W bezwietrzu katastrofy

Slide
previous arrow
next arrow
Na afiszu

W bezwietrzu katastrofy

O spektaklu „Ifigenia” w reż. Ewy Galicy z Teatru Studyjnego na Festiwalu Szkół teatralnych w Łodzi pisze Wiesław Kowalski.

Opublikowano: 2026-05-19
fot. Krzysztof Szpryngiel
Ocena recenzenta/tki: (6/10) – niezły

Antyk wraca dziś do teatru nie dlatego, że szukamy w nim wzniosłości, ale dlatego, że coraz trudniej odnaleźć język pozwalający opowiadać o przemocy, wojnie i mechanizmach społecznego okrucieństwa. Współczesność produkuje obrazy katastrof w takim tempie, że realistyczny teatr często okazuje się wobec nich bezradny. Mit natomiast — przez swoją umowność i powtarzalność — pozwala zobaczyć więcej. „Ifigenia” Ewy Galicy, pokazana podczas 44. Festiwalu Szkół Teatralnych w Łodzi, jest próbą takiego powrotu do antyku: nie muzealnego, lecz nerwowego, cielesnego i niepokojąco współczesnego.

Galica nie opowiada mitu linearnie. Interesuje ją raczej stan psychiczny świata „tuż przed”. Przed wojną, przed ofiarą, przed decyzją, której nie da się już cofnąć. W tym sensie jej spektakl przypomina długie trwanie katastrofy bardziej niż klasycznie skonstruowaną tragedię. Pierwsza część przedstawienia chwilami celowo rozszczelnia narrację – widz błądzi pomiędzy fragmentami Eurypidesa, autorskimi dopisaniami, poetyckimi obrazami i działaniami chóralnymi. Nie wszystko układa się tu w klarowną dramaturgiczną całość. Można wręcz odnieść wrażenie, że spektakl momentami bardziej „krąży” wokół mitu, niż go rozwija. Zwłaszcza pierwsze sekwencje wymagają od widza dużego skupienia, ponieważ Galica świadomie rezygnuje z prostego prowadzenia fabuły na rzecz atmosfery zawieszenia i rytuału.

Jednocześnie właśnie w tej strategii reżyserskiej ujawnia się pewna konsekwencja obecna również we wcześniejszych spektaklach reżyserki. Zarówno w „Żydowskim psie”, jak i w „Faustynie. Falsyfikacie”, Galica interesowała się bohaterami uwikłanymi w większe mechanizmy przemocy, pamięci albo ideologii. Jej teatr nie buduje prostych tez politycznych, ale raczej bada, jak wielkie systemy historyczne i symboliczne zapisują się w ciele, języku i relacjach między ludźmi. Charakterystyczne jest też przesuwanie perspektywy: w „Żydowskim psie” historię Zagłady oglądaliśmy z punktu widzenia zwierzęcia, w „Faustynie” religijna legenda stawała się opowieścią o kobiecym doświadczeniu, tutaj zaś antyczny mit zostaje rozpisany na zbiorowe doświadczenie bezradności wobec logiki ofiary.

Galica konsekwentnie interesuje się również tym, co pozaludzkie. W „Żydowskim psie” zwierzęca perspektywa podważała ludzką pychę i moralną wyższość. W „Ifigenii” powracają ptaki – nie jako ozdobny symbol, ale jako znak utraconego porządku natury, którego człowiek już nie potrafi odczytać. Sceny naśladowania ptaków przez aktorów należą do jednych z najmocniejszych momentów spektaklu. Nie ma w nich ironii ani estetycznej dekoracyjności. To raczej desperacka próba odzyskania kontaktu z czymś pierwotnym, pozbawionym militarnej logiki i patriarchalnego języka wojny. W świecie przedstawienia wszystko zmierza ku ofierze, tymczasem ptasi śpiew i chóralność otwierają możliwość innego rytmu istnienia.

Właśnie warstwa muzyczno-ruchowa okazuje się największą siłą przedstawienia. Chóralne partie – zarówno w pierwszej, jak i drugiej części – są znakomite: precyzyjne rytmicznie, organiczne i nasycone emocją. Widać tu wyraźnie wpływ pracy Tomasza Rodowicza i Eliny Tonevej oraz doświadczeń teatru fizycznego bliskiego estetyce Chorei. Ciało zbiorowe staje się ważniejsze od indywidualnych psychologii. Kiedy aktorzy mówią tekstem Eurypidesa, spektakl chwilami grzęźnie w semantycznej nieczytelności; kiedy zaczynają śpiewać lub funkcjonować jako chór – przedstawienie nabiera niezwykłej intensywności.

Druga część spektaklu okazuje się zdecydowanie bardziej przejrzysta dramaturgicznie. Relacje między postaciami wyostrzają się, emocjonalne napięcia zaczynają pracować pełniej, a sama opowieść znajduje bardziej czytelny rytm. Szczególnie mocno wybrzmiewa wówczas temat społecznej zgody na przemoc dokonywaną „dla wyższej sprawy”. Galica nie musi dopowiadać współczesnych analogii – one są obecne niemal podskórnie. Wojna przestaje być heroiczną opowieścią, a staje się mechanizmem reprodukującym kolejne ofiary.

Na tle innych współczesnych prób przepisywania mitu o Ifigenii – choćby głośnej „Ifigenii. Nowej tragedii” Michała Zadary – spektakl Galicy wydaje się mniej publicystyczny, a bardziej afektywny, operujący przede wszystkim emocją i nastrojem. Zadara wraz z Demirskim wpisywali antyczny konflikt w świat medialno-politycznego spektaklu wojny, obnażając cynizm elit i język propagandy. Galica idzie gdzie indziej. Nie interesuje jej przede wszystkim demaskacja politycznych mechanizmów, lecz doświadczenie utknięcia w przemocy, która wydaje się starsza od samej historii. Jej bohaterowie nie są satyrycznymi figurami współczesności. Są ludźmi zmęczonymi losem, zawieszonymi pomiędzy koniecznością działania a pragnieniem zatrzymania świata.

To zresztą jeden z najbardziej interesujących aspektów tego przedstawienia: wojna właściwie jeszcze się nie zaczęła, a wszyscy już wyglądają jak jej ofiary.

W spektaklu dyplomowym łatwo byłoby popaść w demonstrację młodzieńczej energii albo efektownych scen zbiorowych. Tymczasem „Ifigenia” najciekawsza jest wtedy, gdy pozwala młodym aktorkom i aktorom być niepewnymi, kruchymi, momentami zagubionymi. To przedstawienie o generacji dziedziczącej świat permanentnego kryzysu – politycznego, emocjonalnego i egzystencjalnego. Być może dlatego antyk brzmi tu tak naturalnie. Eurypides okazuje się autorem nie o herosach, lecz o społeczeństwach, które nauczyły się usprawiedliwiać przemoc.

I może właśnie dlatego warto dziś wracać do tragedii greckiej. Nie po to, by szukać uniwersalnych prawd, ale po to, by zobaczyć, jak niewiele nauczyliśmy się przez kilka tysięcy lat.

Teatr Studyjny

Kategorie:


Cytat Dnia

„Z pewnością docenić możemy to, że w zestawieniu z łódzkim spektaklem, filmem Holland czy w końcu powieścią Tokarczuk ten »pług« jest najmniej agresywny w stosunku do chrześcijaństwa i Kościoła katolickiego”

Sylwia Krasnodębska o spektaklu „Prowadź swój pług przez kości umarłych”, reż. Ewa Platt; „Gazeta Polska Codziennie”, 19.05.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL