznego języka Wyspiańskiego, którego gwarowe monologi, pauza i puls docierają przede wszystkim do rodzimego odbiorcy. Augustynowicz w gęstej partyturze wypunktowuje sytuację Młodej (Julia Szczepańska) jako fatum bez wyjścia, niczym girardowskiego kozła ofiarnego, ratującego społeczność w czasie kryzysu. Nakreśla przy tym cechę natury ludzkiej, której nieodłączne właściwości zmuszają człowieka do skorzystania z mechanizmu prześladowczego po to, by podnieść stopień integracji z własną, opresyjną społecznością.
Dziwi, że tak artystyczna przestrzeń (bez ekranu), w której oddech, skupienie i „intymny” kontakt aktorów z widzami mają tak silny wydźwięk, nie znalazła uznania jury.
Okaleczenia wojenne
Na zakończenie Festiwalu organizatorzy zaproponowali mocny akcent wojenny – kolejny spektakl berlińskiej Schaubühne am Lehniner Platz, tym razem bez realizacyjnej maestrii, a kameralną wręcz „Jasnowidzkę” (Die Seherin) w reżyserii Milo Raua. Na scenie jedna aktorka, w roli fotografki wojennej – doskonała Ursina Lardi (znana m.in. z nagrodzonego Złotym Globem filmu „Biała wstążka” z 2009 roku w reżyserii Michaela Hanekego). Na wielkim ekranie iracki nauczyciel Azad Hassan, trzymający przez pierwszy akt jedną rękę w kieszeni kurtki. Dopiero po jakimś czasie dowiemy się, że nie ma prawej dłoni, odciętej mu publicznie po wyroku trybunału IS.
Milo Raua nie po raz pierwszy w teatrze interesuje przemoc, tak jak bohaterkę jego mocnego spektaklu fascynują od dzieciństwa przerażające obrazy, by dziś myśleć, że jest współczesną, jasnowidzącą Kassandrą, a każde pociągnięcie za spust jej aparatu wywoła kolejną tragedię. Staje się „wizjonerką”, która patrzy na cierpienie innych – widzimy je w jej zdumionych oczach, tak samo zafascynowanych, jak i zdystansowanych. Każde jej słowo odzwierciedla dychotomię medialnego przedstawiania przemocy: obowiązek wprowadzenia nieznośnie brutalnego obrazu do sieci, cynizm służący rynkowi sensacji.
I tak ten ostatni festiwalowy – inteligentny, poruszający wieczór z niezwykle precyzyjną aktorką – zrodził pytania wykraczające daleko poza zwykłą krytykę mediów. Z rodzinnych, społecznościowych traum przeniósł odciski wspomnień w „ćwiczenia pamięci”, by nowe obrazy na naszych ekranach nie pojawiały się już w przyszłości. Ale niestety wiemy, że będą, bowiem „Jeśli wojna trwa dłużej niż trzy miesiące, nikt już się nią nie interesuje. Agencje prasowe uwielbiają pierwszą krew.”
Wydarzenia KONTAKTU
Podobnie jak podczas poprzednich edycji goście Festiwalu mogli wziąć udział w wielu imprezach towarzyszących: panelach dyskusyjnych na styku kultury i biznesu oraz o projektowaniu w sztukach performatywnych, a także przypomnieć sobie na dużym ekranie Kina Centrum filmy związane z tegoroczną edycją: „Krzyżacy” w reż. Aleksandra Forda, „Ziemię obiecaną” w reż. Andrzeja Wajdy i obejrzeć film „Sezony” w reż. Michała Grzybowskiego, do którego zdjęcia powstały w Teatrze im. Wilama Horzycy w Toruniu.
Nowością jubileuszowej edycji MFT KONTAKT było zaproszenie do prezentacji w trakcie trwania Festiwalu najnowszych produkcji teatralnych z regionu: „Frankenstein – reportaż” (reż. Zbigniew Lisowski) z Teatru Baj Pomorski w Toruniu, „Las // The Woods” (reż. Alan Dilworth) z Teatru Polskiego im. Hieronima Konieczki w Bydgoszczy, „Gorgon Syndrome” (reż. zbiorowa) z WOAK-u Toruń oraz „Jesus Christ Superstar” (reż. Agnieszka Płoszajska) z Kujawsko-Pomorskiego Teatru Muzycznego w Toruniu. Tradycyjnie tę edycję zakończył koncert: w tym roku był to projekt „Mazolewski / Dorociński – Witkacy. Kompozycje Astronomiczne”.
Jak widać, przez osiem dni bardzo udanej 30. edycji Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego KONTAKT działo się bardzo dużo. Kilka z tych spektakli, choć nienagrodzonych, oraz wydarzeń towarzyszących pozostanie zapamiętanych przez widzów jako wiwisekcja traum wszelakich. Muzom teatru, Melpomenie i Talii zapewne nie jest ciągle po drodze wobec tragedii Ukrainy i Gazy skupiać się jedynie na treściach osobistych, stąd też program tegorocznego KONTAKTU nie mógł zupełnie odejść od tematu wojen. By ponownie „zszywać” Europę, trzeba było próbować na bazie traum przeszłych, innych konfliktów i ich przyczyn rozmawiać o tych aktualnych. Trzymajmy się zatem razem i KONTAKTujmy, nawet tak, jak na zdjęciu ilustracyjnym z „Very Ibsen”.
„Zapolska śmiała się z idei, by »kobieta miała iść przez życie cicho i spokojnie«. Taki gorset społecznych oczekiwań wpychał jednak kobiety w równie groteskowy stan, jakim dziś może być hałaśliwe manifestowanie wariacko rozumianej niezależności. Znanej aż nazbyt dobrze z czarnych marszy i mającej odzwierciedlenie na przykład w agresywnej proaborcyjnej propagandzie”
Używamy plików cookie, aby poprawić jakość przeglądania, wyświetlać reklamy lub treści dostosowane do indywidualnych potrzeb użytkowników oraz analizować ruch na stronie. Polityka Prywatności
Niezbędne pliki cookie przyczyniają się do użyteczności strony.
Umożliwiają stronie zapamiętanie informacji zmieniających wygląd.
Pomagają zrozumieć, jak użytkownicy zachowują się na stronie.
Stosowane w celu śledzenia użytkowników i wyświetlania reklam.