Z bliźnim się możesz zabliźnić

Slide
previous arrow
next arrow
Na afiszu

Z bliźnim się możesz zabliźnić

O „Magicznej ranie” Doroty Masłowskiej w reż. Pawła Miśkiewicza w Akademii Sztuk Teatralnych w Krakowie pisze Agnieszka Loranc.

Opublikowano: 2026-03-06
fot. Igor Lach
Ocena recenzenta/tki: (7/10) – dobry

Na spektakl dyplomowy studentów IV roku Wydziału Aktorskiego Akademii Sztuk Teatralnych im. Stanisława Wyspiańskiego w Krakowie wybierałam się z pewną dozą nieufności. Do adaptacji tekstów Masłowskiej mam bowiem swój osobisty uraz. Świadomość, że sam materiał literacki jest na tyle pojemny, że daje się interpretować na wiele sposobów, skłoniła mnie jednak do przekroczenia progu Sceny im. Jerzego Treli, na której odbywa się przedstawienie w reżyserii Pawła Miśkiewicza.

Świat napisany przez Masłowską kręci się wokół relacji. Można odnieść wrażenie, że pływają one w swoistym stawie wypełnionym fantazmatami, które mnożą się jak plankton na tafli. A pod powierzchnią? W gruncie rzeczy wszystko krąży wokół miłości: niespełnionej, źle rozpoznanej, pozornej albo takiej, którą bohaterowie próbują okazywać w sposób całkowicie nieadekwatny. Twórcy spektaklu budują z nich galerię figur, które – choć często przerysowane i osadzone w grotesce – działają jak mechanizm demaskujący zbiorowe wyobrażenia o rzeczywistości. Nie chcę skupiać się na analitycznym rozpisywaniu scen, które w spektaklu mają miejsce, bo – jak to z reguły bywa – dyplomy rozdzielone są między wielu aktorów, a więc i na wiele sekwencji. Klasycznie pojawia się Zoldana, pojawiają się siłowniani fitnesiarze czy parapetówka u niespełnionego reżysera reklam i jego żony. Cała reszta niech stanowi informacyjny niedosyt i zachętę dla potencjalnego widza.

Charakterystyczne dla pisarstwa Masłowskiej jest to, że niemal każde zachowanie jej bohaterów można opatrzyć przedrostkiem „hiper”: hiperemocje, hiperreakcje, hipergesty. Praca z tak skondensowaną dawką emocji jest dla aktorów ogromnym wyzwaniem, ale jednocześnie potrafi mocno uwydatnić ich możliwości. Spektakl trwa nieprzerwanie dwie i pół godziny, co mogłoby sugerować przestrzeń wystarczającą, by wyeksponować wszystkie elementy i wszystkich wykonawców. W praktyce niestety nie wszystkie aktorskie kreacje wybrzmiewają z równą siłą. Niektóre role nieco giną w zbiorowej strukturze przedstawienia bądź są zwyczajnie niedbale wykonane. Aktorzy z różną skutecznością starają się poruszać po skali „hiper”, ale mimo to potrafią utrzymać balans pomiędzy karykaturą a prawdą emocjonalną.

Szczególne uznanie chcę skierować do Magdaleny Berus oraz Emilii Cetnarowskiej, które tworzą niezwykle dojrzałe sylwetki sceniczne. Berus, mająca duże doświadczenie z wielu produkcji filmowych, wnosi na scenę dużą świadomość aktorską oraz wyczucie formy. Niemniej równie mocne wrażenie robi Cetnarowska – wcielając się w dwa odmienne typy postaci, rozpoczyna swoje sceny z ogromną energią i konsekwentnie ją podsyca. Moją uwagę przykuła bezbłędna dykcja obu aktorek: wyraźna, naturalna, rytmiczna i świetnie dopasowana do tempa scen. Ich obecność na scenie jest wyrazista, a role dobrze poprowadzone i zapamiętywalne.

Spektakl rozgrywa się w przestrzeni otoczonej widownią z dwóch stron, co daje aktorom pełną swobodę gry całym ciałem – mogą poruszać się naturalnie, nie martwiąc się, że w którymś momencie staną tyłem do widza. Dodatkowo ułatwia to scenografia Barbary Hanickiej, która mimo niewielkiej przestrzeni ujawnia kilka światów z mikrokosmosu Masłowskiej. Nierówna powierzchnia i wgłębienia przypominają skatepark, staw, krater, ale jednocześnie symbolizują tytułową „ranę”, która się nie goi, z której wciąż coś się sączy i wyrasta. Elementy pozornie przypadkowe, jak choćby rusztowanie i mostek nad stawem, skutecznie powiększają scenę i podkreślają dynamikę światów. Choreografia Oskara Malinowskiego współgra z przestrzenią, a także uwydatnia mocno współczesne, idące również w kierunku kiczu i abstrakcji kostiumy Anastasiji Gippenreiter. Ruch zbiorowy, a momentami niemal kaskaderskie sekwencje, uruchamiają rytm i fizyczną intensywność scen.

Niezwykłą wartość stanowią autorskie teksty i muzyka Jana Marczewskiego, które realnie napędzają aktorów i wzmacniają historie ich bohaterów. W niektórych scenach muzyka jest jednak zbyt głośna, przez co sceny stają się niewyraźne. Śpiew w ruchu – na przykład scena zbiorowa dziewczyn na kanapie – wprowadza chaos, przez co trudno uchwycić sens wykonywanego fragmentu.

Mimo pewnych niedociągnięć całość utrzymuje obraną przez twórców narracyjną spójność i zrozumiałość. Przechodzenie między scenami jest płynne, emocjonalne napięcia prowadzone są konsekwentnie, a powracające wątki pomagają widzowi orientować się w wielowątkowej opowieści. Wersja „Magicznej rany” przygotowana przez studentów pod opieką reżyserską Pawła Miśkiewicza okazuje się propozycją zdecydowanie dobrą. Nad adaptacją wraz z Miśkiewiczem pracował także student Wydziału Reżyserii Dramatu AST – Marek Zieliński.

AST Kraków

Kategorie:


Cytat Dnia

„Nie zdradzę w tej recenzji wiele więcej niż to, co można wyczytać na stronie”

Jarosław Ciszek o „Atlasie ptaków”, reż. Barbara Bendyk; kulturalnykonferansjer.pl, 16.04.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL