Piękno, które tańczy z własnym cieniem

Slide
previous arrow
next arrow
Na afiszu

Piękno, które tańczy z własnym cieniem

O „Portrecie Doriana Graya” wg powieści Oscara Wilde’a w chor. Piotra Jeznacha w Teatrze Muzycznym Roma w Warszawie pisze Wiesław Kowalski.

Opublikowano: 2026-03-12
fot. Karol Mańk / TM Roma
Ocena recenzenta/tki: (7/10) – dobry

W teatrze muzycznym przyzwyczajeni jesteśmy do opowieści prowadzonych przez głos – przez piosenkę, dialog i słowo, które nadają rytm scenicznej narracji. W spektaklu „Portret Doriana Graya” na podstawie powieści Oscara Wilde’a, przygotowanym na Novej Scenie Teatru Muzycznego Roma, głos znika niemal całkowicie. Zostaje ruch, puls muzyki i napięcie między ciałami tancerzy. To nie tyle adaptacja literatury, ile próba zbadania, czy historia o moralnym rozpadzie może istnieć wyłącznie w gestach i rytmie.

Choreograf i autor libretta Piotr Jeznach traktuje powieść Wilde’a raczej jako strukturę emocjonalną niż linearną fabułę. Poszczególne sceny przypominają kolejne etapy psychologicznej przemiany bohatera. Nie chodzi o szczegółowe opowiedzenie historii, lecz o uchwycenie procesu: momentu, w którym zachwyt nad własnym pięknem zaczyna zamieniać się w obsesję.

Najciekawszym rozwiązaniem dramaturgicznym jest rozdzielenie Doriana na dwie sceniczne obecności. Jeden z tancerzy reprezentuje młodzieńczą powierzchowność bohatera, drugi – jego portret, czyli ukrytą prawdę o nim samym. Dzięki temu spektakl nabiera niemal muzycznej polifonii: ciało Doriana i ciało jego obrazu prowadzą dialog, który z czasem przeradza się w konflikt. To rozwiązanie nie tylko czytelne, ale też niezwykle teatralne – zamiast metafory mamy fizyczne starcie dwóch energii.

Choreografia operuje szerokim wachlarzem stylistycznym. W duetach dominuje napięcie i precyzyjna kontrola ciała – ruchy są ostre, momentami niemal agresywne, jakby tancerze próbowali wyrwać się z niewidzialnych więzów. W scenach zbiorowych pojawia się z kolei energia klubowego transu: pulsująca, nieco chaotyczna, pełna hedonistycznej ekspresji. To właśnie tam najlepiej widać, jak bohater zanurza się w świecie przyjemności, który z czasem zaczyna przypominać groteskową maskaradę.

Nagłówek slajdu
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit. Ut elit tellus, luctus nec ullamcorper mattis, pulvinar dapibus leo.
Kliknij tutaj

Ważnym partnerem choreografii jest muzyka Evana Wise’a. Kompozytor buduje dźwiękową przestrzeń, która nie narzuca interpretacji, lecz subtelnie prowadzi emocje. Elektroniczne brzmienia splatają się z bardziej lirycznymi fragmentami, tworząc coś w rodzaju dźwiękowego krajobrazu – raz chłodnego i zdystansowanego, innym razem niemal melancholijnego. Dzięki temu przedstawienie nie osuwa się w patos, tak często towarzyszący podobnym opowieściom.

W warstwie wizualnej przedstawienie pozostaje zaskakująco powściągliwe. Scenografia nie dominuje nad akcją, raczej tworzy ramę dla ruchu. Większe wrażenie robią kostiumy Moniki Moskwy, które budują estetykę na pograniczu elegancji i dekadencji. W połączeniu z precyzyjnym światłem sceny układają się w serię obrazów przypominających o malarskich inspiracjach powieści Wilde’a.

Najciekawsze w tym spektaklu jest jednak coś innego: sposób, w jaki pokazuje on samotność Doriana. W literackim oryginale bohater otoczony jest ludźmi i pokusami, ale jego dramat rozgrywa się przede wszystkim w sferze wewnętrznej. Tutaj ten konflikt przybiera postać fizycznego starcia z własnym odbiciem. Każdy kolejny duet Doriana z jego portretem wygląda jak rozmowa z sumieniem, która z czasem przeradza się w walkę.

Finał spektaklu nie próbuje moralizować ani podsuwać widzowi łatwej interpretacji. Zamiast jednoznacznej pointy dostajemy obraz rozpadu – moment, w którym piękno i destrukcja spotykają się w jednym miejscu. I może właśnie dlatego to przedstawienie zostaje w pamięci. Nie dlatego, że opowiada historię znaną z literatury, lecz dlatego, że pokazuje ją w języku, który w teatrze wciąż jest rzadkością: w języku ciała.

„Portret Doriana Graya” na Novej Scenie Romy nie jest widowiskiem, które chce olśnić rozmachem. Jego siła tkwi w czymś bardziej subtelnym – w obserwowaniu, jak ruch stopniowo odsłania to, czego bohater nie potrafi już ukryć. W pewnym momencie przestajemy patrzeć na taniec jak na choreografię. Zaczynamy widzieć w nim proces powolnego pękania człowieka.

Teatr Muzyczny Roma

Kategorie:


Cytat Dnia

„To wszystko w kontekście bardzo już rozległej twórczości Klaty byłoby naprawdę ciekawe, gdyby nie sprawiało wrażenia ornamentu. Bo w gruncie rzeczy przedstawienie nie przyciągało wyrafinowaną myślą czy śmiałym rozpoznaniem”

Tomasz Plata o „Krzyżakach”, reż. Jan Klata; „Teatr”, 14.07.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL